Sztuka olewania

123rf.com

Mówisz: „Nie obchodzi mnie”, „Nie dbam o to”. Albo wręcz: „Pieprzę to”, „Olewam”. Mniejsza o dosadność słów, chodzi o samą „olewczą” postawę, która może podziałać uwalniająco, a nawet… prowadzić do oświecenia. Jolanta Maria-Berent sprawdza, w czym jest rzecz.

reklama

Jak to? Mieć wszystko w nosie i się oświecić? To takie amerykańskie, takie upraszczające! A kto powiedział, że oświecenie ma być czymś skomplikowanym? Może to po prostu stan, który osiągasz, kiedy wrzucasz na luz, przestajesz przeszkadzać życiu i cieszysz się tym, co przynosi? Chrzanisz różne wysiłki i to, co powiedzą inni. Co za ulga!

Przyznaję – słowo „olewać” z trudem wychodzi mi spod klawiszy. Zawsze uważałam je za prostackie i – jak by to powiedzieć – ociekające fizjologią. Dlatego kiedy usłyszałam o tytule „Magia olewania” (wyd. Muza), skrzywiłam się. Co to za kombinacja? Cóż za oksymoron! Do tego autorka książki, Sarah Knight, sugeruje, jakoby miała przepis na wspomniane wyżej oświecenie. W podobne tony uderza John C. Parkin, autor książki „Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha” (wyd. Helion), który proponuje, by zdystansować się od świata, pieprząc wszystko: diety, pracę, pieniądze, pogodę, naprawianie świata, lęki… Typowo amerykańskie wymysły – szybko i bezboleśnie. Wystarczy przestać się przejmować. Dobrze, przestańmy na chwilę przejmować się słowami i sprawdźmy, o co w tym chodzi.

Zen po amerykańsku

Najpierw Parkin – on ze swoją filozofią pieprzenia bardziej do mnie przemówił. Sam przez
20 lat studiował i praktykował różne systemy filozoficzne oraz mądrość Wschodu, by założyć we Włoszech holistyczne centrum odnowy duchowej o nazwie „The Hill that Breathes”, gdzie propaguje swoją metodę. Nazywa ją „idealnym zachodnim środkiem wyrazu obrazującym wschodnie podejście”. Mówiąc najprościej: f**k it to takie zachodnie zen. Chodzi o uwolnienie się od przywiązań będących źródłem cierpienia. Jeśli przykładasz zbyt dużą wagę do pewnych spraw, rozwiązań i scenariuszy – pojawia się presja. Napięcie. Twoje dobre samopoczucie wciąż uzależnione jest od okoliczności zewnętrznych, szczęście obwarowane warunkami… A gdyby tak powiedzieć: „pieprzę to”, nie nadawać rzeczom tak wielkiego znaczenia, uznać, że jakoś to będzie (może lepiej, niż byś to sam wymyślił)? Przekonasz się, ile napięcia z ciebie zejdzie, jaki ciężar zrzucisz z barków! Może nawet zachłyśniesz się wolnością…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »