Terapia dźwiękiem

masaz dzwiekiem
123rf.com

Potrzebujesz relaksu, odpoczynku i rewitalizacji sił witalnych? Spróbuj masażu dźwiękiem. Wprowadzi twoje ciało w wibrację, uwolni od napięć, odpręży, zmobilizuje organizm do regeneracji.
Wykorzystywane do masażu dźwiękiem misy tybetańskie wykonane są z brązu. Stawia się je na ciele (najpierw z tyłu, potem z przodu) i uderza w nie pałeczkami, obitymi skórą lub filcem. Jedna misa na brzuchu, druga na klatce piersiowej, trzecia na stopie… Z każdej płynie inny dźwięk. Wibruje, uspokaja, leczy. Jeśli otworzysz się na niego, pozwolisz mu się dotknąć, może zaprowadzić cię daleko. Przynieść ukojenie. Ten dotyk może być bardzo subtelny albo gwałtowny. Może nawet przypominać odkurzacz, który wysysa przykre emocje. – Nie sposób przewidzieć, jak dany człowiek zareaguje na masaż – mówi Kuba Korycki, jeden z pionierów masażu dźwiękiem w Polsce. – Czy będzie słyszeć głosy aniołów, czy też przechodzić męki, bo dźwięk dotrze do jakiegoś problemu, uwolni się ból. Odezwie się artretyzm. Albo wściekłość, niechęć do ludzi, żal…

reklama

Zrobić porządek

Kuba Korycki z żoną Moniką prowadzi na warszawskim Okęciu pierwsze w Polsce centrum masażu dźwiękiem. Jako pierwszy w Polsce używał zestawu mis planet (wydają dźwięki odpowiadające częstotliwościom planet Układu Słonecznego). Tak, Ziemia też ma swój dźwięk, został nawet nagrany przez NASA. – Używamy wielu mis – mówi Kuba Korycki – to daje nam większy bukiet dźwiękowy, którym możemy obmyć masowaną osobę. Ale jedną misą też można wykonać masaż, i wcale nie musi być słabszy w działaniu. Oczywiście, poszczególne misy są, przynajmniej częściowo, wyspecjalizowane. Wydają tony niskie, wysokie i średnie.

– Niektóre działają bardziej na poziomach subtelnych, inne wchodzą w głąb ciała – dodaje Monika Korycka. – Duże misy wykorzystuje się do dolnej części korpusu – są gruntujące, pozwalają zejść na Ziemię – podczas gdy średniej używa się do obszaru serca. Małe misy stawia się w obrębie głowy – działają na wysokich częstotliwościach. Czasami w kobiecych pismach widujemy zdjęcia pani w bikini z takimi miskami na stopach. To nieporozumienie, zwłaszcza że podczas sesji pozostaje się w ubraniu.

Sesja trwa zazwyczaj około 50 minut. I nie ma sensu jej przedłużać, bo ciało będzie za bardzo rozwibrowane, nie będzie się dobrze czuło. – Trzy kwadranse nasycą ciało dźwiękiem na cały tydzień – twierdzi Kuba Korycki. – Ten dźwięk może powrócić nieoczekiwanie po paru dniach, jak echo. Niektórzy mają po masażu intensywne sny, inni metaliczny posmak w ustach. Dobrze jest dużo pić, bo zostają poruszone nerki, uwalniają się toksyny. To delikatna metoda, ale działa potężnie. Do tego jest nieinwazyjna, trudno tu o jakąkolwiek manipulację. Podstawowy cel to pomóc masowanej osobie zrelaksować się. My tylko uderzamy w misy, a dźwięk sam zaprowadza porządek w ciele. Miliony fal przechodzą przez nie w poszukiwaniu dysharmonii, problemu. Kiedy znajdą, rozmasowują go. Chodzi o to, żeby ciało stało się przezroczyste dla dźwięku. Żeby wnikał przez stopy i wychodził swobodnie przez czubek głowy.

Wnieść życie

Uzdrawiająca moc niektórych dźwięków wynika… ze świętej geometrii. – Chodzi tu o częstotliwość harmoniczną, złoty podział – wyjaśnia Kuba Korycki. – Według tego podziału rozstawione są m.in. klawisze w fortepianie. Takie pakiety dźwiękowe uzyskujemy też, uderzając w misę. Również człowiek zbudowany jest według złotego podziału, i jeśli ta harmonia zostanie w nim zakłócona, może ją odzyskać poprzez kontakt z inną uporządkowaną formą. A najbardziej uporządkowane formy we wszechświecie to dźwięk, światło, kryształ – stąd terapia dźwiękiem, światłem, kamieniami szlachetnymi…

Masaż dźwiękiem może pomóc wszędzie tam, gdzie występuje stagnacja. Wniesie ruch, życie.

– Nie tyle „naprawiamy” drugą osobę, co pozwalamy jej uaktywnić własne mechanizmy samouzdrawiające – mówi Kuba Korycki. – O ile się zgodzi, bo czasem ludzie wolą być w centrum uwagi, zostawać w tym, co znają, być ofiarą.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »