Trudniej, czyli łatwiej: o pożytkach z przeciwności

fot.123rf

Czy rzeczywiście potrzebujemy nieustannego podnoszenia poprzeczki, trudnych wyzwań, przeszkód, a nawet traum, żeby się uczyć, rozwijać, osiągać siłę i dojrzałość? Czy miał rację Nietzsche, pisząc: co mnie nie zabija, czyni mnie silniejszym? Tak, ale…
Kiedy trener tenisa każe mi stawiać kroczki odstawno-dostawne, zżymam się: „Czy nie prościej po prostu podbiec do piłki normalnym krokiem?”. A on na to: „Najpierw musi być trudniej, żeby potem było łatwiej”. To prawda. W nauce tenisa – i nie tylko – nie ma innej drogi. A w pozostałych przypadkach? Duchowi mędrcy przekonują, że tak naprawdę rozwija nas tylko to, co trudne. Potwierdza to wiele badań psychologicznych. Bezsprzecznie nasze osiągnięcia, postawy, hart ducha zależą od zmagań z tym, co niełatwe. Ale słowa Nietzschego nie są prawdziwe w każdej sytuacji. Na pewno nie sprawdzają się w momentach bezpośredniego zagrożenia życia, gdy jesteśmy świadkami ciężkich wypadków, ofiarami gwałtów, przemocy. U ludzi doświadczających takich przeżyć rozwija się często zaburzenie zwane zespołem stresu pourazowego (PTSD). Ostatnie badania nie pozostawiają cienia wątpliwości – nadmierny stres wywołuje depresje, zaburzenia lękowe, choroby układu krążenia. Z drugiej jednak strony – nie da się uniknąć nieszczęść. Trzeba więc nie tylko nauczyć się radzić sobie z życiowymi trudnościami, ale także umieć dostrzec w nich szansę.

reklama

Małgorzata Skoneczna, lat 45, kiedyś nauczycielka matematyki, teraz bizneswoman, matka trzech synów: – Cztery lata temu nagle mój świat zawalił się jak domek z kart. Dosłownie i w przenośni. Tamtej nocy, gdy mąż poczuł swąd palonego drewna, zdążyliśmy tylko wyskoczyć z łóżek. Ogień w mgnieniu oka objął cały dom. Kiedy dzieci były już na zewnątrz, przez moment zawahałam się: a może spróbować zabrać coś ważnego i cennego, dokumenty, biżuterię, parę ważnych książek, jakieś ubrania? Stanęłam jak wryta, nie umiałam podjąć decyzji, odwróciłam się na pięcie i wybiegłam. Mąż wrócił, niestety. Zanim strażacy go wydostali, poparzył się tak dotkliwie, że do dzisiaj ma niedowład lewej ręki. Nic nie udało się uratować, a dom nie był ubezpieczony. Zostaliśmy nie tylko bez dachu nad głową, ale także bez poczucia bezpieczeństwa i nadziei, że zdołamy się podnieść. Rozpaczałam, byłam zdołowana, przerażona. Ale trzeba było zająć się dziećmi, na nowo organizować sobie życie. W pierwszym okresie bardzo pomogli nam przyjaciele i rodzina. Mąż przez pół roku dochodził do zdrowia, więc musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Po wakacjach nie wróciłam do pracy w szkole, zatrudniłam się w biurze rachunkowym. Rok później otworzyłam swoje. Szło mi na tyle dobrze, że mogłam wziąć kredyt i rozpocząć budowę domu. Po dwóch następnych latach – już w nim zamieszkaliśmy. Firma, którą prowadzimy teraz razem z mężem, mimo kryzysu bardzo dobrze prosperuje. Gdyby nie piekło, przez które przeszliśmy, nigdy nie odważylibyśmy się zmienić pracy (mąż był urzędnikiem), założyć swojego biznesu. To potworne doświadczenie bardzo scementowało naszą rodzinę, pokazało, co tak naprawdę w życiu jest ważne. Od tamtej pory nic nie jest dla mnie straszne, wiem, że zawsze dam sobie radę.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło

Doświadczenie Małgorzaty dowodzi, że ciężkie przeżycia mogą mieć także pozytywne skutki, psychologia nazywa je „rozwojem pourazowym”. Badania osób, które zostały dotknięte przez nieszczęścia, pokazały, że choć tragedie wyniszczają, to w rezultacie mogą wyjść ludziom na dobre.

Jonathan Haidt, profesor psychologii na Uniwersytecie w Wirginii, w książce „Szczęście” pisze o trzech rodzajach korzyści płynących z trudnych doświadczeń, tych samych, o których mówi Małgorzata. Pierwsza korzyść jest dla wszystkich zaskakująca. Bo oto sobie poradziłam! Stać mnie na to! Choć wcześniej myślałam, że nie przeżyłabym spalenia domu, choroby męża, zwolnienia z pracy, okazuje się, że gdy przyjdzie mi mierzyć się z tymi przeżyciami, daję radę. Jedną z najważniejszych lekcji, jaką ludzie wynoszą z takich doświadczeń, jest wiedza, że są dużo silniejsi, niż się spodziewali. Ta świadomość własnej siły dodaje im pewności siebie, dzięki czemu lepiej radzą sobie z następnymi wyzwaniami i dużo szybciej odzyskują równowagę niż inni. Przede wszystkim dlatego, że już to przetrenowali.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »