Uczucie zazdrości: wszyscy jesteśmy zazdrośnikami

123rf.com

Tylko nie wszyscy chcemy się do tego przyznać. Każdy kiedyś pobił się o zabawkę, pokłócił o chłopaka czy poczuł się wykluczony z jakiejś relacji. – Znacznie gorsze od samej zazdrości jest udawanie, że to uczucie jest nam obce – mówi psycholog Danuta Golec.
Paskudna sprawa ta zazdrość. Podobnie jak jej wyższy, wredniejszy stopień – zawiść.

reklama

Zawiść jest tak naprawdę niższym i wcześniejszym stopniem zazdrości. Obu słów używamy zamiennie, choć nie do końca oznaczają to samo uczucie. Zawiść jest bardziej prosta, bardziej prymitywna i rozwojowo wcześniejsza. Człowiek odczuwający zawiść jest nieszczęśliwy z tego powodu, że ktoś ma coś, co on też by chciał mieć. Czasem do tego dołącza się pragnienie, by ten ktoś nie miał danej rzeczy lub cechy. To, co różni zawiść od zazdrości, to fakt, że pojawia się w relacjach dwuosobowych, czyli: ja kontra ktoś jeszcze. Zawiść łączy poczucie nieszczęścia i niesprawiedliwości z niechęcią do danej osoby, nie dlatego, że jest zła, ale dlatego, że jest dobra, bo coś ma. To – można powiedzieć – normalny wymiar zawiści. W stanie nasilonym, czyli patologicznym, możemy nawet chcieć, by wspomnianej osobie stała się krzywda.

Czym w takim razie wyróżnia się zazdrość?

Po pierwsze, odczuwamy coś w rodzaju lęku, podejrzliwości lub strachu, że albo już straciliśmy, albo dopiero stracimy kogoś bliskiego (to zawsze dotyczy osoby) lub jego uczucie na rzecz kogoś innego. Po drugie, towarzyszy temu poczucie bycia gorszym. Trzeci komponent to nienawiść do rywala. W zazdrości występuje bowiem relacja trójosobowa. Pod tym względem zazdrość jest rozwojowo wyższa od zawiści. W rozwoju człowieka najpierw dochodzi do relacji dwuosobowej: matka–dziecko, kiedy pojawia się zawiść dziecka o rzeczy, które ma matka (np. mleko), a potem do relacji trójosobowej, kiedy wyraźniej zaakcentowuje się rola ojca i dziecko robi się zazdrosne o wykluczenie z relacji, jaką zaczyna dostrzegać między matką a ojcem.

Ale oba uczucia też wiele łączy.

Oba są „w wyposażeniu” każdego człowieka. Rodzimy się z predyspozycją do ich odczuwania. To normalne, a nawet potrzebne, dopóki nie przekroczy pewnych granic, nie zacznie szkodzić nam lub innym. W dorosłym życiu zarówno zawiść, jak i zazdrość nigdy nie są wywołane tylko bieżącą sytuacją. Zawsze aktywują coś z przeszłości. I w zależności od tego, jak bardzo traumatyczne było to, co się zdarzyło dawno temu, różnie sobie z nimi radzimy. Jedni, widząc kogoś, kto pruje przez miasto superdrogim samochodem, pomyślą: „ale świetne auto”, inni: „pewnie je ukradł”, a jeszcze inni: „kurde, też sobie kiedyś takie kupię”. Są też tacy, u których może pojawić się chęć zniszczenia auta. I ten stopień zawiści jest najbardziej destrukcyjny.

Ale zawiść może być też konstruktywna?

Melanie Klein, XX-wieczna psychoanalityczka, twierdziła wręcz, że oba uczucia są warunkiem rozwoju, jeśli nawet nie przeżycia jednostki. Jej zdaniem dziecko rodzi się z potencjałem do odczuwania zawiści, bo samo z siebie nie ma mnóstwa rzeczy. Matka ma wszelkie dobra, ono nie ma nic. Dlatego musi odczuwać zawiść, by przeżyć. Dziecko ma małą zdolność do tolerowania frustracji z powodu tego, że czegoś nie ma, a za tym idzie jeszcze inna cecha, którą Klein nazywa zachłannością, a którą bardzo propaguje nasza kultura. Mamy więc wrodzoną skłonność plus podbicie kultury, a jeśli do tego dojdą jeszcze specyficzne warunki, w których dziecko się wychowywało, czyli atmosfera deficytu albo deprywacji podsycająca jego głód, to w dorosłym życiu u takiej osoby może wytworzyć się gigantyczna zawiść. Choć ma wiele, ciągle nienawidzi tych, którzy mają jeszcze więcej.

A zazdrość? Też jest nam potrzebna do przeżycia?

Badacze ewolucji są zgodni: osobniki nieodczuwające zazdrości nie są naszymi przodkami. Dobór naturalny preferował zazdrośników, bo byli skuteczniejsi w podtrzymywaniu gatunku. Przy czym mężczyźni i kobiety mieli w tym trochę odmienne interesy. Samiec, żeby przekazać swoje geny, musi mieć przekonanie, że samica jest mu wierna. Dlatego mężczyźni są zazdrośni o seks. Kobiety nie mają raczej wątpliwości, czy dziecko jest ich, dlatego one są bardziej zazdrosne o więź i bezpieczeństwo emocjonalne. Bo jeśli ojciec dziecka nawiąże relację z inną kobietą, to matka i dziecko stracą żywiciela i opiekuna.

Przymus przekazywania własnych genów sprawił, że w człowieku rozwijały się różne zachowania. W przypadku mężczyzn była to zazdrość seksualna, jak też rozwiązłość, czyli pęd do zapładniania wielu samic. Kobiety są z kolei nastawione na znalezienie dobrego dawcy genów i dobrego opiekuna dla potomstwa. Problem polega na tym, że nie zawsze jest to ta sama osoba. Na tym polega dość powszechny fenomen związków, w których mężczyźni – najczęściej nie zdając sobie z tego sprawy – wychowują nie swoje dzieci. Jest teoria, która mówi, że ewolucyjnie – zgodnie z własnym interesem – mężczyźni wykształcili w sobie umiejętność oszukiwania, a kobiety – także we własnym interesie – umiejętność wychwytywania oszustwa. I tak ze sobą pogrywamy.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »