Uprawiaj sport dla siebie, nie dla mody

fot.123rf

Przez 50 lat byliśmy narodem raczej mało ruchliwym. Dziś wszyscy biegamy, ćwiczymy na siłowni, trenujemy pole dance czy jogę. Zdrowa moda? Owszem, ale tylko wtedy, gdy robimy to z głową.
W dzisiejszym świecie regularna aktywność ruchowa to działalność elitarna, a nawet pewnego rodzaju religia, której masowo ulega coraz więcej osób. Rzucamy się do uprawiania sportu kompulsywnie i obsesyjnie. Podstawowa motywacja do aktywności ruchowej to „bieg po szczęście”, a dokładniej ucieczka od problemów, stresu i starości. Niestety, ta ucieczka coraz częściej doprowadza nas do gabinetu fizjoterapeuty albo psychologa.

reklama

Przeforsowani

Coraz częściej trafiają do mnie pacjenci fizjoterapeutów. Rozpoznanie: zespół abstynencyjny (zaburzenia somatyczne i psychiczne występujące na skutek zakazu uprawiania aktywności ruchowej ze względu na kontuzję). Pacjenci czują się zdezorientowani, gwałtowny spadek adrenaliny po zaprzestaniu biegania czy ćwiczenia w siłowni powoduje problemy ze snem, obniżenie nastroju, a nawet myśli samobójcze. Tłumaczenie fizjoterapeuty, że kontuzja może doprowadzić do trwałych zmian strukturalnych, do nich nie przemawia. Przecież trener, motywując do wysiłku, przekonuje: „Pokonaj ciało, walcz ze zmęczeniem, nie poddawaj się”. Kto by się przejmował bólem kręgosłupa, dotkliwa migrena po przebiegnięciu maratonu to norma.

Emilka ćwiczy w zespole tanecznym. W ramach rozgrzewki robi pompki. Ile? Aż do całkowitego wyczerpania. Trener stojący nad głową zachęca: „Już nie możesz? Nie wygłupiaj się. Powiedz sobie, że możesz jeszcze 20. To tylko słabość leniwego ciała. Dalej, do roboty”.

Anka zgłosiła się do udziału w firmowym maratonie. Było ciężko, ale dała radę i złapała bakcyla. Dziś wstaje o piątej rano i biega przez godzinę. Od tego biegania schodzą jej paznokcie u stóp. Na początku chodziła na pedicure rekonstrukcyjny. Teraz dała sobie już z tym spokój. Biegać nie przestanie, więc szkoda kasy.

Iwona wykupiła karnet upoważniający do wstępu do klubów fitness w całej Warszawie. Rano przed pracą siłownia, w przerwie na lunch basen, a wieczorem tak modny ostatnio pole dance, czyli taniec na rurze. Czuje, że jej kondycja rośnie, tylko ostatnio ma problemy ze snem, jest zbyt zmęczona fizycznie i zbyt pobudzona psychicznie, żeby zasnąć. Kilka dni temu w środku nocy wyszła pobiegać, żeby się wyciszyć.

Grażyna ćwiczy ashtangę jogę. To bardzo dynamiczna forma. – Na początku było mi ciężko – opowiada. – Parę razy bałam się, że nie dam rady, ale się przemogłam, pokonałam opór ciała. Skoro inni mogą, to ja też – dodaje. Jakiś czas temu przestała miesiączkować. Jej ginekolog nie potrafi znaleźć przyczyny.

– Aktywność ruchowa jest zapisana w naszych genach – mówi Jacek Sobol, rehabilitant, terapeuta manualny ze Specjalistycznej Przychodni Rehabilitacyjnej ORTO w Warszawie. – Bieganie umożliwiało nam ucieczkę przed wrogiem i możliwość zdobycia pożywienia. To miało sens i określony cel. Dziś aktywność ruchowa nie uwzględnia naturalnej miłości do ruchu i życia w zgodzie z prawami natury. To kolejna moda, w której zamiast integracji głowy, ciała i duszy, jest walka z ciałem – jego możliwościami, ograniczeniami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »