W świecie schizofrenika

123rf.com

Powszechnie uważa się, że osoby z tym zaburzeniem mają rozszczepioną osobowość. W rzeczywistości jednak chodzi o rozłam pomiędzy emocjami a myśleniem. Z dr Magdaleną Nowicką rozmawia Magdalena Rybak.

Jaką mamy powszechną wiedzę na temat schizofrenii?
Niewielką. Nadal pokutuje biblijne wyobrażenie, że schizofrenik to groźny szaleniec opętany przez ducha albo złe moce. A to są ludzie wylęknieni i wycofani, potrzebujący pomocy. Zarówno farmakologicznej, psychologicznej, jak i społecznej. Co do pierwszej kwestii – dysponujemy coraz skuteczniejszymi sposobami leczenia. Co do drugiej – wzrasta rozpoznawalność tej choroby i chęć sięgania po pomoc. Ale w przestrzeni społecznej brakuje powszechnej świadomości, czym jest ta choroba. To szczególnie ważne w obecnych czasach, gdy żyjemy w dużym stresie i liczba czynników stresogennych wciąż wzrasta. Bo to właśnie przyczynia się do tego, że ludzie coraz częściej chorują na schizofrenię.

reklama

Stres ma wpływ na uaktywnienie się tej choroby?
Prawdopodobnie tak. Schizofrenia jest uwarunkowana genetycznie aż w 81 proc. Prawdopodobieństwo zachorowania, gdy nasi dziadkowie, rodzice lub rodzeństwo chorowali, jest bardzo duże. Ale czynnik środowiskowy też ma znaczenie – wpływa na to, czy choroba się ujawni. Nie każdy, kto jest obciążony genetycznie, musi na schizofrenię zachorować, a jeżeli zachoruje, nie musi mieć nawrotów.
Choroba ujawnia się zwykle w trudnych momentach rozwojowych, gdy nasila się stres związany z rozwojem osobowości, tożsamości, wejściem w dorosłe życie. Impulsem do tego są często trudne, traumatyczne wydarzenia. Kiedyś popularna była teoria schizofrenogennej matki, która swoją nadopiekuńczością „dusi” dziecko, albo odwrotnie – jest skrajnie zimna, oschła i krytyczna. Teraz od tej teorii się odchodzi, ale pacjenci często opowiadają o skrajnym zaniedbaniu podstawowych potrzeb emocjonalnych, a nawet fizjologicznych, zwłaszcza w okresie dzieciństwa.

Czy schizofrenia staje się chorobą naszych czasów?
To za dużo powiedziane. Wskaźniki dotyczące liczby zachorowań mówią o tym, że choruje na nią 1 proc. populacji. Natomiast jeżeli posłużymy się wskaźnikiem, ile procent osób zachorowało i zachoruje w przyszłości, to można powiedzieć, że będzie to dotyczyło 5 proc. populacji.

Nie zmienia się też nasz poziom wiedzy…
Niestety. Przez to osoby cierpiące na schizofrenię doświadczają zaniedbania ze strony społeczeństwa w związku z mitami, które na temat tej choroby krążą.

Na przykład że schizofrenicy są niebezpieczni.
Właśnie. Tymczasem oni są co najwyżej zagrożeniem dla siebie samych. Badania mówią, że procent schizofreników, którzy biorą udział w jakichś przestępstwach, jest naprawdę znikomy – to ułamki procenta. Problem w tym, że wszystkie sprawy, w których chory psychicznie popełnia przestępstwo, są nagłaśniane. A to, że zazwyczaj nie jest to schizofrenik, tylko ktoś z podwójną lub wieloraką osobowością, umyka w natłoku informacji. Poza tym choroba psychiczna wcale nie musi decydować o większym prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa. Społecznie jest to traktowane jako wytłumaczenie dla aktu agresji, ale każdy z nas może zostać doprowadzony do takiego stanu psychicznego, w którym popełnia przestępstwo. I najrzadziej jest to schizofrenik. Bo on się boi i ucieka.

Schizofrenia to nie jest rozdwojenie osobowości?
Absolutnie nie! Schizofrenia mieści w sobie pojęcie rozdwojenia, ale nie osobowości, tylko jaźni. Bardzo często nie ma adekwatnego połączenia pomiędzy tym, co schizofrenik widzi i myśli, a tym, jak czuje i w jaki sposób te emocje przekazuje. Schizofrenia powoduje rozdwojenie pomiędzy tym, jaka jest rzeczywistość, a jak chory ją odbiera.

Czy schizofrenicy mogą funkcjonować „normalnie”?
Jak najbardziej. Zresztą ćwiczenie „normalnego” życia to ważny element programów terapeutycznych. Dlatego to ważne, żeby stawiać przed nimi takie zadania, jak przed zdrowymi ludźmi – powinni chodzić do pracy i załatwiać sprawy urzędowe. Schizofrenia nakłada pewne ograniczenia związane z funkcjonowaniem poznawczym, ale występują one tylko wraz z nasileniem objawów. Obecnie leki są na tyle efektywne, że pozwalają pracować, jeździć samochodem, zakładać rodziny i wychowywać dzieci. I dzieciom w takich rodzinach niczego nie brakuje.

Jakie są ograniczenia?
Ta choroba zaburza krytycyzm. W przypadku nasilenia objawów traci się umiejętność racjonalnego myślenia, a w związku z tym wołania o pomoc. To rodzina pierwsza wie, że z chorym dzieje się coś złego. Dlatego potrzebna jest intensywna współpraca rodziny pacjenta z lekarzem i ważna jest psychoedukacja – dana osoba musi nauczyć się, co przy nasileniu objawów jest chorobą, a co nie, i jak wpływa to na funkcjonowanie chorego. I w końcu dlatego w leczeniu proponowane są nie tylko grupy terapeutyczne dla chorych, ale też dla rodzin. Uczą się tam o objawach i nawrotach. Przebieg schizofrenii jest tak różny, jak różni są pacjenci. Chory i jego rodzina muszą poznać jego sposób reagowania i radzenia sobie z tymi objawami.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »