Wakacje w rytmie Ziemi. Sztuka prawdziwego odpoczynku

fot.123rf

Rozgorączkowany, nawykowy umysł pragnie nowych wrażeń, wciąż i wciąż, nie sposób go zadowolić, nasycić. Żeby odpocząć, potrzebujemy uspokoić głowę, objąć czułą świadomością ciało, dostroić się do rytmu natury, życia. Wrócić do wewnętrznego domu. Odzyskać spokój i radość.
Wyjazd na wakacje może być wydarzeniem mocno frustrującym. Czy dojedziemy, dolecimy bezpiecznie? Czy na miejscu zastaniemy wszystko tak, jak sobie wyobrażaliśmy? Czy nie ulegniemy wypadkowi? Czy nas nie okradną? Jakie będzie jedzenie? Czy nie utyjemy? Czy w hotelu nie będzie zbyt głośno? I tak dalej, i tak dalej. To stres także dlatego, że – na ogół – mamy ogromne wymagania; po miesiącach intensywnej pracy chcemy odpocząć naprawdę.

reklama

Na użytek tego tekstu odpytałam wiele osób o wspomnienia z wakacyjnych wyjazdów. Było za zimno albo za gorąco, uciążliwe sąsiedztwo, zatłoczone drogi i zatłoczone plaże, owady, hałas, nuda, zmęczenie. Częściej niż na co dzień kłóciliśmy się z bliskimi, bo wakacje to szczególny czas, gdy problemy niezauważalne w ciągu roku dają o sobie znać ze zdwojoną siłą. Bywało i tak, że po urlopie czuliśmy większe zmęczenie niż przed! Utyliśmy! No i wydaliśmy niemało pieniędzy.

Jakie momenty wspominamy najmilej? „Gdy siedziałam w kawiarni, leniwie popijałam sok grejpfrutowy i obserwowałam ludzi, ich gesty, uśmiechy, zmrużenie oczu, ekspresję ciała, ich stroje… Byli tacy barwni…” „Patrzyłam na wiewiórkę w parku zachwycona jej lekkością, zwinnością, wdziękiem. To tak, jakby tańczyła swoje życie, precyzyjnie, doskonale. Wiewiórki nie tyją!” „Najpiękniejsza podróż? Gdy przystaję i przyglądam się dzieciom, jak każdego dnia się zmieniają”. No i oczywiście wspominamy romantyczne chwile z tymi, których kochamy; gdy patrzymy sobie w oczy, śmiejemy się, rozmawiamy, jesteśmy na luzie. I ucztowanie z przyjaciółmi.

Są jeszcze zabytki. Piękne miejsca, piękne miasta, pałace, katedry, muzea. O nich jednak – na ogół – wspominamy rzadziej. Wakacyjne chwile szczęścia to momenty zatrzymania, kontemplacji, zachwytu. Wiele lat temu czytałam reportaż Anny Grigo o Jacku Kuroniu. Zapamiętałam tytuł: „Najpiękniejsze wyspy świata”. Tak o Jacku mówiła jego druga żona Danuta.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »