„ZANIM“ URODZIŁ SIĘ RODZIC

Jedna z uczestniczek warsztatu „Jak być rodzicem i pozostać sobą“ opowiedziała nam pewną historię.
„Kiedyś w czasie imprezy, która musiała skończyć się, a jakże o 22., bo przecież trzeba położyć dzieci do snu, opowiadałam w towarzystwie o tym, jak wspinałam się po górach, chodziłam po jaskiniach, jechałam pociągiem 40 godzin na hard seatach w Chinach… W trakcie opowieści śmiałam się i nakręcałam, bo coraz bardziej przypominałam sobie to wszystko, co było takie niesamowite, szalone i młode.

reklama

Wtedy podszedł do mnie mój 10-letni syn, który obserwował mnie, stojąc pod ścianą. Z niedowierzaniem, jakby podejrzewał mnie o kłamstwo, zapytał – Mamo co Ty opowiadasz – kiedy Ty to wszystko zaliczyłaś?! A potem gwałtownie zamilkł i powiedział prawie bezgłośnie to cholerne zdanie – Ach! Już wiem – to było ZANIM przyszedłem na świat… I zasmucony odszedł do swojego pokoju. Wtedy coś we mnie pękło… Zalała mnie złość i smutek jednocześnie. Zrobiło mi się strasznie głupio. Nie wiem jak, ale musiałam coś zrobić nie tak, musiałam mu jakoś dać powód do takiego myślenia, że gdyby nie on, to ja dalej byłabym taka… fajna!. Pomyślałam sobie jakie to niesprawiedliwe, że on mnie nigdy takiej nie znał.“

Tuż przed pojawieniem się dziecka cały nasz świat jakby zastyga. Dom, rodzina, znajomi i my sami z niecierpliwością czekamy. Ale zaraz potem wiele istotnych kiedyś spraw, zajęć, sposobów spędzania wolnego przestaje istnieć, aż z czasem znika z naszego życia. W ten sposób jakaś część nas samych też powoli spychana jest na margines. Najpierw pochłania nas karmienie maluszka, zabawy, nauka chodzenia, potem pierwsze literki, matematyka, basen i judo. Przychodzą kolejne i kolejne święta Bożego Narodzenia, i nie wiedzieć jak i kiedy, mija 10 lat naszego życia, 10 pierwszych jakże ważnych lat życia naszych dzieci.

Czasem, gdy dzieci już zasną, przypomina nam się czyjaś twarz, gest, sukces w pracy i awans, które były jego konsekwencją; jakiś piękny widok, który oglądaliśmy wcześniej sami lub z partnerem; radość, podziw, szczęście i te wszystkie inne cudowne uczucia, które przeżywaliśmy … zanim pojawiły się dzieci.

Nie mamy wątpliwości, że kochamy nasze dzieci, są cudownymi istotami i wnoszą radość w nasze życie. Tęsknimy za nimi, gdy idą do przedszkola alby my wyjeżdżamy w podróż służbową. Zdarza się, że oprócz miłości i tęsknoty za dziećmi, które zaczynają chodzić do przedszkola, do szkoły lub gimnazjum pojawia się w nas jakaś nostalgia za tym, co było i złość, że minęło i już nigdy nie wróci. Bywa i tak, że to, co czujemy, przeradza się w nieświadomy żal i zniecierpliwienie w stosunku do dziecka, za to, że nasze życie zmieniło się. Takie same lub podobne odczucia ma wielu rodziców.

Jak sprawić by to, co zostawiliśmy po tamtej stronie życia, mogło w nas zaistnieć znów, w jakiś sposób powrócić? Jak wykorzystać ten zapomniany kawałek siebie do budowania jeszcze lepszej relacji z dzieckiem?

Dobrze byłoby raz na jakiś czas przyjrzeć się temu wszystkiemu, co nie jest rodzicem we mnie, co zostało z tego czasu, ZANIM oni przyszli na świat. Wydobyć tę energię, te jakości na światło dzienne, nie odmawiać im prawa do istnienia, zająć się mną z tamtego czasu. Ta wcześniejsza „ja“ (postać dzisiaj pomijana, zapominana na co dzień) z czasem staje się smutna, a z czasem zezłoszczona – staje się Antyrodzicem we mnie. Zdecydowanie nie pomaga cieszyć się z bycia razem, bojkotuje zabawy. Dzieci widzą ją i czują w geście, w wyrazie twarzy, w głosie pełnym żalu, gdy nie radząc sobie z ubieraniem 2- latka, mówimy „och! Gdzie te czasy, gdy człowiek miał spokojną głowę?”. Jeśli jest we nieuświadamiany na co dzień żal, dzieci odczują go w dwójsnasób.

Na warsztatach jest okazja, by przyjrzeć się temu wszystkiemu, porozmawiać, także o tym, gdzie podział się facet, który zjeździł pół Europy stopem, wspinał się po skałkach albo trenował biegi; gdzie jest dziewczyna, która uwielbiała jeździć konno, puszczać latawce, z zadartą głową godzinami patrzyła, jak wysoko szybują, falując wraz z podmuchem wiatru…

Jest okazja, by popracować z ciałem i w nim poszukać tych wszystkich dawno zapomnianych energii, tych upychanych gdzieś po kątach postaci w nas. Gdy uda nam się namacalnie „dotknąć“ siebie z tamtych czasów, to tak, jakbyśmy włączyli te zapomniane energie, postaci do jakiejś wewnętrznej gry w berka. Ta zapomniana, ale bardzo potrzebna energia, jakość, już nam nie da spokoju. Będzie podążać razem z nami i z naszymi dziećmi przez życie, przeplatać się, wspierać w chwilach zwątpienia i smutku. Zasadniczo polepszy nasze relacje z najbliższymi, z dziećmi, ale też z partnerem. Dzieci poznają fajniejszą mamę, fajniejszego tatę, a partner przypomni sobie wreszcie, jak było kiedyś.

Zapisz się na warsztat Doroty Biały i Anny Gabryjelskiej-Basiuk „Jak być rodzicem i pozostać sobą”, www.akademiazwierciadla.pl.