Ericksonowski Trening Mentalny

Flash Press Media

Na tych warsztatach można spotkać polityków z pierwszych stron gazet, olimpijczyków i biznesmenów, zarządzających największymi korporacjami. Ale uczestniczyć w nich może każdy, kto chce nauczyć się lepiej wykorzystywać swój potencjał.

reklama

Krystian kieruje średniej wielkości firmą produkcyjną w Wielkopolsce. To duża odpowiedzialność i jeszcze więcej stresu. Po kilkunastu latach pracy odczuwa wypalenie zawodowe. Na to nałożyły się problemy rodzinne. Podręcznikowy kryzys wieku średniego. Chciałby odzyskać energię, która pomogłaby mu podjąć trudne decyzje. Odnaleźć w sobie źródła siły.

Poczuj ten flow

– Człowiek ma zasoby, których w pełni nie wykorzystuje. Coraz częściej nawet nie wie, że je posiada – wyjaśnia Krzysztof Klajs, który w Instytucie Rozwoju Nowych Doświadczeń (IRND) w Nowej Górce prowadzi Ericksonowski Trening Mentalny (ETM). – Nasze możliwości mentalne są sumą wielu doświadczeń odkładających się w nas przez całe życie. W znacznej części pozostają w uśpieniu. ETM pomaga je ludziom aktywować. Tego potrzebują przede wszystkim osoby, których praca wiąże się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym.

Bo im bardziej środowisko wymaga od nas działania na pełnych obrotach, tym częściej musimy znajdować się w stanie przepływu (ang. flow) – sytuacji, w której wykorzystuje się pełnię swoich możliwości mentalnych. Im dalej ktoś zaszedł na drabinie kariery, tym częściej musiał korzystać z tego stanu. Każdy może też uciekać się do niego w życiu osobistym. Zwłaszcza przed podjęciem ważnych decyzji.

– Osiąganie tej wysokiej sprawności mentalnej można wyćwiczyć – mówi Klajs na początku warsztatów. A potem pokazuje, jak tego dokonać.

Pasja na świeczniku

– Chcę się dowiedzieć, czy odejść z firmy, która przeżywa kryzys – śmiało mówi Bartek, młody handlowiec. – Chciałbym rozwinąć firmę, by rosła razem ze mną – wyznaje Jerzy, który zatrudnia kilka osób. Karol – couch i trener – jest po prostu ciekawy.

Siedzimy w kręgu, wygodnie, z zamkniętymi oczami. Klajs mówi spokojnym, budzącym zaufanie głosem. – Wsłuchujcie się w otaczające nas dźwięki. Tykającego zegara, skrzypiących schodów, otwieranych drzwi… I wewnętrzne: odgłosy własnych myśli, bicie serca… Poczujcie swój rytm i nawiążcie ze sobą dobry kontakt, pogłębiający się z każdym oddechem – tak wprowadza uczestników w półgodzinny trans.

– W czym mógłbyś być najlepszy? – pyta prowadzący. – W sprzedaży papieru – odpowiada Bartek. – W motywowaniu ludzi, całych grup. W znajdowaniu prostych rozwiązań skomplikowanych problemów… – padają odpowiedzi z sali.

– W tym ćwiczeniu człowiek otwiera się na swój potencjał. Uzmysławia sobie, czego mógłby dokonać, kieruje uwagę do wewnątrz. Poczucie bycia kompetentnym jest jednym z filarów zdrowia psychicznego – przekonuje Klajs.

Wszyscy mówią o tym głośno, dzięki czemu łatwiej zapamiętają i ukorzenią myśl. Jeszcze lepiej, jeśli te deklaracje zostają zapisane na kartkach. W ich utrwaleniu pomaga także dociekanie innych osób z grupy. „Jak doszedłeś do takiej sprawności?”, „Co robiłeś wcześniej?”, „Co robisz teraz?”.

Okazuje się, że za tym, w czym jesteśmy dobrzy, często stoi pasja. – Ona ożywia ludzi, aktywizuje inny obszar ego – dodaje Klajs. Tymczasem większość z nas albo jej w sobie nie ceni, albo nie wie, że może mieć z tego zawodowy pożytek. Dlatego na warsztatach uświadamia się ich istotę.

A teraz odpływ

Renata Mauer, mistrzyni olimpijska w strzelaniu z karabinu pneumatycznego, osiągnęła życiowy rekord trafiając na zawodach dziesiątkę aż 40 razy pod rząd. Gdy dziennikarze zapytali ją, jak tego dokonała, odpowiedziała: „Karabin sam strzelał. Ja mu tylko nie przeszkadzałam”. Mauer po prostu osiągnęła wówczas stan przepływu. Wszyscy czasami czujemy się mistrzami świata.

 

Każdy uczestnik opisuje sytuację, w której osiągnął taki stan. I analizuje, co doprowadziło go do osiągnięcia tej niezwykłej skuteczności, co wyzwoliło tę „chwilę jasności”. Poszukuje „kodów dostępu”, kanałów do swoich mocnych stron, indywidualnych wytrychów. Nie ma jednego wzorca, ale są warunki, które trzeba spełnić, by się w ten stan wprowadzić: odciąć się od kontaktu z innymi, pozostać na chwilę z samym sobą i uzyskać wewnętrzny spokój. Przypominając sobie te lepsze momenty w życiu, rekonstruując warunki, w jakich nastąpiły, możemy je przywołać i stać się bardziej efektywni.

Na warsztatach ponownie wprowadzamy się w trans, by podłączyć się do stanu przepływu. W miłym otoczeniu, ciszy, skupiając się na swoim oddechu, na jego rytmie, odpowiadamy sobie na pytania. „Co widzę?”, „Co słyszę?”, „Co czuję?”. Wyobrażamy sobie sytuację niebywałego komfortu, taką, w której mamy dobry kontakt ze sobą. Zagapiamy się, zamyślamy, odcinamy od otaczającej rzeczywistości.

Prawie codziennie nieumyślnie wprowadzamy się w taki stan – to forma nieświadomego podłączania się do stanu przepływu. Jeśli zauważysz u siebie takie „odpływanie”, wykonaj to ćwiczenie. Osobie rozpoczynającej intencjonalne podłączanie się zajmuje to z reguły 10–20 minut, praktykującej dłużej, ok. 5–7 minut. – Ćwiczcie tak często, jak często czujecie potrzebę – namawia prowadzący.

Z badań wynika, że dyrektorzy, prezesi dużych korporacji, średnio co 90 minut „odpływają”, gapiąc się gdzieś za okno. Bo z taką częstotliwością występują u człowieka okresy najwyższej sprawności intelektualnej. Ale nie zawsze wypadają wtedy, gdy są potrzebne. – Ćwicząc podłączanie się do stanu przepływu, możemy przywoływać tę supersprawność, gdy jest nam ona niezbędna – tłumaczy Krzysztof Klajs.

Podróż w czasie

Najwięcej emocji wyzwala w uczestnikach ćwiczenie z trzema „ja” – wcielaniem się w siebie w różnych okresach życia. Siadamy wygodnie. Naprzeciwko każdego z nas stoi puste krzesło. Po kolei, zmieniając miejsce (jedno krzesło, drugie, na stojąco) staramy się wyobrazić sobie, że jesteśmy: sobą

– dzieckiem lub nastolatkiem, sobą – starszym o kilka, kilkanaście lat, i sobą w teraźniejszości. W każdej z tych postaci odpowiadamy sobie na pytania: „Co czujesz?”, „Kim jesteś?”, „Co sobie wyobrażasz?”, „Jak patrzysz na swoje pasje?”, „Jak postrzegasz siebie w innych etapach życia?”. Najwięcej do powiedzenia ma młodsze „ja”. Bo to wtedy zrodziły się w nas pasje, zdefiniowały zasoby.

Ćwiczący są zdziwieni, jak dobrą mają pamięć, jak bardzo potrafią się wczuć w siebie na różnych etapach życia. – Stałem się czteroletnim chłopcem, a mam 50 lat. Ta długa podróż zajęła mi minutę – mówi zaskoczony Jarek. – Od dawna nie byłem tak blisko ze sobą jak dzisiaj – konkluduje Karol.

– Nasza psychika jest w stanie podróżować w czasie w sposób niezwykle twórczy. Po tym ćwiczeniu uczestnicy mają poczucie satysfakcji, uzyskują dobry kontakt ze sobą i bardziej siebie lubią – komentuje Krzysztof Klajs.

Efekty treningu ETM? Klajs podaje przykłady. Po warsztacie pewien biznesmen znalazł w sobie odwagę i siłę, by zreformować swoją firmę, w wyniku czego ta podwoiła swoją wartość. Inna uczestniczka, pisarka, po długim okresie niemocy, napisała kolejną książkę. A sportowiec zdobył wreszcie medal na mistrzostwach świata. – Ale gdy rozpoczynaliśmy trening, on już był dobry. Bardzo dobry – zaznacza Klajs.

Po warsztacie Krystian wrócił do pracy z jakąś świeżością. – Ludzie patrzyli na mnie podejrzliwie, bo aż mnie roznosiła energia – opowiada. Znalazł dużo siły, której szukał, odnowił kontakt ze sobą z przeszłości. Raz na kilka dni udaje mu się „złapać flow”.

– Czuję wtedy, jakbym podłączał się pod źródło jakiejś mocy, która mnie  wypełnia –mówi.   

Ekspert: Krzysztof Klajs – psycholog kliniczny, psychoterapeuta, dyrektor Polskiego Instytutu Ericksonowskiego

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »