Odwaga do reagowania na przemoc

reagowac na przemoc
123rf.com

Kiedy mijam na ulicy kolejne plakaty i billboardy nawołujące do reagowania na przemoc, jestem pełen nadziei. Szeroko rozpowszechnione kampanie społeczne i nowelizacje w prawie w ciągu ostatnich lat zrobiły dużo dobrego w naszej świadomości. Wygląda na to, że jako społeczeństwo zaczynamy rozumieć o co chodzi w przemocy i mówimy jej zdecydowane „nie”.
Wbrew pozorom to całkiem świeże zjawisko, biorąc pod uwagę, że 30 lat temu prawie nikt o przemocy w rodzinie nie mówił. Dzięki takim informacjom powstaje w nas coraz jaśniejsza postawa wobec zjawiska.

reklama

Kolejnym wyzwaniem, które przed nami stoi, jest przekucie tej wewnętrznej postawy w działanie. A wyzwanie to niemałe! Każdy z nas – chcąc, nie chcąc – często staje się przypadkowym świadkiem przemocy. Matka bijąca dziecko w sklepie, szarpiąca się para na ulicy czy nocne awantury za ścianą to niestety nierzadkie zjawisko. I tutaj zaczyna się problem świadka, bo, o ile widząc zdarzenie, zdajemy sobie sprawę, że tak być nie powinno, to nie za bardzo wiemy, jak zareagować. Wciąż brakuje jeszcze konkretnych wzorców zachowania, przyzwolenia społecznego i naszej osobistej odwagi. Kiedy jesteśmy świadkami przemocy, jesteśmy niejako wciągani w jej pole i w związku z tym pojawiają się w nas silne emocje. By zapobiegać zalewowi emocji, stosujemy mechanizmy obronne, przyjmujemy różne role, często służące temu, by usprawiedliwić niereagowanie albo też reagujemy impulsywnie, co nie zawsze przynosi oczekiwany efekt. Z badań wynika, że najczęściej nie reagujemy na obserwowaną przemoc z przekonania, że pogorszymy tym sytuację ofiary, sami zostaniemy zaatakowani albo że w czyjeś sprawy wtrącać się nie powinno. Zaufajmy więc naszym obawom i rozważmy, skąd pochodzą i na co zwracają uwagę.

Prawdą jest, że trudno podjąć się działania, kiedy w kilka sekund paraliżuje nas lęk, konsternacja, poczucie bezradności i wściekłość. Naturalnie uruchamia się w nas odruch walki lub ucieczki, ale ani jedno, ani drugie bezpośrednio nie będzie pomocne. Można wtedy chcieć odwrócić głowę („nie wtrącaj się”), albo doskoczyć i wymierzyć karę agresorowi. To zaś znaczy, że obsadzimy w tej scenie rolę mściciela lub sędziego, który w ostatecznym rachunku może napędzać przemoc, samemu stając się chwilowo karzącym agresorem. Musimy pamiętać, że w głębi rzeczy ludzie stosują przemoc z poczucia bezradności, niższości i strachu, więc każda interwencja oparta na chęci wywołania tych uczuć w pewnym sensie nakręca sytuację. W reagowaniu nie chodzi o oskarżanie, karanie czy triumf.

Odwaga do reagowania wymaga poczucia siły, która daje napęd do działania, przekonanie o sprawczości i mocy zatrzymania agresji. Z drugiej strony ważna jest też świadomość ograniczeń i słabości (swoich i innych osób), by być uważnym i nikogo dodatkowo nie narażać swoją interwencją. Najważniejsze jednak źródło takiej odwagi, które pozwala reagować, to poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności. Każda przemoc, nieważne, czy dotycząca dziecka sąsiadki, czy kobiet na Bliskim Wschodzie, jest naszą wspólną sprawą. Po pierwsze, nie robiąc nic, dajemy wyraźne przyzwolenie na krzywdę. Po drugie – musimy pamiętać, że wszyscy w tej sytuacji mają problem, w sytuacji krzywdy każdy odgrywa jakąś rola także ten, kto przemoc stosuje. Ten ktoś jest nie tylko sprawcą, ale człowiekiem, który w danym momencie z braku innych możliwości wewnętrznych przyjął rolę, która stosuje przemoc.