Tango, energia, która niesie

Getty Images / Flash Press Media

reklama

Tango jest metaforą życia. Jest odnajdywaniem siebie, partnera, muzyki i wspólnej harmonii. Nie ma jednego właściwego tanga. Więc szukaj. Rozwijaj własny ruch. I nie zapominaj, że ten taniec dzieje się wewnątrz ciebie – opowiada Beata Maja Gellert, tancerka i instruktorka


Źródłem ruchu jest ciało. Trzeba je poznać, żeby ten ruch odnaleźć w sobie. Trzeba je rozbudzić i uwolnić. Ja w tym właśnie pomagam – mówi Beata. – Wybrałam do tego formę tanga, bo jest to taniec, który szczególnie pomaga poznać siebie w relacjach z innymi i z samym sobą.

Tango to taniec, w którym każdy z partnerów tańczy osobno, choć tańczą w parze. Każdy ruch wpływa na drugą osobę, a to uczy uważności i odpowiedzialności za wszystkie działania. Ale na początku trzeba odnaleźć źródło ruchu w sobie. Z czasem poczujesz drugiego człowieka i w końcu wirującą we wspólnym rytmie salę. Twoje ciało zacznie żyć tą chwilą, tym krokiem. Krok, który właśnie stawiasz, jest zawsze najważniejszy. Bo on pociąga za sobą następny i następny, a wszystkie układają się w drogę.

Beata: – Pracuję według własnej metody. Łączę naukę tanga z m.in. technikami tańca współczesnego, baletu, contact improvisation, pilatesu, techniki Alexandra, wizualizacji, technik choreoterapii i świadomości ciała. Celem jest poznanie własnego ciała i porozumienie się z nim. Odblokowanie emocji, odnalezienie swojego środka i zbudowanie własnej równowagi. To nauka budowania siebie, swojego życia i brania odpowiedzialności za wszystko, co się w nim dzieje.

Można tańczyć tango i traktować to jako zabawę, wciągające hobby. Ale można też świadomie je wykorzystać jako instrument w pracy nad rozwojem osobistym. W obu przypadkach pracuje się na indywidualnych spotkaniach, w parze albo w grupie. I nad dowolnym tematem – męskość, kobiecość, pewność siebie, porozumienie w parze, moje miejsce w grupie. I można pójść jeszcze krok dalej
– zdecydować się na tangoterapię.

Odnaleźć ruch

– Tango sobie wymyśliłam, bo chciałam tańczyć – opowiada Beata. – Ale nie tańce dyskotekowe, nie w klubach. Nie lubiłam huczącej muzyki i braku kontaktu. Pomyślałam, że może tango… Postanowiłam spróbować.

Na milondze (spotkanie taneczne – przyp. red.) faktycznie muzyka nie huczy – jest wystarczająco głośna dla tańczących i wystarczająco dyskretna dla rozmawiających. Można być wśród ludzi i jednocześnie pozostać anonimowym. Sam decydujesz, z kim nawiążesz bliższy kontakt. – Od początku nie miałam wstydu – wspomina. – Tak chciałam tańczyć, że – wbrew etykiecie – prosiłam wszystkich panów. Byli tak zaskoczeni, że się zgadzali, choć ja zupełnie nic nie umiałam. Ale uczyłam się szybko. Pochłonął mnie ten taniec zupełnie.

Konieczność skupienia się na drugim człowieku, odpowiadanie na jego ruch, tak żeby jeszcze dodać coś od siebie, ale nie narzucać mu własnego rytmu, nie zagłuszać go… To działa jak medytacja. – Wszystkie problemy ulatywały, a tajemnica „tango” stawała się coraz bardziej interesująca. Przez bliski kontakt z drugim człowiekiem, przez analizę relacji i sam ruch – miękki, naturalny, nieprzerysowany. Tango się nie starzeje, można je tańczyć całe życie.

W tym czasie Beata pracowała jako dziennikarz, tłumacz, nauczyciel angielskiego, uczyła się arabskiego, działała w grupie poszukiwawczo-ratowniczej, otwierała szkołę nurkową, uczyła też technik linowych i bardzo chciała jeszcze tańczyć salsę i jeździć konno…

– Nie umiałam z niczego zrezygnować – podsumowuje. – Postanowiłam przerwać ten szalony taniec i wyjechać. Przerwać wszystko, żeby pojawiło się miejsce, które na nowo, uważniej będzie można wypełnić. Poznałam koncertujący w Warszawie kwartet z Argentyny i postanowiłam odwiedzić ich w Buenos Aires.

To miał być pierwszy przystanek w trzymiesięcznej podróży po całym kontynencie. Zakwaterowała się u znajomych, chłopcy zabrali ją na milongę i przez pół roku nigdzie poza Buenos nie wyjechała. – Zaczęłam odkrywać nową formę dialogu poprzez taniec. I czuć, jak moje ciało mi w tym porozumiewaniu się przeszkadza.

Zaczęła umawiać się z partnerami i intensywnie ćwiczyła. Jednocześnie chodziła na zajęcia ze świadomości ciała, techniki baletowej i tańca współczesnego. W połowie podróży zrobiła przerwę od tanga i zaczęła uprawiać kung-fu, tai-chi i wróciła do wspinaczki.

– I w pewnym momencie to wszystko, co robiłam, połączyłam w jedną metodę. Zaczęłam czuć, że wszystkie techniki, które trenowałam, wynikają z tego samego ruchu, który trzeba zrozumieć i skontrolować. Zrozumiałam też, że każdy musi odnaleźć swój indywidualny ruch. Nagle odkrywałam, że w moim kolanie jest przestrzeń. I w łokciu. I łokieć może się rozciągnąć. I mogę nie być zgarbiona. I dziś pomagam odkrywać to innym.

Pokonać barierę

Kasia: – Tango zawsze wydawało mi się czymś pociągającym, lecz nierealnym. Aż okazało się, że moja koleżanka z pracy tańczy. Poszłam z nią na zajęcia. Po dwóch miesiącach kurs się rozwiązał, a ja trafiłam na zajęcia z techniki do Beaty. Jakiś czas pytałam siebie, czy to jest tango? I czy ja będę w stanie się tego nauczyć?

Początkowy okres nauki tanga był pasmem frustracji, że nie wychodzi, że jest zbyt trudne i męczące, choć też paradoksalnie przyjemne. – Zaczęłam chodzić na milongi i choć nie tańczyłam, zawsze siedziałam do końca – opowiada Kasia. – Słuchałam muzyki i obserwowałam tańczących. Jeśli ktoś mnie poprosił do tańca, poziom stresu był niewyobrażalny. Miałam opór przed zaufaniem partnerowi. Ale gdy czasami zdarzało się, że coś wychodziło, czułam się uskrzydlona.

Aż w końcu nadszedł moment, gdy zaczęła tańczyć. Tańczyć, a nie próbować wykonywać to, co partner narzuca. – U każdego pokonanie wewnętrznej bariery i niepewności w tańcu, odnalezienie przyjemności z tańca następuje w innym czasie. U mnie taki moment nastał po ponad roku nauki – wspomina. – Wróciłam z długich wakacji. Wypoczęta poszłam na milongę z przekonaniem, że na pewno zapomniałam, jak się tańczy. Ale zatańczyłam i nagle poczułam, jakie to może być przyjemne.

Jeżeli czujesz się ze sobą dobrze i trafi ci się dobry partner, który czuje muzykę podobnie jak ty, po prostu podążasz za muzyką i energią swoją i partnera. To porywa. To jest stan błogości, i trudno jest się nie uśmiechać.

Kasia: – Praca nad techniką i kontrolą własnego ciała z czasem zaczyna pozwalać ci na więcej, zaczynasz wykonywać ruchy, o które byś siebie nie podejrzewał. Chciałabym dojść do takiego poziomu umiejętności technicznych i „otańczenia”, żeby osiągnąć całkowitą swobodę własnego ruchu. Żeby się nie blokować. Żeby nie odczuwać stresu przed zatańczeniem z kimś, z kim od dawna chciałam zatańczyć.

Raz się myśli więcej o tańcu, raz mniej. Ale są też okresy całkowitego „wsiąknięcia”. Żeby tylko tańczyć.
– Tango stało się dla mnie odskocznią od rzeczywistości. Kiedy mam gorszy dzień, myślę: dobrze, jutro zatańczę. Nie każdy ma tyle szczęścia, żeby odnaleźć to, w czym się dobrze czuje i na co czeka. Dla mnie to jest tango. Po fajnej milondze następnego dnia jadę tramwajem, idę ulicą i czuję ten taniec. To jest energia, która niesie. Tańczę w sobie.

Wytańczyć siebie

– Na piątym roku studiów miałam do zaliczenia dwa semestry wf. – opowiada Magda. – Byłam bardzo leniwa, więc wybrałam taniec towarzyski, żeby się nie przemęczać. I tam poznałam tango. Od tego momentu wiedziałam, że to jest to.

Zaliczyła wf. i zapisała się na kurs tanga. Po nim trafiła do Beaty na zajęcia z techniki ruchu. Zajęcia wydają się nie mieć wiele wspólnego z tańcem – Beata każe chodzić wokół sali albo stać na jednej nodze, a ty zachodzisz w głowę, jak to niby ma służyć tańczeniu. Ale jak możesz tańczyć, jeżeli masz sztywne kolana, powyginany kręgosłup, nie panujesz nad ciałem i nie umiesz nawet stać prosto? Musisz się na nowo nauczyć poruszać. Żeby idąc, nie wypadać z pionu, żeby nie leżeć na partnerze, żeby ruch wyprowadzać z centrum ciała…

Magda: – Beata zadaje dużo ćwiczeń ze świadomości ciała. Uczy, jak ono funkcjonuje. Uczy je obserwować. I przede wszystkim uczy samodzielności. Towarzyszy w poszukiwaniu właściwego ruchu, podpowiada, jeśli sobie nie radzisz, ale zachęca do szukania samemu. A kiedy odnajdziesz to sama, to jest ogromna frajda.

Bo taniec nie zaczyna się w momencie, gdy poznajesz kroki. Tańczysz wtedy, gdy świadomie zaczynasz korzystać z ciała.

– Dla mnie taniec to bardziej wyrażanie siebie niż dopasowanie się do muzyki. Muzyka wywołuje we mnie emocje, które ja „wytańczam”. Jeśli z kimś się przyjemnie tańczy, jeśli czujesz się dobrze i bezpiecznie, można się całkiem zapomnieć. Jakby rozwijały się wtedy ze ściśniętego kłębka uczucia. Trochę w tym tęsknoty, trochę potrzeby odreagowania, trochę chęci wyrwania się z codzienności, trochę łapczywości, by korzystać z chwili… Możesz się wyłączyć. I tylko odpowiadać na to, co daje ci partner. Na jego ruchy, kroki, emocje i klimat. Aby tak się stało, musisz być pewna swojego ciała, żeby nie bać się, czy jesteś dość dobra, czy się nie pogubisz. Dopiero wtedy możesz współgrać z drugim człowiekiem.

Roztańczenie to właśnie taka pewność własnego ciała. A to z kolei dodaje pewności siebie i pomaga pogodzić się ze sobą.

– Po raz pierwszy w życiu robię coś tylko dla siebie. Moi bliscy pukają się w czoło i mówią: po co tyle tańczy, przecież tancerką nie będzie. A ja po raz pierwszy mam siłę powiedzieć: moje życie, nic wam do tego.

Praktyka tanga uczy:

  • kontaktu z własnym ciałem
  • wyrażania emocji
  • świadomego działania
  • uważności i koncentracji
  • bycia tu i teraz
  • rozpoznania i przekraczania własnych ograniczeń
  • otwarcia na kontakt z innymi
  • zmiany myślenia o sobie
  • zaufania sobie i partnerowi
  • komunikacji i współpracy w parze
  • radości ze wspólnych osiągnięć

Beata Maia Gellert – tancerka i instruktorka tanga argentyńskiego, prowadzi również zajęcia ze świadomości ciała oraz autorskie warsztaty rozwoju i poznania siebie, podczas których łączy taniec, pracę z ciałem oraz techniki contact improvisation. W swojej pracy skupia się na technice ruchu, świadomości ciała i przepływu impulsów, energii i pomysłów w ruchu. Prowadzi regularne zajęcia w Warszawie oraz cykliczne warsztaty w Polsce, Anglii, Hiszpanii i we Włoszech.

Więcej informacji na oficjalnej stronie Beaty Mai Gellert

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »