Wiek: mentalny, rzeczywisty… i życzeniowy

fot.123rf

Jakież było moje zdziwienie, kiedy pewna moja „facebookowa” znajoma, po tym jak opisał ją jeden z plotkarskich portali, wyraziła swoją niezgodę na „wiekową” pomyłkę redakcji. Każdy by się wkurzył – pomyślałem natychmiast – kiedy mu dodają lat… Ale zaraz… Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że portal ten nie dodał jej lat, ale ujął! Odmłodził ją o trzy lata. Większość ludzi (nie tylko pewnie kobiet, ale też i mężczyzn) nie zareagowałaby na taką pomyłkę, bo przecież w społecznym wzorcu wiek młodszy, zawsze lepiej się sprzedaje niż wiek starszy. Społeczeństwo bowiem wdrukowało nam afirmację młodości.
Wydaje się, że normalną powinna być sytuacja, w której trzy tytułowe parametry są identyczne: mamy tyle lat, na ile się czujemy, czujemy się na tyle, ile lat mamy i chcemy mieć… też dokładnie tyle. Napisałem „wydaje się” ponieważ w powszechnym postrzeganiu dominują dwa inne koncepty. W pierwszym wiek mentalny wyprzedza rzeczywisty, w drugim jest dokładnie na odwrót.

reklama

W pierwszym przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem „dzidzi piernik” – to nazwa ponadpłciowa, dotyczy zarówno pań po pięćdziesiątce zakładających mini, jak i panów w tym wieku prezentujących poprawione solariowym kolorytem torsy w opiętych T-shirtach. Drugi przypadek to zjawisko „wapniaka”, które jest również ponadpłciowe, bo dotyczy zarówno tych pań, które uwierzyły, że ich życie po dwudziestce to już tylko równia pochyła, jak i panów, których zachowanie i ubiór sprawiają wrażenie jakby największym wyzwaniem ich życia było dostojne doczekanie emerytury. Z mojego coachingowo – szkoleniowego doświadczenia wiem, że im większa jest różnica (niezależnie w którą stronę) pomiędzy wiekiem mentalnym, a metrykalnym, tym większy mamy problem.

Pozostaje zapytać: a gdzie się podział wariant świadczący o rzeczywistej dojrzałości i radości z życia? Wariant: „chcę mieć dokładnie tyle lat, ile właśnie teraz mam!” Otóż śmiem twierdzić, że ten wariant został nam (pod naszą nieuwagę) sprytnie skradziony przez otaczającą kulturę. Z jednej strony mamy do czynienia z nieznośnym kultem młodości przejawiającym się w reklamach, filmach i całej pop kulturze, z drugiej strony nikt poważnie nie traktuje młodo wyglądającego naukowca, specjalisty czy polityka – więc te osoby na siłę się postarzają. Wybór jest pomiędzy fircykiem, a zgredem. Pomiędzy sześćdziesięcioletnim celebrytą, który udaje dwudziestolatka, a trzydziestoletnim komentatorem politycznym udającym gościa, któremu natychmiast trzeba podać kroplówkę!

Tymczasem wiek to nie tylko stan ciała, ale przede wszystkim umysłu. To również decyzja, którą podejmujemy. Ja – podobnie jak moja znajoma z pierwszego akapitu – podejmuję taką, że przede mną najlepsze lata mojego życia. Że utrzymując moje ciało w dobrej kondycji, zarówno fizycznej – biegając, jeżdżąc na rowerze czy pływając oraz jeżdżąc na motocyklu (w sumie nie wiem czy to ostatnie nie podpiąć również pod kondycję mentalną), jak i intelektualnej: cały czas ucząc się nowych rzeczy i stawiając przed sobą coraz to nowe i większe wyzwania – mogę, mając blisko pięćdziesiątkę, z fascynacją myśleć nie o tym co już było, ale o tym, co dopiero mnie czeka. Bo przecież to, co mnie czeka zależy wyłącznie ode mnie. A zatem to ja decyduję, kiedy będę stary. I wcale do tej decyzji nie muszę ani zakładać trampek czy podartych jeansów, ani też ciemnych krawatów do nie mniej smutnych garniturów. Skoro za „świadomością” wieku stoi moja własna decyzja, to zamiast utożsamiać się ze swoim wiekiem, na przykład poprzez konkretny ubiór, mogę dowolnie z takiego narzędzia korzystać, zakładając dokładnie to, na co mam w danej chwili ochotę – od trampek po krawaty. Ale ubiór to tylko jeden z nielicznych symptomów naszej „wiekowej” decyzji. Trampki i krawaty bowiem to jedynie metafora konceptu wieku, który tworzysz we własnej głowie. Za nią stoi zachowanie, sposób komunikowania się, budowania relacji, postrzeganie poczucia własnej wartości, atrakcyjność seksualna i wiele, wiele innych. To ty decydujesz, które z tych rzeczy „na siebie włożyć”! To ty decydujesz, ile chcesz mieć lat… Bo problem nie tkwi w tym, że „dzidzia piernik” nosi miniówki, a „wapniak” rogowe okulary. Problem tkwi w tym, że dokonują wyboru tylko jednej opcji, stale ujmując lub dodając sobie lat, podczas gdy mogą czerpać z całego spektrum w dowolnej chwili. To wyłącznie kwestia decyzji…

Tekst: Jarosław Gibas coach, trener

biogram i książki autora