Z czego bierze się lęk o przyszłość?

Jednym z najsilniejszych stresorów jest lęk o przyszłość. Bardzo wielu ludzi, którzy na przykład stoją przed dokonaniem życiowej zmiany, formułują obawy: „co ze mną będzie?”, „czy to się uda?”, „jak ja sobie dam radę?”, „na pewno coś pójdzie nie tak!”. Kiedy przyjrzeć się tym obawom bliżej okazuje się, że nie dotyczą one przyszłości samej w sobie. Przecież tak naprawdę jej nie znamy. Obawy te dotyczą jedynie… naszych wyobrażeń o przyszłości. My nie znamy przyszłości, my ją jedynie antycypujemy!
Zadam ci proste pytanie: ile razy zdarzyło ci się w życiu byś dokładnie i precyzyjnie odgadł jak będzie wyglądała przyszłość? Na przykład leżysz sobie wieczorem w łóżku, rozmyślasz przed snem o jakimś jutrzejszym wydarzeniu i precyzyjnie przewidujesz jego przebieg… Udaje ci się ta sztuka? Jeśli tak, to jesteś najprawdopodobniej doskonałym jasnowidzem (możesz zatem przepowiedzieć najbliższe numery lotto). Jeśli jednak nie posiadłeś takich umiejętności, to niczym się nie różnisz od nas wszystkich. My po prostu nie mamy najmniejszego pojęcia co przyniesie przyszłość. Ona nas zawsze zaskakuje. A skoro tak, to wszelkie nasze wyobrażenia o przyszłości – a głównie te, które spędzają nam w nocy sen z powiek – należy włożyć między bajki. Posłużę się życiowym przykładem (z własnego życia, sprzed zaledwie kilku tygodni). Otóż prowadziłem kilkudniowe szkolenia w Warszawie. Był poniedziałek, a całość kontraktu kończyła się w sobotę. I w tenże poniedziałek zadzwoniła do mnie żona z informacją, że przyszło do mnie awizo z jednej z firm kurierskich, które mogę jedynie odebrać osobiście w ich punkcie w Katowicach. Problem w tym, że na odnalezionym w skrzynce na listy blankiecie wyraźnie było zaznaczone, że chodzi o wezwanie do sądu. Hm… trochę dziwne… Czyżbym się naraził jakiejś grupie zawodowej, z której regularnie drę łacha na szkoleniach? A może… No właśnie – w okolicach poniedziałku z tego wezwania wspólnie z żoną przez telefon robiliśmy sobie jaja. Ale zegar tykał… Skoro wyjaśnienie było możliwe dopiero za tydzień, to już we wtorek „jaja” były jakby mniej śmieszne. W okolicach czwartku już byłem tym wezwaniem lekko poirytowany, a w sobotę byliśmy wspólnie skłonni uznać, że czas się pakować i wyjechać do Nowej Zelandii, gdzie być może nas ci sądowi ciemiężcy nie znajdą zbyt szybko. W końcu nadszedł poniedziałek – wstałem, wypiłem kawę i jako żywo poleciałem odebrać przesyłkę. „Ja po to wezwanie do sądu” – powiedziałem do pani z okienka kładąc na ladzie swój dowód osobisty i będąc jednocześnie w pełnej gotowości na wieloletnią odsiadkę w więzieniu. „A nie – zaśmiała się pani – to nie wezwanie do sądu, tylko informacja o liście poleconym. Nam się po prostu zwykłe blankiety skończyły”.

reklama

No cóż.. W sumie dobrze, że nie kupiłem wcześniej biletu lotniczego do Nowej Zelandii, a trzeba przyznać szczerze, że mieliśmy w tym względzie z żoną moment zawahania… A tak już zupełnie poważnie: dostrzegasz w powyższej opowieści pewne elementy znane z twojego własnego życia? Zgaduję, że tak, bo wszyscy je przeżywamy. Wszyscy jedynie antycypujemy przyszłość. I najgorsze jest to, że ten mechanizm został w nas z czasów pierwotnych. Kiedy wychodziliśmy o poranku z jaskini, schemat „co może pójść nie tak” często ratował nam życie. W dzisiejszych czasach coś, co miało nas kiedyś chronić, skutecznie blokuje nasz rozwój. Czyż nie? Czy gdybyś się w swoim życiu nie bał przyszłości na pewno byłbyś dzisiaj tu gdzie teraz jesteś?

Tekst: Jarosław Gibas coach, trener

biogram i książki autora