Zabieg Access Bars: pokonaj opór przed przyjęciem obfitości

Access Bars to nie masaż, a zabieg energetyczny. Docelowo służy temu, byśmy otworzyli się na przyjmowanie. A nasze wyobrażenia o sobie i świecie tę umiejętność ograniczają.
Terapeutka Katarzyna Namysł siada za głową i przykłada do niej palce – w różnych miejscach, punktach. Punktów jest 32, przypisuje się im różne aspekty: pieniądze, kontrola, kreatywność, świadomość, czas i przestrzeń, ciało, radość i smutek, seksualność, porozumiewanie się, wdzięczność… Nie trzeba dodawać, że każdy ma w tych obszarach określone przekonania. Dotyk jest delikatny, subtelny. A mimo to wywołuje poruszenie – w myślach, emocjach. Różne rzeczy wypływają na powierzchnię świadomości – to dobry moment, by się nimi zająć. To twoja przestrzeń, sama zarządzasz procesem. Decydujesz, czy chcesz podzielić się sobą – swoimi myślami, emocjami, wierzeniami. To może być bardzo spokojny, łagodny proces. Albo dynamiczny, intensywny.

– Ludzie często mają opór przed przyjęciem obfitości – mówi terapeutka. – Sama uważałam kiedyś, że trzeba być skromną, że duże pieniądze to duży kłopot. Albo że trzeba się nieźle zaharować, żeby zarobić. Takie śmieszne rzeczy… Bardzo ograniczające. Można nawet wzbraniać się przed przyjęciem świetnej pracy – bo za dobrze płatna. Uważamy, że nie można mieć wszystkiego. Zapominamy, że wszechświat oferuje nam nieograniczone możliwości. A jakby to było, gdybyśmy zawsze, we wszystkich okolicznościach mieli lekkość i robili swoje bez oglądania się na różne ograniczenia, „przeszkadzacze”? Czasem podświadomie jesteśmy wobec kogoś lojalni i to nas trzyma. Nie możesz pójść do swojego życia. Czujesz, że coś cię uciska, spinasz się, ciało jest twarde, brakuje przepływu. Może ktoś ci powiedział, że coś jest dla ciebie dobre, a wcale tak nie jest i chętnie obrałabyś całkiem inny kierunek. Mnie samej „Barsy” bardzo pomogły namierzyć takie przywiązania.

„Bars” znaczy tyle co pręty. – Można je sobie wyobrazić jako rodzaj siatki energetycznej w głowie – tłumaczy Katarzyna Namysł. – Pod wpływem dotyku wytwarza się różnica potencjałów dwóch ciał i dochodzi do czegoś w rodzaju przepięcia. Oczywiście, nie da się tego zobaczyć, zmierzyć i nie zamierzam przekonywać, że pozytywne zmiany po zabiegu to zasługa tej metody. Po prostu nie wiem tego i nie potrafię sprawdzić. Znów – wszystko zależy od tego, w co chcemy wierzyć. Najlepiej poczuć to na własnym organizmie – jeśli jesteś w stanie otworzyć się, poddać temu, przychodzi lekkość i błogostan.

Kim mogę być?

Historia Access Bars zaczyna się ponad ćwierć wieku temu, za sprawą Amerykanina Gary’ego Douglasa. – W którymś momencie życie przestało go satysfakcjonować, dotarł do punktu krytycznego – opowiada Katarzyna Namysł. – Żeby odnaleźć głębszy sens istnienia, zaczął zadawać wszechświatowi pytania.

Jedno z pierwszych brzmiało: „Kim jeszcze mogę być?”. A dalej: „Co mogę zrobić, stworzyć, mieć, aby uczyniło to moje życie lżejszym, piękniejszym, wspanialszym?”. Zadawał tych pytań tysiące, próbował ustalić, jakby to wyglądało, gdyby jego życie było idealne. Pojawiła się zgoda na nowe, na przyjmowanie, zaczął pogłębiać swoje talenty, umiejętności. Choćby dar telepatii. Prowadził sesje chanellingowe. – Kiedy był taki otwarty, w przepływie, odebrał któregoś dnia telefon od masażysty, który poprosił go, żeby był obecny podczas sesji z klientem. To właśnie podczas tego spotkania dostał przekaz i odkrył 32 punkty, którymi posługuje się dziś Access Bars.