Noszone blisko serca

123rf.com

Chustomania to więcej niż moda – to filozofia. Chęć bycia bliżej siebie i bliżej natury przenosi się na codzienne dobre praktyki i ekowychowanie.
Narodziny dziecka zmieniają człowieka. Szuka się wtedy pomysłu na siebie, odkrywa nieznane pokłady potrzeb – żeby żyć głębiej, mądrzej, bardziej refleksyjnie. To dobry czas, żeby odnaleźć swój styl życia, pomyśleć nad tym, jak by się chciało wychować dziecko, jaką rodzinę zbudować. Nic dziwnego, że większość rodziców przechodzi wtedy okres całkowitego przewartościowania i bardzo często zwraca się ku bardziej ekologicznemu podejściu do świata. Jednym z jego przejawów jest obserwowane ostatnio zjawisko noszenia dzieci w bawełnianych, kolorowych chustach. Czy to tymczasowy trend, czy może coś więcej?

reklama

Chusta łączy
Iwona, mama półtorarocznej Gabrysi: „Wszystko zaczęło się, gdy jeszcze byłam w ciąży. Mimowolnie wyłapywałam wzrokiem młode mamy, patrzyłam, jak wyglądają, jak się zachowują. Niestety, w większości były smutne, bez przekonania pchały wózek i jednocześnie relacjonowały przez komórkę dane techniczne w rodzaju: co dziecko dziś zjadło, kiedy się załatwiło, ile spało. Byłam przerażona, że też się do nich upodobnię. I wtedy – niczym objawienie – na osiedlu pojawiła się dziewczyna okutana w kolorową chustę. Szczęście od niej aż biło. Wtulone w mamę dziecko zerkało na boki. Wtedy postanowiłam, że muszę mieć taką chustę i być taką mamą”.
Standardowa chusta ma 5 metrów długości i 70 centymetrów szerokości. Najczęściej wykonana jest z bawełny z domieszką bambusa, tkana ściegiem diagonalnym, czyli skośno-krzyżowym, dla uzyskania maksymalnej elastyczności materiału. Jej koszt to 150–250 zł. Występuje w niewiarygodnie bogatej kolorystyce. Najfajniejsze jest to, że może jej używać cała rodzina, a dziecko z niej nie wyrasta. Można w niej nosić malucha w rozmaitych pozycjach, osłaniać go przed słońcem i deszczem, można z niej zrobić hamak, namiot i pled. Nie jest więc – wbrew obiegowym opiniom – jedynie „nosidłem na lato”. Co więcej, niektórzy twierdzą, że chusta to cała wręcz życiowa filozofia.

Magda, mama dziewięciomiesięcznego Jasia: „Nie da się nosić dziecka w chuście i wyrzucać szkło tam, gdzie obierki po ziemniakach, albo używać wyłącznie pampersów. Ja widzę w tym sprzeczność. Dzięki chuście jestem bliżej natury”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »