Ze śmiechem ci do twarzy

123rf.com

Rozluźnia, uspokaja, otwiera. Wnosi coś świeżego, lekkiego. Potwierdzają to terapie i metody rozwojowe, w których śmiech jest podstawowym narzędziem. Gdyby tak każdy śmiał się przynajmniej kwadrans dziennie, świat wyglądałby zupełnie inaczej.

reklama

Świeci słońce? Śmiej się. Pada deszcz? Jak wyżej. Awansowałaś? Świętuj z uśmiechem. Straciłeś pracę? To całkiem niezły powód do śmiechu! Czujesz się silny i zdrowy? Śmiej się. Poważnie zachorowałaś? Cóż… A jednak – również w najtrudniejszych sytuacjach warto znaleźć siłę, żeby się śmiać. Pełną piersią. Do rozpuku. Trudne? Posłuchaj historii Normana Cousinsa.

Żyj w komedii

Jest rok 1964. Amerykański pisarz i dziennikarz Norman Cousins słyszy diagnozę, która ścina go z nóg: zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Co to oznacza? Zwapnienie ścięgien, więzadeł, stawów. Silny ból. Szanse na wyleczenie? Żadne. Na przeżycie? Znikome. Można tylko brać silne środki przeciwbólowe i czekać na koniec. Takie przynajmniej jest zdanie lekarzy. Cousinsowi nie podoba się ta perspektywa. Zaczyna na własną rękę szukać rozwiązań. Trafia na informację dotyczącą stanu emocjonalnego pacjenta i jego wpływu na procesy lecznicze. Chwyta się tego: rezygnuje z kuracji, opuszcza szpital, przenosi się do pokoju hotelowego. A tam… Tam ogląda zabawne komedie (głównie filmy braci Marx, ale też takie z ukrytej kamery). I śmieje się. Długo, głośno, przeciągle. Już pierwszą noc po takim seansie przesypia bez bólu. Postanawia trzymać się swojej strategii. Badania wykazują, że po dawce śmiechu jego stan zdrowia się poprawia. Aplikuje więc sobie regularnie komediowe seanse, odstawia leki. Do tego ćwiczenia, zdrowe odżywianie, witaminy… Wraca do zdrowia, do pracy. Po latach wydaje książkę „Anatomia choroby widziana oczami pacjenta: refleksje na temat zdrowienia i regeneracji”.

Co pomogło? Na pewno wiara, determinacja. No i właśnie śmiech. Zresztą czy to nie logiczne? Skoro stres przyczynia się do rozwoju chorób, radość i relaks powinny działać w drugą stronę… Niewątpliwie ogromną rolę odgrywają wydzielające się w trakcie śmiechu endorfiny. Działają znieczulająco. Ale to nie wszystko. Amerykańska lekarz psychiatra Anna Rosen przeprowadziła badania na pacjentach, którzy kilka minut wcześniej obejrzeli komedię. Okazało się, że ich ślina zawierała dużą ilość immunoglobuliny, przyczyniającej się do zwiększenia odporności organizmu. Śmiech sprawia też, że nasz oddech się pogłębia, krew lepiej krąży, organizm dotlenia się, szybciej wypłukuje toksyny… Działa jak masaż – całe ciało się odpręża, spada poziom hormonu stresu. Wzrasta poziom energii, na sercu robi się lżej, w głowie też jakby luźniej. Uwalniają się trudne emocje, bledną troski, pojawia się nadzieja.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »