Ze stoickim spokojem przy świątecznym stole

Pogodzić się na gwiazdkę? nic prostszego. Można podać krewnemu rękę, zapomnieć o niechęciach. Ale fakty wyglądają inaczej. Nad opłatkiem w uśmiechu zaciskamy zęby, żywiąc do siebie urazę. Chwila dobrej woli nie starcza, by się pojednać. O tym, jaką mądrość i narzędzia do refleksji w tej kwestii mogą nam zaoferować Seneka, Epiktet czy Marek Aureliusz, mówi doktor filozofii Tomasz Mazur.
Od lat prowadzi pan w Warszawie warsztaty stoickie. Ich uczestnicy twierdzą, że dzięki nim żyje im się lepiej i są szczęśliwsi. Jak to możliwe, że antyczna filozofia pomaga dwa tysiące lat później?

Dzięki ćwiczeniom stoickim, lekturze pobudzających do refleksji tekstów i rozmowom przekuwamy na warsztatach antyczną filozofię na sztukę współczesnego życia. Pewne prawdy są uniwersalne. Niektóre mądrości stoików okazują się dziś bardziej użyteczne niż kiedykolwiek.

Jakim cudem?

Stoicyzm ma konkretną ofertę na największe współczesne bolączki, na które np. psychoterapie nie zawsze są pomocne: na kryzys wartości, zagubienie, emocjoholizm, brak zakorzenienia, izolację i kryzys relacji.

Seneka pisał, że „mędrzec zadowala się sobą”. Czy to znaczy, że był egoistą? Jak jego nauki mogą uczyć dbania o relacje?

To stereotyp. Stoicyzm pochwala bycie niezależnym, ale to nie przekreśla wchodzenia w relacje. Przeciwnie. Umożliwia wchodzenie w nie bez chorobliwej współzależności, której dziś wymagamy od bliskich. Stoik nie powie: „Nie mogę bez ciebie żyć”, „nadajesz sens memu życiu”. Dzisiaj, jeśli nie słyszymy tego od ukochanej osoby, ogłaszamy kryzys w związku. Ludzie chcą być dla innych nieskończenie ważni. Amerykański psychiatra Scott Peck w książce „Drogą mniej uczęszczaną” pisze: „Ten, kto nie potrafi być szczęśliwy sam, nie stworzy szczęśliwego związku”. To stoicyzm czystej wody. Być silnym i autonomicznym, chcieć dzielić się tym, kim jestem i czego doświadczam, to warunek zbudowania więzi. Wbrew obiegowej opinii stoicyzm jest prorelacyjny. Głosi, że w kontakcie z innymi realizujemy swoje człowieczeństwo.

Dlaczego tak trudno naprawiać relacje, jednać się z bliskimi?

Po pierwsze, z braku czasu. Trzeba rozmawiać, by się pojednać. Artykułować myśli, potrzeby, słuchać. Nie tylko przy Wigilii. Jeśli zależy nam na zgodzie z rodziną, musimy wygospodarować czas w zabieganym życiu, wypełnionym obowiązkami zawodowymi i osiąganiem kolejnych celów, na bycie z tymi, którzy są ważni. Na regularne rozmowy, spędzanie czasu, uczenie się siebie. W przeciwnym razie nie pojednamy się, bo jak mamy to zrobić, skoro się nie znamy?

To są rady dla współczesnych? Doba ma 24 godziny, osiem spędzamy w pracy…

Stoicyzm zaleca ograniczenie celów życiowych. Pewnych rzeczy nie da się pogodzić. Macierzyństwo, kariera, szczęśliwy dom, podróżowanie. Nie można mieć wszystkiego. Niektórych rzeczy trzeba się, co najmniej czasowo, wyrzec. Musimy się z tym pogodzić. Nie osiągniemy wszystkich szczytów, wynajmując innych do tego, by je dla nas zdobywali. A my uparcie prowadzimy masowy outsourcing życia. W wyniku nadmiaru celów w obszary intymne angażujemy wyręczycieli. Np. zamiast samemu wychowywać dzieci, szukamy specjalisty od siadania na nocnik, mówienia. Stoicy twierdzą, że jeśli nie robisz czegoś sam, tylko zlecasz to, nie robisz tego wcale. Bo przestaje to być częścią twojego życia. Wynajmując panią do sprzątania, tracisz zakotwiczenie w miejscu, które w razie problemów powinno być twoim emocjonalnym schronieniem. Zlecając prasowanie i gotowanie, stajesz się bezdomny. Jeśli wynajmujesz organizatorkę ślubów, to przeprowadzasz outsourcing swojej niepewności związanej z zawarciem małżeństwa. Nie wiesz, co robić? Przecież to ty bierzesz ślub. Lubisz być wyobcowana we własnym życiu? Jedynie używasz siebie do życia. Ale nie żyjesz. Z krewnymi jest tak samo. Chcesz cieszyć się z nimi na gwiazdkę, to poświęć im w ciągu roku czas i zaangażuj się.