Choroba jako Sprzymierzeniec – opowieść Hanny Dunowskiej, aktorki i psychoterapeutki

Hanna Dunowska mówi emocjonalnie, ekspresyjnie. I dobrze, nie będzie grzeczną panienką, która cedzi słowa, popijając kawkę! Samoakceptacji naczyła ją psychologia procesu. Aktorka została psychoterapeutką. Ale najpierw przyszedł do niej Pan Rak. Potraktowała go jak Sprzymierzeńca, który dał jej siłę, by zmienić życie.
Tak, łączę dwie moje pasje – aktorstwo i psychoterapię. Jak to się stało? Psychologia procesu pojawiła się kilka lat temu, w istotnym momencie mojego życia, kiedy w końcu dotarło do mnie, że moje drugie małżeństwo nie jest udane. Że miotam się jak ryba w sieci i ogarnia mnie coraz bardziej bezsilność i bezwładność. Ledwo dyszałam. To było poczucie jakby ktoś coraz mocniej wiązał mi skrzydła, dzisiaj to wiem. I wtedy przyszedł do mnie Pan Rak. Zmusił do zastanowienia się nad życiem. Co chcę dalej z nim zrobić. Przypomniałam sobie jaka byłam kiedyś, a jaka się stałam w trakcie tego związku. Zrozumiałam, że rak jest moim sprzymierzeńcem, wspaniałym sprzymierzeńcem, którego siła jest mi niezbędna. Sprawił, że zaczęłam myśleć o sobie i zajmować się sobą. Sprawdzać, co ja naprawdę czuję, czego chcę. I to było ważne – czego nie chcę! Na co nie daję zgody. To była wielka konfrontacja z samą sobą. Wreszcie.

reklama

Na mojej ścieżce pojawili się mądrzy ludzie, mądre książki. Wszystko po to, żeby bardziej zrozumieć dlaczego Pan Rak mnie odwiedził i jak mogę wykorzystać jego siłę. Przez kilka miesięcy walczyłam z nim w nadziei, że uda mi się uniknąć operacji. Reiki, refleksoterapia, zioła, dieta, autoszczepionki, cuda niewida. Wspaniałe to było, czułam się jak na ringu – Ja kontra Rak. I byłam coraz silniejsza, taka mocna. Pewien „jasnowidz” powiedział mi o kąpielach z solą kamienną – żeby do wanny nasypać pięć