Co się z nami dzieje po Zmierzchu

Pragniemy romantyzmu. Wiary w wielką, jedyną miłość, w nieśmiertelność dusz – a nie stopę procentową kredytów. I dlatego kochamy… filmy i książki o wampirach!
Romantycy odrzucili rozum, kazali poddać się sile uczucia. Miłość uznali za coś wspaniałego, nie przejaw szaleństwa, lecz drogę do transcendencji – pisze badacz kultury Zygmunt Łempicki w „Wyborze pism”. My żyjemy w dyktaturze miłości nastawionej na korzyści i każde uczucie, które przeszkadza nam realizować siebie – nazywamy toksycznym. Biegniemy do psychologa, by nas z niego wyzwolił. A czy to wyzwolenie daje nam szczęście? A może bardziej chodzi o tęsknotę za wiarą w to, że jest nam przeznaczona prawdziwa miłość? Czyż nie tego szukamy, zmęczeni swoim światem? Dlatego staliśmy się fanami sagi „Zmierzch” Stephanie Mayer, opowieści o miłości wampira i zwykłej dziewczyny.

reklama

Życie bez wyboru

Uczucie, które wybierają bohaterowie Mayer, jest inne niż to z kolorowych magazynów. Spełnia wszelkie wymogi miłości romantycznej według wyobrażeń kultury Zachodu. Bywa bolesne, pełne niespełnienia i tęsknoty, ale jest na dobre i na złe. Zakochani Bella i Edward mówią: „albo miłość, albo życie nie ma sensu”. My na 600 randkach przebieramy w partnerach, szukając ideału. Ich życiem kieruje przeznaczenie. Dlaczego rzesze fanów na całym świecie, a także w Polsce, tak zachwyciła ta prosta historia?

Bo nie chcą już wybierać. Bo każdy wybór przywodzi na myśl to, czego nie wybraliśmy a więc rodzi poczucie straty. Przeznaczenie wyzwala z tego dyskomfortu. Działa też jak odstraszacz na widmo rozwodu. Tej miłości nie zagraża nic.

Meyer jest mormonką, a mormoni wierzą, że małżeństwo zawiera się na wieczność. I właśnie ta

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »