Czas mroźnej zimy: czego uczą nas bajki dla dzieci?

psychologia
123rf.com

Poprzez historię dziewczynki z zapałkami mierzymy się z tą częścią nas, która nie ma już siły, by żyć. Clarissa Pinkola Estés sugeruje, abyśmy rozpaliły potężny ogień, zamiast marnować zapałki.
Znana z dzieciństwa opowieść wraca w dorosłym życiu. Czujemy się z nią trochę nieswojo. To krótka historia:

reklama

Była sobie dziewczynka, która nie miała matki ani ojca i mieszkała w ciemnym lesie. Na skraju lasu była wioseczka; dziewczynka kupowała tam zapałki po pół pensa i sprzedawała je na ulicach miasta za całego pensa. Jeśli sprzedała dość zapałek, to mogła sobie kupić kawałek chleba. Potem wracała do swego szałasu w lesie i kładła się spać, nałożywszy na siebie wszystkie ubrania, jakie miała.

Nadeszły zimowe chłody i mrozy. Dziewczynka nie miała bucików, jej stopy były odmrożone i sine. Chodziła po ulicach i pytała przechodniów, czy kupią od niej zapałki. Ale nikt nie zwracał na nią uwagi. Pewnego wieczoru siadła więc, mówiąc do siebie: „Mam przecież zapałki. Mogę je pozapalać i ogrzać się przy nich”. Nie miała nic na podpałkę, nie miała drewna. Zapaliła pierwszą zapałkę. Wtedy wydało jej się, że mróz i śnieg zniknęły. Zamiast wirujących płatków śniegu zobaczyła piękny pokój z wielkim ciemnozielonym kaflowym piecem z ozdobnymi drzwiczkami. Piec dawał tyle ciepła, że aż powietrze drgało. Przytuliła się do niego i poczuła jak w niebie. Ale zapałka zgasła, piec zniknął i znowu siedziała na śniegu, trzęsąc się tak bardzo, że zęby jej dzwoniły. Potarła więc drugą zapałkę. A kiedy jej blask padł na ścianę budynku naprzeciw, zobaczyła, co się dzieje w środku. W jasnym pokoju stał stół przykryty śnieżnobiałym obrusem, na stole zastawa z najbielszej porcelany i świeżo upieczona gęś na półmisku. Ale w chwili gdy dziewczynka już się miała nią posilić, wizja się rozwiała. Znowu siedziała na śniegu. Zapaliła więc trzecią zapałkę. W jej świetle zobaczyła przepiękną świąteczną choinkę ozdobioną białymi kręconymi świeczkami, ślicznymi szklanymi świecidełkami – całą w drobnych punkcikach światła. A kiedy tak patrzyła na drzewko, zdawało jej się, że robi się ono coraz wyższe i wyższe, aż po sufit, który nagle zamienił się w niebo, a światełka na choince – w gwiazdy. Wtedy pojawiła się przed nią jej kochana babcia, dobra i ciepła. Na jej widok dziewczynka poczuła przypływ szczęścia. Babcia zdjęła fartuch i owinęła nim dziecko, przytuliła mocno obiema rękami. Razem zaczęły się unosić do nieba, gdzie nie było już mrozu, głodu ani bólu. Rankiem na uliczce znaleziono zimne, martwe ciało dziewczynki.