Dobrze mieć własne zdanie

Co jest potrzebne kobiecie w pewnym wieku, żeby mogła być zadowolona z życia? Widziałam w telewizji program z udziałem Marii Czubaszek, która wskazała na kilka kobiecych potrzeb. Niestety, o niektóre z nich ciągle nie umiemy zadbać.
Virginia Woolf mówiła, że kobiecie jest potrzebny własny pokój. Do tego warto dodać czas dla siebie
– w odróżnieniu od tego poświęcanego pracy i rodzinie. Równie ważne są własne pieniądze, które pozwalają na niezależność. Ale bez względu na to, czy się ma pieniądze, czy nie, trzeba jeszcze mieć własne zdanie. Zgadzam się z Marią Czubaszek, że dobrze je mieć nawet wtedy, gdy same nie jesteśmy pewne, czy się z nim zgadzamy. Bo inaczej decydują za nas inni, a my musimy się tylko dostosować – czasem do naprawdę absurdalnych oczekiwań.

reklama

Barbara, lat 42, cierpi na depresję. Niby wszystko w porządku: mąż, dzieci, dobra praca, wysoki standard życia, a jednak Basi żyć się nie chce. Z wysiłkiem zwleka się z łóżka. W pracy jest trochę lepiej, ale po powrocie do domu nie ma już na nic siły. Mąż znosi to z trudem. Basia boi się, że w końcu ją zostawi. Dotąd byli dobrym małżeństwem. Od słowa do słowa udaje się odtworzyć ich życie przed depresją…

Basia pracuje i zajmuje się domem i dziećmi. Mąż późno wraca z pracy. Zanim jednak przychodzi, ona zawsze nerwowo sprawdza, czy wszystko w domu leży na swoim miejscu. Kiedy podrosły dzieci, robiły to razem z nią – patrzyły, czy gdzieś nie stoi brudny kubek, czy but nie wychylił się z półki, czy długopisy są poukładane w pudełeczkach… Ale jak bardzo by się nie starała, mąż zawsze znajdzie coś nie w porządku.

– Naprawdę nie potrafisz upiąć tych zasłon? – woła zaraz po wejściu do domu. – Spójrz, jak wiszą!

Basia patrzy. Rzeczywiście, u góry zrobiła się szpara. Staje na krześle i szybko poprawia. Ale wie, że wieczór już jest zepsuty. Na domiar złego jeszcze synek zostawił kredkę pod stołem.

– Co za chlew! – zaczyna krzyczeć mąż i krzyczy dalej, choć Basia już kredkę podniosła i włożyła do pudełka. Dzieci siedzą cicho w swoim pokoju. Basia wie, że się boją. Nie może do nich pójść, bo się okaże, że nie szanuje męża i wychodzi, gdy on do niej mówi.

Przesadzam? Ani trochę. W tym domu panuje żelazna reguła: ma być porządek. Basia nie może rano zrobić sobie kawy i od razu ją wypić. Najpierw musi umyć ekspres, choć wolałaby to zrobić za pięć minut. No bo, gdyby zobaczył… Gołym okiem widać, że ów mąż wymaga terapii. On o tym ani myśli, woli dręczyć rodzinę. A najciekawsze, że rodzina daje się dręczyć. Dlaczego?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »