Mit rodzinny – jaki niesiesz wzorzec życia

W relacji z rodzicami i w wypływającym z niej poczuciu własnej tożsamości zawarta jest nasza życiowa mitologia, nasz potencjał. Każda rodzina ma swój mit, wielki wzorzec, który można porównać do niezwykle rozbudowanej układanki. Dlaczego często negujemy struktury rodzinne i nie chcemy żyć jak rodzice czy dziadkowie?

Odżegnujemy się od ich cech, talentów, wyborów, ale też od trudności i porażek. Ale to przed czym uciekamy, prędzej czy później nas dopadnie. Bo kiedy unikamy jakiegoś doświadczenia, paradoksalnie angażujemy w nie dużo energii, zachowując przy tym niewiele świadomości. Samokontroli bowiem nie należy mylić ze świadomością. I najczęściej, kiedy skupiamy się na tym, żeby coś się nie stało, zostajemy wrzuceni właśnie w to najbardziej niechciane doświadczenie. – Z punktu widzenia psychologii procesu jest ono informacją, która potrzebuje się jakoś wyrazić. Potencjalnie za tym, czego bardzo nie chcemy, boimy się i co wydaje się nam przeszkadzać, kryje się wolność, swoboda, twórczość i wszechstronny rozwój – mówi Olga Libich, psychoterapeutka.

reklama

W rodzinie pewnej kobiety od dwu pokoleń niedługo po przyjściu na świat drugiego dziecka następował rozpad małżeństwa, zmuszający kobiety do aktywności zawodowej. Dziadek – ojciec matki – pojechał za pracą do innego miasta i nie wrócił. Rodzice rozwiedli się rychło po narodzinach kobiety, będącej ich drugim dzieckiem. A teraz ona przeżywała poważny kryzys małżeński, kiedy właśnie po raz drugi została matką. Przeraziła ją powtarzalność tego wzorca. Kryzys w relacji z mężem uświadomił jej, że zawsze bała się rozpadu małżeństwa. Dlatego na życiowego partnera wybrała człowieka odpowiedzialnego i nade wszystko pragnącego założenia rodziny. Miało jej to zapewnić bezpieczeństwo, nie chciała, żeby spotkało ją to, przez co przechodzili rodzice czy dziadkowie. Kiedy wreszcie przestała uciekać przed ewentualnością rozstania, możliwe stało się odkrywanie znaczenia kryzysu relacji z mężem. Kobieta, która niemal od początku związku nie pracowała, zaczęła zauważać w tym możliwą przyczynę problemów. Jej potrzeba samorealizacji była w ich związku zbyt długo marginalizowana i dała o sobie znać w postaci wizji rozwodu – niezbędnej wymówki dla podjęcia zawodowej pracy. Ostatecznie jednak ich małżeństwo przetrwało. Sprawniej podzielili się opieką nad dziećmi, zatrudnili opiekunkę i zainwestowali część swojej uwagi, czasu i pieniędzy we własne pasje i rozwijanie zawodowej aktywności.

– W perspektywie mitu rodzinnego kobiecie udało się uniknąć nieświadomego powielenia wzorca rozstania – mówi Olga Libich. – W poprzednich pokoleniach wzorzec kobiety odnoszącej sukcesy w świecie, przydarzał się jako konieczność i był konsekwencją rozwodu. Jakość samorealizacji była jednak na tyle silna, że przezwyciężała moc więzów małżeńskich, nawet mimo niesprzyjających rozwódkom warunków społecznych. Z rodzinnego mitu pochodziła nieświadomie traktowana konieczność wyboru – sukces w świecie a rola żony i rodzinne ciepło. Matka i babka widywały swoje dzieci właściwie tylko w niedzielę. Dopiero uświadomienie sobie istnienia tego wzorca, a także alternatywy dla niego dało kobiecie poczucie prawdziwego wpływu na swoje życie i gotowość wzięcia za nie odpowiedzialności.

Często też zdarza się też odwrotnie – budujemy nasze życie na zasadzie opozycji do