Nie chce mi się

Co masz zrobić dzisiaj, zrób pojutrze – będziesz mieć dwa dni wolnego. Niby wiemy, że to żart, ale są osoby, które całkiem serio próbują wcielać tę zasadę w życie. Z tym, że zamiast wolności mają wyrzuty sumienia.

reklama

Monika zjawia się u mnie raz na jakiś czas tylko po to, by opowiedzieć mi o kolejnych porażkach. A ma ich na swoim koncie sporo. Zdolna, inteligentna, świetnie wykształcona, robi wszystko, żeby utrudnić sobie życie. Właśnie została zdegradowana – przestała być szefową zespołu, choć ma najwyższe kwalifikacje. Szef jeszcze trochę w nią wierzy, więc nie wyrzucił jej z pracy, choć miał ku temu powody. Monika wszystko robi na ostatnią chwilę. Niedawną prezentację też chciała przygotować w noc przed konferencją. Niestety, padł jej komputer. – Gdyby nie to, na pewno bym zdążyła. Siła wyższa – stwierdza spokojnie.

Tu naprawdę musi działać siła wyższa. Bo jak inaczej zrozumieć fakt, że Monika nigdy na czas nie wysyła PIT-ów, choć wie, że i tak w końcu będzie musiała to zrobić, a w dodatku zapłaci odsetki. Studiuje drugi kierunek, z którym wiąże swoje plany życiowe. Te studia bardzo ją interesują, w odróżnieniu od pracy. Ale do egzaminów uczy się na ostatnią chwilę – ma świadomość, że robi to po łebkach, że po zdanym egzaminie już do tego nie zajrzy… Szkoda, bo naprawdę to lubi, jak już zacznie się uczyć, to nauka bardzo ją wciąga.

Ale jak zacząć bez bata nad głową? Monika nawet nie próbuje. Zna siebie i doskonale wie, że nie robi nic, czego nie musi. Może ma czas zajęty innymi sprawami, trudno wcisnąć coś w napięty grafik…? Nic z tych rzeczy.

– Jestem wdzięczna szefowi, że mnie nie wyrzucił, ale chyba zmienię tę pracę – mówi.

– Dlaczego? – pytam.

– Strasznie się tam nudzę. Muszę siedzieć osiem godzin i udawać, że coś robię.

– A tam nie ma nic do roboty?

– Niby jest, ale nie na tyle godzin. No to czekam, aż coś będzie naprawdę konieczne. Póki nie jest, trudno mi się zabrać.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »