Przepis na szczęście

4 żywioły, woda
123rf.com

Psychologia i filozofia coraz częściej sięgają do buddyzmu, by zagubionemu we współczesnym świecie człowiekowi przypomnieć, że prawdziwym źródłem szczęścia, ale i nieszczęścia, jest on sam.
Buddyjska mniszka, Pema Cziedryn, autorka książki „Kiedy życie nas przerasta”, zanim znalazła się w sytuacji, która całkowicie przewartościowała jej życie, z buddyzmem niewiele miała wspólnego. Była zwykłą, zadowoloną z życia Amerykanką klasy średniej, z mężem, domem, samochodem. „Mieszkaliśmy wtedy w północnej części Nowego Meksyku. Stałam właśnie przed naszym pięknym domem i popijałam herbatę. Słyszałam, jak podjechał samochód i trzasnęły drzwi. Mój mąż wyłonił się zza domu i bez żadnych wstępów oznajmił, że związał się z kimś innym i chce się ze mną rozwieść. Pamiętam niebo, było ogromne. Pamiętam szum rzeki i parę unoszącą się nad filiżanką. Nie istniał czas, przestałam myśleć, nie było niczego – tylko światło i głęboka, nieruchoma cisza. Nagle się ocknęłam, podniosłam kamień i rzuciłam w męża. Kiedy ktoś mnie pyta, jak zainteresowałam się buddyzmem, odpowiadam, że powodem była złość na męża. Prawdę mówiąc, ten człowiek ocalił mi życie”.

Buddyjscy myśliciele, jak Dalajlama, Thich Nhat Hanh czy Jon Kabat-Zinn, uświadamiają, że szczęście nie może zależeć od okoliczności zewnętrznych czy od innych osób – choć ważne jest, oczywiście, jaki świat nas otacza i z jakimi ludźmi jesteśmy blisko. Jednak życiowe doświadczenia i ogrom cierpienia wielu ludzi ukazują, że styl życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, stan posiadania, status, praca, partner – z dnia na dzień mogą przestać istnieć. I to bez jakiegokolwiek naszego udziału. Uzależnianie poczucia szczęścia od tych zewnętrznych okoliczności jest więc wielką loterią, nie da się na tym zbudować nic trwałego.

Szczęście, zgodnie z filozofią buddyjską, nie ma nic wspólnego ze stanem posiadania, ale… opiera się na stanie umysłu. Moje poczucie szczęścia zależy tylko i wyłącznie ode mnie. A twoje – od ciebie. Nie twierdzę, że to proste i że da się uniknąć potknięć – ale grunt to znać drogę. Potrzebny jest trening.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »