Psychoterapia uporczywa

Warto wiedzieć, kiedy powiedzieć dość. Również wtedy, gdy pomaga się innym. Nadmiar pomocy demoralizuje lub podtrzymuje przy życiu trupa związku, który i tak jest skazany na rozkład.
Mama mojej przyjaciółki straciła rodziców, gdy była kilkuletnią dziewczynką. Dziś ma 60 lat, męża, dzieci i wnuki, ale nadal czuje się sierotą.

reklama

– Jak możesz mieć do mnie pretensje! – mawia. – Przecież wiesz, że jestem sierotą.

Ten argument przez lata zamykał usta mojej przyjaciółce i wszystkim wokół. Mamie należało wybaczać, broń Boże nie mieć jej za złe, nie złościć się, nie kłócić, nie buntować, nie oczekiwać zbyt wiele, nie rościć sobie praw, bo przecież była sierotą. Co gorsza, jest nią nadal. Większość jej rówieśników dziś też już nie ma rodziców, ale mama Zuzy wciąż czuje się pokrzywdzona przez los, choć przyniósł jej wiele dobrego. Może nawet to widzi, ale jak ma się cieszyć, skoro jest sierotą? To istota jej tożsamości, oś porządkująca życie, wyznaczająca jej stosunek do świata i zdarzeń losowych. Zalało mieszkanie. Mama dzwoni do Zuzy zapłakana.

– Przyjedź szybko, zalało mieszkanie. Boże, jeszcze to na mnie spada! Nie wystarczy, że jestem sierotą?

Zuza rzuca wszystko i pędzi przez miasto, by pomóc mamie, która jest sierotą.

– Przez całe życie na tym jedzie! – mówi Zuza ze złością. – Nie pamięta, że jest matką, kobietą, żoną. Ma wyłącznie tożsamość sieroty!

I nie ma się co dziwić. W czasach swojej młodości mama Zuzy nie miała szansy na psychoterapię. Nikt jej nie pomógł przepracować strasznej traumy, jaką jest strata rodziców.

Co innego Karol. Ma 17 lat i mieszka w Warszawie. Jego mama żyje, ale porzuciła go, gdy miał kilka lat. Został z babcią, u której i tak spędzał większość czasu od najwcześniejszego dzieciństwa, bo mama piła i lubiła się bawić, Karol jej tylko zawadzał. Właściwie wolał być u babci niż w domu. To, że matka zniknęła, niewiele zmieniło w jego codziennym życiu. Ale jego zmieniło na pewno. Porzucenie przez matkę to bez zwątpienia traumatyczne przeżycie, z którym trudno się dziecku uporać. Dlatego Karol otrzymał pomoc. Na kilka lat stał się klientem terapeutów, którzy przepracowywali z nim traumę dzieciństwa. Pracowali też z babcią, by umiała pomóc Karolowi. Współpracowali ze szkołą, która powinna zrozumieć, że Karol wymaga indywidualnego traktowania. Karol trafił na pedagogów, którzy rozumieli. Nie wiem, czy Karol dojdzie kiedyś do tego, że trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia, lecz zobowiązuje, ale na razie nie ma szansy. Trudnym dzieciństwem może usprawiedliwić wszystko. Zresztą nie musi usprawiedliwiać. Wszyscy rozumieją, że może mieć gorszy dzień i nie iść do szkoły. Że nie ma głowy do odrabiania lekcji. Że w domu nie pomaga babci, bo przecież gdyby była mama, to ona by jej pomogła.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »