Rozmowy z wewnętrzną dziewczynką

się wnukami, nie mam rodziny i jestem nieszczęśliwa”. Kiedy pytałam: „Mamo, dlaczego ty mi tak mówisz, przecież to mnie bardzo boli!? Nie mów tak”, odpowiadała: „Mogę ci powiedzieć wszystko, bo jestem twoją matką!”. A już kompletnie mnie ścięło, kiedy usłyszałam, że wybaczy mojemu ojcu całe zło, jeśli zajdę w ciążę.

reklama

Mój stan umysłu był taki: „Haniebnie zawiodłaś własną matkę, najbliższą osobę, tę która cię stworzyła. Przez ciebie nie może w pełni cieszyć się życiem”. To była motywacja do posiadania dziecka, dźwigałam ciężki bagaż.

To nie był mój dramat

Alice Miller – francuska psychoterapeutka, autorka książek o psychologii dziecięcej – pisze, że dziecko, które doznało w dzieciństwie przemocy, jest w gorszej sytuacji niż więzień obozu koncentracyjnego. Bo więzień miał towarzyszy, a dziecko, które doświadcza przemocy od obojga rodziców, jest kompletnie samo. Ja podczas terapii dogrzebałam się, dokopałam do tego swojego obozu koncentracyjnego, wyciągnęłam z niego tę zrozpaczoną, zranioną dziewczynkę i… mocno ją ukochałam.

Dopóki tego nie zrobiłam, nie mogłam stać się dojrzałą kobietą. Dopiero teraz patrzę na stan świadomości swojej matki jako na stan odrębny: ona taka jest, tak ją ukształtowała religia, kultura… Szanuję to, rozumiem i… potrafię współczuć, bo wiem, że ona nadal cierpi, patrząc na córkę, która nie ma dziecka, i nadal uważa mnie za kobietę ułomną. Patrzę na nią jak na osobę cierpiącą i… kocham ją. Ale ja jestem Sylwia, dojrzała kobieta, mam swoje życie i to, jakie ono będzie, zależy wyłącznie ode mnie. Dlatego zadałam sobie pytanie: „Czy ja chcę mieć dziecko na pewno dla samej siebie? Terapia uświadomiła mi, że to, iż go nie mam, nie jest moim dramatem, lecz mojej matki.

Zeszyty pełne myśli i uczuć

Kiedy ktoś w dzieciństwie przebył tak trudną drogę, to jego wyzwolenie się ze wszystkich traum wymaga czasu, uwagi i miłości. Dlatego poza sesjami zapisywałam swoje myśli, emocje i potrzeby w formie rozmów ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Robię to do dziś, już jako dojrzała kobieta, która potrafi się o nie zatroszczyć. To bardzo ważne narzędzie terapeutyczne. Mam grube zeszyty takich rozmów.

Kiedy moja wewnętrzna dziewczynka wpada w gorszy nastrój, gdy czuje się opuszczona, samotna, pocieszam ją: „Dziewczynko, wiem, znowu jesteś zrozpaczona, znowu coś niedobrego się stało, ale poradzimy z tym sobie, jestem przy tobie, przytulam cię, już nie jesteś sama, będzie dobrze”. Pytam: „co by ci pomogło?”. Czasami idziemy sobie do lasku brzozowego, bo ona bardzo

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »