Sens przyjemności

Corbis

Pyszne jedzenie, seks, muzyka, masaż aromatycznymi olejkami. Przyjemności. Żyć bez nich się nie da, zatracić się łatwo. Jak się w tym znaleźć? Jest sposób!
Dziś mam ochotę na czekoladę! Tort czekoladowy z wiśniami, murzynek, sernik na czekoladowym spodzie? Co wybrać?! A niech tam, tort! Zamawiam, płacę. Pierwszy kęs – marzenie, drugi – rozkosz, trzeci, czwarty… Już? Wyskrobuję resztki, zastanawiam się, nad dokładką. Taki mały sernik na czekoladowym spodzie… Po krótkiej chwili jest wspomnieniem. Uczucie sytości ustępuje powoli niesmakowi… Po co był mi ten drugi kawałek?! Na widok pozostałych ciast i ciasteczek zaczyna mnie mdlić. Uciekam z kawiarni, mijam wystawy, z których spoglądają szczupłe manekiny w kusych spódniczkach… Teraz dochodzą wyrzuty sumienia. No bo ile będę musiała namęczyć się na siłowni, żeby spalić te kalorie?

reklama

Miłe a niebezpieczne

Oto cały problem z przyjemnością. Paul Martin, autor książki „Seks, narkotyki i czekolada, mówi: „Przyjemność to śliska bestia. Poznajemy ją, kiedy ją odczuwamy. To, żeby chcieć więcej, wydaje się oczywiste. Jednak co z kłopotliwymi konsekwencjami? Z obżarstwem, pijaństwem, otyłością, poczuciem winy? Z przerażającą wizją zamiany przyjemności w nałóg – z tym ześlizgnięciem się z „to miłe” do „to mnie niszczy, ale nie mogę przestać”. Czyżby przyjemność była prostą drogą do złego?

Niekoniecznie. Biolodzy na przykład widzą w niej jeden z dwóch podstawowych impulsów, które mają wpływ na ewolucję ludzkiego gatunku. To ból i przyjemność. Ból powstrzymuje przed robieniem sobie krzywdy, a przyjemność zachęca do działania korzystnego biologicznie. Ale zatracenie się w przyjemnościach rzeczywiście potrafi być bardzo szkodliwe, wręcz niszczące. Wówczas zapominamy bowiem o całym świecie i zaniedbujemy bardziej istotne potrzeby, chociażby te związane z codziennym życiem, a w konsekwencji z przetrwaniem.

Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego przyjemność – żeby spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora – musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Na szczęście natura pomyślała i o tym. Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego żeby przyjemność spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora, musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Zastrzyk z poczucia winy

„Cierpimy za nasze przyjemności” – pisze Paul Martin. – „Ilekroć pozwalamy sobie na odrobinę hedonizmu, czujemy się w obowiązku jakoś to uzasadnić, żeby tylko nie przyznać, że chodzi o przyjemność. Robimy więc pewne rzeczy, żeby zmniejszyć stres lub w ramach rozwoju

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »