Twoje 24 godziny!

fotochannels.com

Bez względu na to, jak bardzo oddamy siebie pracy, w każdej chwili możemy ją stracić, podobnie jak pieniądze. Co wtedy? Czego nie stracimy nigdy? Czego nie zabierze nam światowy kryzys, trzęsienie ziemi? Możemy wiele stracić, ale nie siebie – mówi Janina Węgrzecka-Giluń, psychoterapeutka, redaktor naczelna „Remedium”, pisma poświęconego profilaktyce problemowej.

– Objadamy się, palimy, pijemy – coraz więcej, jak dowodzą statystyki. Mimo kryzysu konsumujemy znacznie powyżej potrzeb. Łykamy coraz więcej tabletek przeciwbólowych i nasennych. „Co w tym dziwnego? Taki ten świat” – oto konstatacja młodych kobiet i mężczyzn. Trzeba trochę pożyć, żeby rozpoznać tu przemoc wobec siebie? I dojść do wniosku, że to nie jest fajne życie?

reklama

– Działa tu sprzężenie zwrotne. Widząc przemoc w świecie, choćby w postaci wojen sankcjonowanych przez ludzi sprawujących władzę, powoli przyzwyczajamy się do niej. Często też jesteśmy niemymi świadkami przemocy w najbliższym środowisku, w pracy, wobec dzieci, zwierząt. Coraz mniej troszczymy się o innych, żyjemy chaotycznie i nawykowo. Zatracamy swoją podmiotowość i tożsamość – nasze Ja bardziej identyfikuje się z pieniędzmi, stanowiskiem, aprobatą innych niż z własnym wewnętrznym wymiarem. Zaczynamy stawać się tym, co robimy. Przestajemy szukać odpowiedzi w sobie. Lokujemy swój świat wartości na zewnątrz siebie i uzależniamy się od szefa, firmy i jej ideologii. Przypominamy sobie, że można żyć inaczej dopiero wówczas, kiedy potrząśnie nami jakieś trudne zdarzenie – ciężka choroba, śmierć bliskiej osoby, inna katastrofa. Wtedy mówimy sobie: „Nie zgadzam się na takie życie”. Przyrzekamy sobie, że teraz już będziemy kontaktować się ze swoimi uczuciami i pragnieniami, że od teraz będziemy przyglądać się temu, co robimy. I wierzymy w to – zwykle dopóki w pamięci nie zatrą się skutki przykrego doświadczenia; po czym ponownie wchodzimy w stary schemat. Coraz częściej całkowicie oddajemy siebie pracy.

– Praca jako źródło przemocy wobec siebie?

– Oczywiście. Wartości pracy coraz częściej bywają sprzeczne z wartościami osobistymi: firma chce zysku, a my dobrego standardu życia. Dążąc do robienia kariery, zaczynamy coraz bardziej rywalizować z innymi, stajemy się bezwzględni w wyścigu po upragnione dobra. Jako ludzie chcielibyśmy być w dobrych relacjach z innymi, szukać w nich wsparcia w trudnych chwilach, zamiast stale być w napięciu i lęku, że ktoś zajmie nasze miejsce. Przystosowujemy się do twardych reguł gry i tak manipulujemy sobą, aby sprostać oczekiwaniom. Z czasem zaczynamy wierzyć, że spełnienie można osiągnąć tylko w pracy, a sukces może być tylko zawodowy.
Kultura, w której żyjemy, i jej konsumpcyjna ideologia wzmacniają w nas destrukcyjne przekonania, że musimy ciężko pracować, aby do czegoś dojść, nie możemy sobie popuścić. Wciąż podnosimy sobie poprzeczkę, aby sprostać coraz to nowym zadaniom, zagłuszyć podszepty wewnętrznego krytyka, któremu nigdy dość. Wierząc, że nie jestem dość dobra, muszę wciąż ćwiczyć swoje ciało i umysł – ale nie po to, by dokonać wewnętrznych wglądów i żyć bardziej świadomie, lecz by jeszcze bardziej zwiększyć wydolność organizmu i móc go do woli eksploatować. Po co? By wykonać więcej zadań, przekonując w ten sposób siebie i innych, że beze mnie się nie obejdą. Im bardziej dogania nas pustka własnego osobistego życia, tym bardziej rzucamy się na kolejne zadania. Coraz szybciej więc działamy, wmawiając sobie, że na tym polega prawdziwe życie.

– W dobie światowego kryzysu, gdy tak wielu ludzi traci pracę, mówienie o przemocy wobec siebie w pracy wydaje się nie na miejscu. Praca stała się najwyższym dobrem.

– I w trosce o przetrwanie jesteśmy gotowi poświęcić dla niej prawie wszystko. Koncentrując się na obawie przed utratą pracy, bardziej dbamy o własny interes niż o innych. Dla wielu osób praca stała się jedynym sensem i celem, a odnoszone w niej sukcesy jedyną miarą wartości. Chcemy mieć coraz więcej, a więc musimy być coraz lepsi. Dążąc do ideału, przesuwamy wciąż granice naszej wytrzymałości. Jednak im bardziej się staramy, tym gorzej się czujemy. Ludzie, którzy oddają się całkowicie pracy, gubią ważne wartości, nie potrafią czerpać satysfakcji z innych rzeczy. Konsumpcja staje się też swoistym wyścigiem o prestiż i uznanie: ścigamy się w urządzaniu wystawnych uroczystości rodzinnych, bierzemy kredyty, by kupić budzące uznanie samochody, drogie, budujące nasz wizerunek ubrania. Nawet prezenty, które dajemy, mają świadczyć o naszym prestiżu. A wszystko po to, aby zagłuszyć swoje samotne Ja, zniewolone, oddzielone od innych. Brakuje nam spotkań z przyjaciółmi, z rodziną – w miłości, uważności, brakuje czasu na refleksję i kontemplację życia, głębokiego kontaktu z własnym ciałem, troski i wdzięczności za to, że tak wiernie nam służy w codziennych trudach. Trzeba pamiętać, że bez względu na to, jak bardzo oddamy siebie pracy, w każdej chwili możemy ją stracić, podobnie jak pieniądze. Co wtedy? Czego nie stracimy nigdy? Czego nie zabierze nam światowy kryzys, trzęsienie ziemi? Możemy wiele stracić, ale nie siebie. Jeśli nie nauczymy się szukać szczęścia w sobie, nie znajdziemy powodu, aby budować harmonijny świat, tworzyć dobre i wspierające więzi z ludźmi, rozwijać mądrość. Gdy damy sobie czas i uwagę, będziemy mogli odnaleźć drogę do siebie i odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem?

– Neurotyczna osobowość naszych czasów dąży do osiągnięcia czegoś, zostawienia po sobie śladu.

– Niektórzy sądzą, że aby zostawić ślad po sobie, trzeba dokonać czegoś wielkiego, co wyróżni nas spośród innych. Tymczasem mogą to być zwykłe rzeczy, które mają dla nas niezwykłą wagę. Możemy posadzić drzewo, pisać dziennik dla potomnych lub po prostu żyć, dostrzegając innych wokół siebie, być dobrym człowiekiem – i w ten sposób zostawić ślad w ludzkim sercu. Mamy ambicje, by latać w kosmos, odkrywać inne planety, a tracimy tę, którą mamy. Zaprzęgliśmy nasze siły i inteligencję w rozwój techniki, cieszymy się nowoczesnymi urządzeniami, a nie umiemy odnaleźć własnej ścieżki w życiu. Przyzwyczailiśmy się tak bardzo do funkcjonowania w określonych rolach, że role zaczęły określać nas. Jesteśmy więc żonami, mężami, przyjaciółmi, pracownikami, kochankami. Gdy proszę ludzi, aby pomyśleli o tym, jaką rolę przeznaczyli tylko dla siebie – milkną. Jedna z kobiet, z którą pracowałam, powiedziała: „Tak naprawdę ja nie żyję. Jestem robotem, który włącza coraz to nowe programy”. Inna osoba, która postanowiła się rozwijać, zapytana, ku jakim wartościom chce dążyć, nie potrafiła ich określić. Czasami oczekujemy jakichś iluminacji, podczas gdy tak naprawdę chodzi o zwykłe pielęgnowanie otwartości serca. Kiedy zaczynamy świadomie żyć, dostrzegamy, jak wiele jest do zrobienia. I choć mamy mało czasu, to warto cieszyć się nawet tymi skrawkami życia, jakie nam zostają. Dbać o nie, pielęgnować ich i strzec. Znaleźć czas na posłuchanie siebie, znaleźć ukochaną osobę, z którą będziemy dzielić i odkrywać świat swoich uczuć, marzeń i trosk, dostrzec wokół utraconych przyjaciół, książki odłożone na czas emerytury. Zobaczyć w tym siebie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »