Zabójcza lista

Równie zgubny jak pracoholizm bywa zadanioholizm. Rozlewa się po wszystkich sferach życia, nawet przyjemność zmieniając w zadanie.

reklama

Edyta, energiczna brunetka, dzwoni jak zwykle tuż przed spotkaniem. – Przepraszam, spóźnię się kilka minut, bo straszne korki, ale jestem już blisko, zaraz będę.

Po kwadransie wpada zdyszana i opada na fotel. Sprawia wrażenie osoby, która właśnie uszła z życiem z katastrofy. Elegancka, zadbana, ale… włosy w nieładzie, lewe oko trochę rozmazane. Jest chirurgiem naczyniowym. Podobno świetna w swoim zawodzie, choć ja nie chciałabym być jej pacjentką.

– Poproszę szklankę wody. Nie miałam chwili, by się napić. Zabieg się przedłużał, myślałam, że zwariuję, bo już powinnam była jechać po Tomka. Byłam tak napięta, że wszystko leciało mi z rąk, bo trener nie pozwolił Tomkowi się spóźniać. Powiedział, że nie wpuści go na trening. To byłaby dla niego tragedia. I spóźniliśmy się, dosłownie kilka minut, przez te korki, w tym mieście nie da się jeździć. Tomek w ryk, jak zobaczył, że już ćwiczą. Mówię, żeby wchodził, bo ja już muszę lecieć po Joasię, ją też mam zawieźć na zajęcia. A Tomek, że on nie wejdzie. Więc wpadłam do tej sali i mówię trenerowi, że musi go wpuścić, bo to nie jego wina, tylko moja. Ale jaka to moja wina, że zabieg trwał dłużej, nie mam na to wpływu. I go wpuścił, ale że prosi o punktualność. Ale co ja mogę? Więc popędziłam po Joasię i zawiozłam ją na zajęcia. Jeszcze musiałam zrobić zakupy, wpaść na manicure, potem spotkanie z adwokatką… ledwie zdążyłam po syna. Muszę wyjść od pani trochę wcześniej, bo Tomek ma jakieś zadanie z matematyki na jutro, którego nie umie zrobić. Boże, już prawie dziewiąta! Że ten czas tak pędzi! Wieczorem to już padam ze zmęczenia, ale i tak nie mogę zasnąć, a jak zasnę, to budzę się nad ranem i koniec. Rano jest najgorzej, bo dzieciaki się grzebią. Kiedyś organizowałam im konkursy: kto pierwszy się ubierze, kto pierwszy będzie gotowy do szkoły. Już nie działa.

– Miała pani znaleźć kogoś, kto odbierałby dzieci ze szkoły i odwoził na zajęcia – z trudem wbijam się w ten monolog. Edyta wzrusza ramionami.

– Nie miałam czasu się tym zająć. Robię trzy rzeczy naraz, ledwie zdążam. Proszę spojrzeć na mój kalendarz – podtyka mi pod nos zapisane maczkiem strony. – Ale daję radę – uśmiecha się z satysfakcją. – Co wieczór sprawdzam, czy zrobiłam wszystko i odhaczam. Czasem muszę coś przepisać na jutro, ale rzadko.

Ludzi, którzy mają tysiące spraw na głowie i o ich załatwienie walczą z narażeniem życia, wciąż przybywa. Na ich codziennych listach zadań praca jest tylko jednym z punktów. Trzeba jeszcze zająć się dziećmi, zrobić zakupy, wpaść na siłownię lub do fryzjera, nawet spotkanie towarzyskie czasem da się upchnąć, należy tylko pilnować, żeby się nie przeciągnęło. Zdążę czy nie zdążę? Uda się czy nie? Poziom adrenaliny rośnie, jakby to była kwestia życia i śmierci. Wszystko równie ważne, a właściwie nieważne, bo na niczym nie ma czasu się skupić, istotne jest tylko to, żeby wszystko dało się zrobić.

Gdy Edyta rozstała się z mężem, była przerażona: „jak ja sobie z tym wszystkim poradzę?”. Teraz z radzenia sobie czerpie taką satysfakcję, że nic więcej się dla niej nie liczy. Długie listy spraw do

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »