Co nam daje przerwa od seksu – wyjaśnia seksuolog dr Michał Lew-Starowicz

fot.123rf

Sophie Fontanel udała się rzecz niezwykła. W kraju słynącym ze sztuki kochania ośmieliła się wydać „Sztukę sypiania samej”, co więcej,
książka stała się we Francji bestsellerem. Pytamy seksuologa
dr. Michała Lwa-Starowicza, czy „odstawienie” seksu przynosi
więcej pożytku, czy szkody.

To interesujące, że nie ma właściwego słowa określającego brak życia seksualnego – mówiła Sophie Fontanel w wywiadzie dla francuskiego „Elle”, w którym wiele lat pracowała jako dziennikarka. – Abstynencja to twoja decyzja, a większość ludzi nie decyduje, robią to za nich ich ciała. Czystość ma konotacje religijne i filozoficzne. Aseksualność to także niedobre słowo, bo osoba, która nie uprawia seksu, może być ogromnie zmysłowa. Impotencja to też nie jest, bo nie chodzi tu o niemożność fizyczną, tylko o psychiczną, o bunt ciała. Nie ma odpowiedniego słowa, bo to jest lęk przed społeczeństwem. Poczucie winy.

Sophie przez 12 lat dopuszczała się najgorszej niesubordynacji, jaką znają nasze czasy: nie miała życia seksualnego. Nie, nie znaczy to, że jej życie stało się aseksualne. Wprost przeciwnie, twierdzi, że przez ten czas zmysłowość miała dla niej ogromne znaczenie, a nawet jeśli swoje potrzeby zaspokajała tylko w snach czy marzeniach, jakież to były sny i marzenia! Okres ten wspomina jako szczęśliwy, satysfakcjonujący i pełen poczucia wolności, ale też trudny i samotny. Jej przyjaciele nie rozumieli tej decyzji, nazywali Sophie dziwolągiem, próbowali umawiać na randki w ciemno, sądząc, że nikogo nie potrafi sobie sama znaleźć, a koleżanki w jej towarzystwie trzymały mężów na krótszej smyczy. Poznała, co to ostracyzm, niezrozumienie. Z drugiej strony jej podejście do seksu zmieniło się o 180 stopni, przestała nadużywać swojego ciała, a zaczęła odczuwać świat wszystkimi zmysłami.

Pora na bunt

Od czego się zaczęło? Od podróży krzesełkową kolejką linową. Sophie miała wtedy 27 lat. Patrzyła na jodły, górskie szczyty i błękit nieba i nagle do niej dotarło, że takiego właśnie spokoju potrzebuje. Seks przestał ją po prostu interesować. Zrozumiała, że zbyt często mówiła „tak”, nie brała pod uwagę tego, że jej ciało potrzebuje spokoju. Nie słuchała go, więc zaczęło się jeszcze bardziej buntować. Już przed wyjazdem w góry, za każdym razem kiedy Sophie była w intymnej sytuacji ze swoim chłopakiem, jej ciało się blokowało, a pięści zaciskały. I tak było przez kolejnych 12 lat. Odkryła, że seks, który przestaje sprawiać przyjemność, który nuży i jest męczący, potrafi bardziej zubożyć niż jego brak.

A potem była audycja radiowa, którą przypadkiem usłyszała. Prowadzący zachęcał, żeby słuchacze wypowiadali się na gorący temat: „Regularnie uprawiany seks jest nam potrzebny do zdrowia i szczęścia”. Wkurzona chwyciła za słuchawkę i zanim się spostrzegła, była na antenie. – Dlaczego seks miałby być wartością samą w sobie?! – wybuchła. – A co, jeśli nasz partner w dzień zachowuje się wobec nas wrogo, a nocą szuka szybkiej zgody? Mamy uprawiać z nim seks, mimo że w głębi duszy go nie cierpimy? Czy wtedy też to jest dobre dla zdrowia?!

Tak naprawdę jednak wszystko zaczęło się nie w górach, tylko 14 lat wcześniej, kiedy Sophie miała 13 lat (choć wyglądała na 16). Wspomina, że mężczyźni ją fascynowali i pobudzali wyobraźnię. Pewnego dnia w kawiarni zagadnął ją meksykański turysta. Był znacznie starszy i przystojny. Umówili się następnego dnia do muzeum, a potem zaprosił ją do swojego pokoju. Kiedy się rozebrał, była zachwycona, ale na tym chciała poprzestać, on jednak przytrzymał ją za rękę – chyba nie sądziła, że teraz się wycofa. Potem wmawiała sobie, że też tego chciała, tak jak i z kolejnymi partnerami. W swojej książce wyznaje, że w momencie, w którym postanowiła zrobić sobie przerwę od seksu, wróciła do tamtej 13-letniej dziewczynki i pozwoliła jej dorosnąć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »