Czy można być trochę singlem i trochę żyć w parze?

zaanagazowanie w zwiazek
123rf.com

Living Apart Together, czyli będąc razem, ale żyjąc osobno. To taki typ pary, w którym każdy wraca do swojego mieszkania. Czasami to naturalny etap bycia razem. Co jednak w przypadku, kiedy ten etap zmienia się w kolejne lata takiego życia razem, ale osobno?

zaanagazowanie w zwiazek
123rf.com

Różnie się o tej relacji pisze – czasami określa się ją jako „partnerstwo bez wspólnego mieszkania”, czasem „związek na odległość„. Niewątpliwie jest to związek, ponieważ para sama określa siebie jako parę. Często jest też tak, że inni także wiedzą, że „tych dwoje” to para, chociaż każdy z nich mieszka w swoim mieszkaniu. Poza tym takie związki cechuje często trwałość i brak przypadkowości oraz monogamiczność. Dwoje ludzi utrzymuje także relacje seksualne, które nadają cechę intymności takiemu związku. To taki typ związku, w którym wydaje się, że „ma się ciastko i je się ciastko”, czyli zachowuje się dużą niezależność, przy jednoczesnym byciu w zaangażowanej relacji.

Czasem trudno zdefiniować tego rodzaju układ. Małżeństwo określone jest przez status formalny i tworzenie wspólnego gospodarstwa domowego, kohabitacja przez wspólne mieszkanie. Co jednak ze związkiem LAT? Para nie mieszka ze sobą, nie dzieli się wydatkami, nie prowadzi wspólnie gospodarstwa domowego. Tak jakby trochę było się singlem, a trochę w parze. W zasadzie jest się w związku, tylko zachowuje się dużą autonomię.

Ja mam 20 lat, ty masz 20 lat

Dla dwudziestolatków to zazwyczaj normalne, że tworzą parę typu LAT, bo mieszkają wspólnie z rodzicami, nie mając własnych czterech kątów. Najczęściej mają 18-24 lata, nie mają jeszcze dzieci, ani doświadczeń we wspólnym mieszkaniu z partnerem. Przyznają, że po ukończeniu szkoły, studiów i znalezieniu stałego zatrudnienia, mają w planach wspólne zamieszkanie.

„Jestem na piątym roku studiów i jeszcze mieszkam z rodzicami, tak samo jak moja dziewczyna – pisze Jakub. – Każdy z nas ma swój pokój. Rodzice też liberalnie podchodzą, czasem ja śpię u niej, czasem ona u mnie. Najczęściej, kiedy nie ma ich w domu, tak jest wygodniej. Każde z nas trochę pracuje, ale to są staże, jakieś praktyki, zlecenia, nie starczy na to, żeby uskładać na wynajem. Nie ukrywam, że mieszkanie z rodzicami ma też zalety, bo nie muszę się martwić o rachunki. Ale tak poważnie myślimy, żeby po studiach, jak znajdziemy pracę, sobie coś wynająć na początek, pomieszkać razem, spróbować żyć na własny rachunek. A potem, kto wie, jak się to potoczy, może ślub i rodzinka?”, dodaje.

Solo mama, solo tata

Inną grupą, która preferuje tego typu związki to samodzielni rodzice, szczególnie kobiety. Wynika to głównie z tego, że zanim podejmie się decyzję o wspólnym mieszkaniu, należy być pewnym swoich decyzji ze względu na dobro dziecka czy dzieci.

„Jestem po rozwodzie już 5 lat, mam 8-letniego synka. Oczywiście w przyszłości marzyłabym o tym, żeby jakoś z moim partnerem zacząć budować tę rodzinę wspólnie. Na razie on ma własne mieszkanie, ja mieszkam z Kubą. Wszystko mam w tym mieszkaniu poukładane, mamy dwa pokoje z kuchnią. Kuba ma swój, ja śpię w dużym. Nie bardzo sobie wyobrażam, żeby jeszcze miał zamieszkać z nami w tym momencie mój partner i kilka dni w tygodniu jego dzieci. Wiem, że ludzie żyją w gorszych warunkach, ale ja tak nie chcę. Chcę, żeby Kuba nadal miał komfort swojego własnego pokoju. Mój partner ma dużą kawalerkę, więc przeprowadzka do niego nie wchodzi w grę. Na razie tak tkwimy w takim zawieszeniu. Chcemy być razem, ale nie śpieszy nam się z podjęciem decyzji o kredycie na większe mieszkanie, bo to zobowiązania i bardzo poważna decyzja”, mówi Karolina.

LAT forever?

Część dorosłych w wieku 25-40 lat, którzy w większości są bezdzietni i najczęściej nie mają wcześniejszych doświadczeń małżeńskich, ale za to byli już w związkach nieformalnych, preferuje taki styl życia. Z jednej strony to naturalny etap przejściowy w trakcie poznawania się i randkowania. Ale co w przypadku, kiedy z kilku miesięcy robi się kilka lat?

„To nie jest łatwe pytanie, dlaczego mieszkamy osobno – mówi Sylwia. – Z jednej strony mam wrażenie, że się bardzo kochamy, z drugiej – każdy z nas jest po kilku nieudanych związkach. Jakaś taka duża ostrożność się narodziła. Ja się boję, że to się i tak z czasem rozpadnie. Dlatego wolę budować coś powoli. Ale czas płynie szybko i jesteśmy ze sobą razem, pomieszkujemy ze sobą od dwóch lat. To jest problem bardziej dla naszego otoczenia niż dla nas. Jesteśmy już dobrze po trzydziestce i nasi rodzice rozumieją tę rezerwę, ale znajomi traktują jak związek-nie związek, niby razem, a nie do końca. Pytają o ślub, o mieszkanie, dzieci, a nam w sumie jest dobrze tak, jak jest”, dodaje.

Okazuje się, że osoby z naszego otoczenia niekiedy mają problem z definicją, czy jest to poważny związek czy nie. Mówiąc o poważnym, mam na myśli przyszłościowym związku, czyli łączeniu planów życiowych z daną osobą, pojawia się presja wspólnego mieszkania i snucia planów pod wspólnym dachem.

„Mnie się takie mieszkanie osobno podoba. Widzę chyba więcej zalet niż wad. Mam ukochaną kobietę, kiedy chcę to jesteśmy razem, śpimy raz ona tu, raz ja u niej, gotujemy, robimy zakupy. Z drugiej strony oboje mamy swoje drogi zawodowe, sukcesy na koncie, które też wymagają od nas wyjazdów, pracy w domu. I tak jest łatwej. Jak mamy dużo pracy, to każdy pracuje u siebie i może się skupić. Wszystko idzie szybciej. Kiedy ja chcę się spotkać z kumplami i obejrzeć mecz lub ona ma ochotę poplotkować z koleżankami, to sobie nie przeszkadzamy. Oczywiście, że tęsknię za nią w nocy, kiedy nie ma jej obok mnie, ale wiem, że następną już spędzimy razem. Nie wiem, czy tak można całe życie. Pewnie nie”, pisze Michał.

Im jesteśmy młodsi, tym bardziej związek typu LAT postrzegamy jako etap przejściowy do wspólnego mieszkania. Niektórzy badacze zajmujący się tym zjawiskiem sugerują jednak, że relacje typu LAT kończą się szybciej niż związki kohabitacyjne. Im jesteśmy starsi, tym trudniej zdecydować się nam na wspólne zamieszkanie. Możemy kochać i być kochanymi. Realizować siebie zawodowo czy w zakresie pasji – bez kolizji, bez niepotrzebnych konfliktów i napięć. Każdy wraca do swojego domu, jeśli taką ma potrzebę. Być może to nowa forma nieformalnego związku odzwierciedla rozdarcie współczesnego świata – z jednej strony dążenie do samorozwoju, niezależności, równości, a z drugiej strony do chęci bycia kochanym, utrzymywania bliskiej, intymnej więzi i otrzymywaniem wsparcia. Każda para musi się jednak zastanowić, gdzie te granice między zależnością i niezależnością postawić.