Czy warto mówić sobie wszystko w związku?

fot.123rf

Bezgraniczne oddanie i potrzeba symbiozy z partnerem rodzi też pragnienie posiadania o nim pełnej wiedzy. Co, jeśli ukochany coś skrywa? Albo wyznaje rzeczy, których wolałabyś o nim nie wiedzieć? Pawła Droździaka, psychologa i psychoterapeutę, pyta Renata Mazurowska.
Przyznam, że zawsze mnie zadziwiała ludzka potrzeba, by w kolejnych związkach opowiadać sobie o poprzednich partnerach, na ogół źle…

To proste: poznajemy kogoś nowego, powierzamy mu swoje tajemnice i w ten sposób podkreślamy, że istnieje jakaś intymność, bo odkrywamy, że mówimy i robimy z tą osobą to, czego nie robimy z innymi. To rodzaj psychologicznych zaślubin. Opowieść o poprzednich partnerach jest czymś w rodzaju ofiary złożonej partnerowi, wiana wniesionego do związku.

Zaznaczamy nieważność poprzednich relacji, a podkreślamy ważność tej, którą właśnie zakładamy?

Tak, bo „teraz to ty jesteś tym kimś szczególnym, a te osoby stają się tylko historią”.

Jest też w tym pewna kokieteria: „Powiedz mi, że te przede mną nie miały znaczenia, że tak naprawdę dopiero gdy mnie spotkałeś, odkryłeś, że jestem tą jedyną, kobietą twojego życia”.

Gdy ona pyta: „Ile miałeś kobiet?”, to nie znaczy, że chce naprawdę wiedzieć, znać liczbę. Chce tylko trochę poprowokować, postawić pod ścianą, zobaczyć, jak partner sobie poradzi z tym pytaniem. Podobnie, gdy on pyta: „Czy z tamtym było ci lepiej niż ze mną?”. Przecież on nie chce usłyszeć, jak naprawdę wypadł w tym porównaniu. Chce coś dostać, ale czy to koniecznie musi być prawda? Co by wtedy z nią zrobił? Dlatego sądzę, że ta prawda powinna być zarezerwowana dla psychoanalityków albo na tę smutną chwilę, gdy swój aktualny związek bezpowrotnie chcemy zamordować.

Jest jeszcze inny aspekt mówienia sobie wszystkiego – to szczególny sposób unikania odrzucenia. Na zasadzie „Powiem teraz, od razu wszystko to, co najgorsze, i jeśli on mnie nie odrzuci, to później już raczej to nie nastąpi. A jeśli ma odrzucić, to lepiej od razu, zanim się zaangażuję. No więc od razu mówię wszystko”. Czasem to działa, bo rozbraja.

A co, jeśli naprawdę nie chcemy mówić o przeszłości?

Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do takiego sposobu rozpoczynania relacji, że sobie jednak o przeszłości opowiadamy, to może mieć pewien niepokój, gdy druga osoba nie chce o tym rozmawiać. Pojawia się obawa, czy to znaczy, że w tej przeszłości jakoś tkwi, nie potrafi jej dla mnie porzucić, zdradzić? Może tak być, ale może być i tak, że ta przeszłość ma na tyle traumatyczny wymiar, że dla tego kogoś jedynym sposobem radzenia sobie jest o tym po prostu zapomnieć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »