Czym jest radość seksu i jak ją osiągnąć?

fot.123rf

Bachantka w łóżku. Mężczyźni mogą się jej wystraszyć. Kim jest? Możesz to być ty, ale uwolniona z gorsetu „nie wypada”. Nieskrępowana, dzika, wolna kochanka. Tylko jak się nią stać? Jak doświadczyć nieskrępowanej radości seksu? Czy to możliwe z obcym, czy tylko z ukochanym? – To nie zależy od uczuć lub ich braku do kochanka, ale od tego, czy nasze wewnętrzne dziecko ma się dobrze. Czy umie się bawić i zapomnieć w zabawie – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Czym jest radość seksu i jak ją osiągnąć?

Moje ulubione książki o miłości fizycznej, czyli „Lubię seks” (z nadtytułem „Radosny seks na XXI wiek”) Suzi Godson i Mel Agace oraz „Radość seksu” Alexa Comforta, mówią w naturalny i nieoceniający sposób o seksualności. Nie znajdziemy w nich uzasadnienia dla „nie wypada”, o ile kochankowie są dorośli i nie działają pod przymusem. Ale też i odpowiedzi na pytanie: dlaczego to takie trudne cieszyć się z tego, co może dać ciało?

Umiesz się wygłupiać? Psocić? Zrobić to, na co masz ochotę? Zapomnieć o „wypada” i o „co ludzie pomyślą?!”. No właśnie! Pstro! A udany seks robi nam wewnętrzne dziecko. Nie wydaje się to właściwe mieszać w to dzieci, ale chodzi mi o jeden z aspektów naszej osobowości. Wewnętrzne dziecko to zdolność do nieskrępowanej zabawy. Obok niego jest też wewnętrzny dorosły (wybiera i decyduje o strategii działania) i rodzic (bywa krytyczny i oceniający). No i właśnie: wewnętrzny rodzic! To jego robota, jeśli wewnętrzne dziecko jest tak stłamszone rygorem zakazów, dyscypliną powagi i Bóg wie jakich jeszcze pretensji, że nie umie zaśmiać się głośno, a co dopiero pozwolić nam puścić hamulce w łóżku.

Jeśli więc aspekt osobowości odpowiedzialny za zabawę jest przytłumiony, to o radości seksu możemy tylko pomarzyć?

Ten wewnętrzny rodzic jest prawie lustrzanym odbiciem stosunku, jaki mieli do nas mamusia i tatuś. A że u nas często wychowuje się dzieci, sztorcując je za byle co, porównując z kolegami, ośmieszając, a jednocześnie wciąż podnosząc porzeczkę, to nie wierzę w statystyki mówiące, że tak nam dobrze w pościeli. Polscy rodzice nie należą do tych, którzy umieją wprowadzać dzieci w seksualność. Spontaniczność, możliwość robienia tego, na co mamy ochotę, co jest podstawą radości seksu, to nasza domena, o ile byliśmy wychowani bezpruderyjnie, akceptowani tacy, jacy jesteśmy, i kochani. Wtedy nie zastanawiamy się, co powinniśmy, ale całujemy, pieścimy, oddajemy się całkowicie lub bierzemy w seksie zachłannie. A o to właśnie chodzi! Mamy wchodzić w seks jak w wakacje!

Jest środek zimy, więc może raczej jak w ferie?

Byle nie jak w pracę! Nigdy nie wsuwaj się pod kołdrę jak za biurko. No, chyba że tam będziesz miała swoje ukochane kreatywne zajęcie.

Wybierajmy więc kochanków, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo. Ale jeśli radości seksu w pakiecie nie mamy, jak się o nią wzbogacić? Badanie relacji z rodzicami na kozetce analityka czy jakiś afrodyzjak po prostu?

Sztuczne podniety, gadżety, chemiczne afrodyzjaki nic nie dadzą. Nie idziemy wtedy ku radości seksu. Można zacząć inaczej. Spróbujmy nasze wewnętrzne dziecko nauczyć zabawy erotycznej. Zacznijmy od podstaw, od piaskownicy! A więc gra wstępna musi być, to ona buduje poczucie przyjemności. Czułość musi być. Mizianie, pieszczenie, zachwyty muszą być. To podstawa radości seksu, bo dzięki nim następuje coś szalenie ważnego. Otóż nasze ciało przygotowuje się do miłości. Bez gry wstępnej brak mu tej gibkiej miękkości, tego ruchu bioder i ramion, jakie towarzyszy grze erotycznej.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »