Debata: cały ten seks!

fot. Rafał Masłow

Erotyka jest wszechobecna na billboardach, w filmach i w sieci. Z kolei w domach i szkołach ten temat jest zamiatany pod dywan. O tym, jak mądrze oswajać dzieci z seksualnością i nie dać się presji bycia sexy 24 godziny na dobę, rozmawiają Joanna Olekszyk i jej goście: Alicja Długołęcka, Małgorzata Ohme i Andrzej Depko.
Niedawno hucznie obchodziliśmy 25 lat wolności. Czy to było również 25 lat wolności seksu? Coś w tej sferze wygraliśmy? Jesteśmy bardziej wolni w seksie?

Alicja Długołęcka: Zajmuję się edukacją seksualną dzieci, zresztą właśnie od 25 lat, i mam wrażenie, że jeśli coś się w niej zmienia, to na gorsze. Gdy prowadzę zajęcia z nauczycielami i psychologami, to za wzór stawiam im Polskę lat 80., mimo że nie należę do osób, które wspominają te lata z sentymentem.

Jest aż tak źle?

Małgorzata Ohme: Wiele rzeczy zamiata się pod dywan, a tymczasem temat seksu jest obecny w mediach, dzieciaki mają do niego dostęp, w związku z tym powstaje ogromna rozbieżność między tym, że z jednej strony jest dużo powierzchownej wiedzy na temat seksu w Internecie, na dodatek okraszonej przemocą i wulgaryzmami, a z drugiej jest ta przerażająca cisza, z którą dzieciaki się stykają w domach i w szkołach.

Andrzej Depko: Nie sposób nie zgodzić się z Alicją, że jeśli chodzi o edukację seksualną, to można powiedzieć, że staliśmy nad przepaścią i zrobiliśmy duży krok do przodu. To smutne, bo tak jak powiedziała Małgosia, jednocześnie następuje niewyobrażalna seksualizacja społeczeństwa. W społeczeństwie, w którym dyskurs o seksualności jest bardzo spłycony, a wręcz nawet nie istnieje, młodych ludzi seksualizuje się na każdym kroku: w mediach, literaturze, natomiast oni nie są przygotowani do odbioru tych treści, do należytej socjalizacji tej seksualności. Dochodzi do spłycenia tematu i instrumentalizacji drugiej osoby. Efekt będzie taki, że w społeczeństwie nastąpi katastrofa. Zapłacimy za to wysoką cenę w relacjach.

Czyli rola edukatorów seksualnych, psychologów polega właściwie na naprawianiu?

A.D.: Tylko że pewnych rzeczy nie da się naprawić. Wychowanie seksualne, jego zasadnicza część, odbywa się w domu, i to w pierwszych latach życia. Nie będę demonizować, że w pierwszych trzech, ale na pewno w pierwszych jedenastu, czyli do fazy przedpokwitaniowej, kiedy dziecko się zamyka w sobie, autonomizuje psychicznie, również seksualnie. Późniejsze oddziaływanie na poziomie szkoły ma oczywiście jakiś wpływ, ale nie formuje postaw. Ja mogę co najwyżej edukować mądrze rodzica, aby on świadomie kształtował pozytywną postawę dziecka wobec szeroko pojętej seksualności. Resztę może uzupełnić szkoła, wyposażając w rzetelne informacje.

M.O.: Może i nie może, ja uważam, że rola edukatorów seksualnych jest bardzo trudna. W tym całym szkolnym zbiorowisku znajdują się dzieci z różnych domów, które mają różnych rodziców, a ci wyznają różny światopogląd i wiarę, mają różne doświadczenia seksualne, co się przekłada na to, jak mówią o seksie.

A.D.: Zauważyłam, że sama młodzież jest znudzona tym, że my, dorośli, tak o ten seks się kłócimy. Młodzi nie rozumieją, o co chodzi.

An.D.: Młodzi nie rozumieją, bo dla nich seks to po prostu pukanko. Zupełnie oddzielają go od uczuć i odpowiedzialności. Gdy ten młody człowiek dorośnie, nawiąże jakąś relację, która mu się potem posypie, to może pojawi się w nim refleksja i trafi do gabinetu terapeuty. Jako społeczeństwo pracujemy na to, żebyśmy mieli nasilenie epidemii rozpadu związków, samotności albo wręcz niechęci do zakładania związków.

A.D.: Użyję mocnego przykładu. Rozmawiałyśmy przed chwilą z Małgosią i obie odkryłyśmy, że w klasach 1–3 w słowniku dzieci „gwałt” jest tożsamy ze słowem „seks”. Prawdopodobnie bierze się to z tego, że dzieciaki oglądają w telewizji te wszystkie prymitywizujące obraz życia programy typu „Ukryta prawda” czy „Pamiętniki z wakacji” i z nich czerpią wiedzę o świecie i relacjach. Podczas gdy my, edukatorzy, jesteśmy odsądzani od czci i wiary, że chcemy dzieciaki mądrze uświadamiać.

M.O.: Tymczasem w podręczniku do przyrody z czwartej klasy szkoły podstawowej mamy dość zabawny opis, że nasienie przedostaje się przez nasieniowody, wydostaje się na zewnątrz i jest wprowadzane do organizmu kobiety lub nie. I jest to podane bez żadnego komentarza. Więc mój syn się pyta, jak jest wprowadzane i co się z nim dzieje, gdy nie jest wprowadzane. Szkoła tego nie wyjaśnia. Nie towarzyszy temu żadna informacja dotycząca relacji, emocji. A to przecież idealny moment, by o tym porozmawiać.

A.D.: Powiedziałabym nawet, że to jeden z ostatnich momentów.

M.O.: Wielu rodziców strasznie boi się dziecięcej seksualności. Na przykład temat masturbacji dziecka wprawia ich w stan kompletnego przerażenia. Pamiętam mamę 11-letniego chłopca, która po wyjściu swojego syna spod prysznica wąchała mu stopy. Chciała sprawdzić, czy on się tam onanizuje, czy tylko kąpie. Jakie to straszne przekroczenie granic, jaka ingerencja!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »