Debata: Czy orientacja ma znaczenie?

fot. Rafał Masłow

W domu i szkole uczymy się albo oduczamy, jak powinna wyglądać więź kobiety i mężczyzny. Większość z nas nie ma pojęcia, jak to działa w związkach homoseksualnych. O to, czego moglibyśmy dowiedzieć się w kwestii miłości od gejów i lesbijek, Paulina Młynarska pyta Michała Piróga i Martę Konarzewską, front „hetero” reprezentują Piotr Najsztub i Paweł Droździak.
Brytyjski Economic and Science Research Council opublikował niedawno badanie przeprowadzone na pięciotysięcznej grupie hetero- i nieheteroseksualnych osób. Wynika z niego, że geje i lesbijki mają bardziej pozytywne i szczęśliwe relacje z partnerem niż osoby heteroseksualne. Co wy na to?

Piotr Najsztub: Tak pewnie jest, ponieważ nie chodzi im o te straszne dzieci, o ten rozwój świata! Są wolni od obciążeń, które mają normalsi (śmiech). Nie prowadzą wojny płci.

Marta Konarzewska: Prowadzą za to wojny genderowe. Moja dziewczyna ma w sobie dużo „męskiego genderu”, więc wojna trwa przez cały czas.

Przykład takiej wojny?

Michał Piróg: Między facetami to działa w ten sposób: niby nie definiujemy, kto w związku odgrywa jaką rolę, ale… Załóżmy, że ja podejmuję decyzję, że coś ma być tak, a nie inaczej. I nagle słyszę: „a dlaczego ma być tak?”. Odbierasz drugiemu facetowi możliwość decydowania, a to boli. Mężczyzna ma się podporządkować? To jest bardzo trudne.

Obaj chcą nosić spodnie?

M.K.: Nie chodzi o stereotypowe przeniesienie ról kobiety i mężczyzny w związku. Powiedziałabym raczej, że jeśli męskie jest podejmowanie decyzji i władza, to w wypadku gdy jeden to przejmuje – drugi traci. Dostaje trochę „słabszego” genderu, w kulturze zazwyczaj przyklejonego do kobiet. To wystarczy, by wybuchła wojna genderowa. Podobno kobiety dużo mówią i lubią dekonstruować wszystkie sytuacje, dochodzić, a jak to było, dlaczego, skupiać się na każdym problemie dla samego gadania. A faceci niby wolą milczeć i przejść do następnego tematu, „no zgubiłaś, nie płacz, kupię ci nowe”, a dziewczyna na to: „ale ja chcę dotrzeć do tego, dlaczego mnie to boli, chcę poprzeżywać”. W naszym związku, który jest związkiem dwóch kobiet, jest dokładnie tak samo – ja chcę „poprzeżywać”, a Agata chce „kupić nowe”. Wojna płci to jest właśnie wojna genderowa, a nie biologiczna. Mamy w sobie różne pierwiastki, bez względu na płeć.

P.N.: To nie wojna genderowa, a charakterologiczna.

M.K.: Ale kultura nam „wygenderowała” charaktery!

M.P.: Jeśli jedna połówka jest uległa, a druga nie, to jest mniejszy problem. Gorzej, kiedy obaj są silni i samostanowiący o sobie. Wtedy zaczynają się starcia. Niby jest chemia, ale każdy chce iść na przedzie z proporcem „to ja jestem głową rodziny”.

Paweł Droździak: Widziałem pary homoseksualne, które się tłukły po prostu.

M.P.: Pamiętam śmieszny incydent ze swojego poprzedniego związku. Wracaliśmy z meczu piłki nożnej i zaczęła się między nami sprzeczka. Moje argumenty były zbijane, a bardzo chciałem, żeby stanęło na moim. Partner nie odpuszczał i zaczęliśmy się prać. Na środku ulicy! (śmiech).

Jak to kibice!

M.P.: Ale wiesz, na pięści i tak dalej, znajomi nie wiedzieli, co zrobić.

P.N.: Nigdy nie pójdę na mecz!

No dobra, żarty na bok. Przemoc domowa nie ma orientacji?

M.K.: Być może wśród kobiet będzie tej przemocy relatywnie mniej, bo jesteśmy socjalizowane do tego, żeby być tymi spokojniejszymi. Przemoc albo jest, albo jej nie ma, i nie ma to związku z orientacją.

Wiedzę, jak budować relacje, wynosimy z domu rodzinnego, a tam ciągle jest wzorzec: kobieta–mężczyzna. Jak to się odzwierciedla w związkach homoseksualnych?

P.D.: Ja myślałem, że tego się dzisiaj dowiem (śmiech). To, co robimy w związkach, zawsze jakoś się łączy z tym, jak dorastaliśmy, mając określoną parę rodzicielską, ale ten związek nie musi polegać na prostym kopiowaniu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »