Debata o zdradzie

Czy można ją wybaczyć? Kiedy jest wyrokiem dla związku, a co się musi stać, by dała mu nową siłę? Weronika Wawrzkowicz i jej goście – Agata Passent, Maria Rotkiel i Andrzej Pągowski – szczerze rozmawiają o wszystkich odcieniach niewierności.
Weronika WAWRZKOWICZ: Jedna z moich znajomych zaskoczyła mnie zdaniem: „jeśli chodzi o seks, pal sześć, gorzej, kiedy stoi za tym zakochanie”. Jakie jest wasze podejście do zdrady?

Agata PASSENT: Wiem, że byłam zdradzana. Sama też to robiłam, ale często nie to było prawdziwym powodem rozpadu związku. Wiadomo, że inaczej patrzy na to kobieta w moim wieku, a inaczej nastolatka, która pierwszy raz kocha na zabój. Ona niewierność będzie rozpatrywać w kategoriach życia i śmierci. Jeszcze nie wie, jak radzić sobie z emocjami. W tym wieku potwornie przeżywa się, co inni o nas powiedzą. I wtedy zdrada to coś, co może zabić.

Maria ROTKIEL: Jeżeli chcielibyśmy zdefiniować, czym jest zdrada, to myślę, że sprzeniewierzeniem się umowie. Problem polega na tym, że czasami nam się wydaje, że pewne granice są oczywiste. Tymczasem druga osoba nie ma o tym pojęcia. Na tym zresztą polega wsparcie terapeutyczne par. Z pomocą kogoś, kto widzi związek z dystansu, ludzie często po wielu latach na nowo ustalają zasady bycia razem.

Andrzej PĄGOWSKI: Znam wiele przypadków, gdy zdrada rozwaliła związek. Chodziło o kompletnie nieistotną, głupią sytuację. Ale ponieważ reakcja poszła jak lawina – szybko i emocjonalnie – nie było czasu, by usiąść i zastanowić się, co się tak naprawdę stało. Powiem szczerze – nie należałem do osób najwierniejszych. Człowiek jest tak skonstruowany, że od czasu do czasu hormony zabuzują, szczególnie w młodości. Ale jeżeli to coś, co pojawiło się nagle i nie stwarza zagrożenia, ucinanie ważnej dotąd relacji jest niepotrzebne. Oczywiście, inaczej to wygląda, jeśli sytuacja się powtarza, a ludzie się oszukują. Po co być wtedy razem?

W.W.: Wiele osób po zdradzie od razu wystawia za drzwi walizki partnera. Ale załóżmy, że jesteśmy w stanie opanować emocje i siąść do rozmowy…

Ag.P.: Zdrada pojawia się zawsze z jakiegoś powodu. Gdybym dzisiaj była zdradzona, pomyślałabym, że on szuka czegoś, czego ja mu może nie daję. Zaniedbałam nasz związek. Może zaniedbałam siebie…? Chyba w ogóle mam tendencję do obwiniania siebie, ale zanim bym leciała z awanturą, spróbowałabym spokojnie pogadać.

A.P.: À propos tego, co gra, a co nie gra. Zawsze używam porównania do restauracji. Człowiek lubi jedno konkretne miejsce. Jest wiernym klientem, smakują mu te, a nie inne dania. I nagle kelner nie taki, coś się popsuło, sytuacja się powtarza. W końcu myślisz: „idę gdzie indziej”. Jeżeli w związku nie dba się o temperaturę relacji, to wymknie się on spod kontroli. I nie muszą to być ekstremalne akcje, kiedy idziemy do łóżka z inną osobą. Mam na myśli tysiące innych form wspólnego spędzania czasu – choćby niewinne spotkanie w kawiarni. Zaraz ktoś uprzejmie doniesie, że widział naszego partnera z kimś innym, i ta kula śniegowa zaczyna się toczyć. Inna rzecz, że nigdy wcześniej nie było tak łatwo wyciągnąć kobietę z imprezy. Nieważne, 20- czy 50-letnią, to jest aż smutne. Pamiętam, że dawniej trzeba się było przynajmniej trochę postarać.

W.W.: Przyjrzyjmy się sytuacji, kiedy osoba, która zdradziła, przyznaje się do tego. Niby szlachetnie, ale czy to nie jest rodzaj egoizmu?

A.P.: Nie, to nie jest tak. To są sytuacje, które wymykają się spod kontroli. Znam masę przypadków, kiedy wtrącają się ludzie z zewnątrz i zaczynają drążyć temat. Według mnie to jest sprawa zainteresowanej dwójki. Kiedy zdradę ujawni osoba trzecia, człowiek czuje się wtedy podwójnie rozczarowany.

M.R.: Jeżeli ktoś przychodzi do partnera z wyznaniem prawdy tylko po to, żeby zrzucić ciężar i poczuć się lepiej, to bardzo egoistyczne. Ale czasem porozmawianie o tym, co się wydarzyło, może pomóc. Znam pary, które po zdradzie naprawiły swoją relację. Zdrada zawsze coś komunikuje. Może wskazywać na niedojrzałość któregoś z partnerów, sygnalizować zaburzenia osobowości, ale też to, że w relacji komuś jest źle i nie potrafi sobie z tym poradzić. Jeżeli para dobrze ten sygnał rozpozna, to może wyciągnąć z tego mądre wnioski. Ale to może być też ten moment, kiedy uznamy – rozstańmy się w końcu, bo to nie ma sensu.

A.P.: A ciąg dalszy? Znam mnóstwo historii, kiedy jedno z partnerów odchodzi do kochanka czy kochanki, zaczyna budować nowy związek… I co? I nagle okazuje się, że to była kompletna pomyłka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »