Dlaczego nie mam faceta?

fot. 123rf

Szukanie partnera to proces o tyle trudny, że wymagający dobrego poznania siebie, swoich potrzeb, zalet i wad. Zamiast tego mamy tendencję do skupiania się na drugiej osobie – jaka powinna być i co powinna nam dać. Psycholog Ewa Klepacka-Gryz w kolejnym odcinku Terapii Jednego Spotkania przygląda się dylematom Iwony, 35-letniej singielki.

Życie w pojedynkę może być świadomym wyborem, ale też wynikać z lęku przed bliskością czy urazy po ostatnim związku. Dopóki nie próbujemy znaleźć partnera, powód jest bez znaczenia. Kiedy jednak mamy za sobą kilka prób bez efektów, zaczynamy myśleć: ,,Coś ze mną nie tak”, ,,Może nie nadaję się do życia w związku?”. Tymczasem to nie z nami jest coś nie tak, tylko z naszym podejściem do tematu, a konkretnie z gotowością do wejścia w nowy związek.

Punkt wyjścia

Iwona przyszła do mnie, ponieważ od kilku lat nie mogła znaleźć odpowiedniego partnera. Już od progu sprawiała wrażenie pewnej siebie, zdyscyplinowanej. – Jeśli mamy tylko godzinę, to od razu powiem, o co mi chodzi. Pięć lat temu zakończyłam toksyczny związek i postanowiłam zainwestować w swój rozwój, by kolejny raz nie popełnić błędu, ale chyba to nie we mnie tkwi przyczyna… – zaczęła. – Zatrzymajmy się na moment, powiedz, jak wyglądał ten toksyczny związek – poprosiłam. – Wszystko robiliśmy tak, jak chciał mój partner. Jedliśmy to, co on lubił, oglądaliśmy filmy, które on wybierał, jeździliśmy na wakacje w jego ulubione miejsca. – Czy on tego od ciebie oczekiwał? – To chyba naturalne, że żyjąc razem, uwzględnia się potrzeby partnera? – odpowiedziała Iwona po chwili namysłu. – Nie odpowiedziałaś na moje pytanie: czy on tego od ciebie oczekiwał? – Chciałam, żeby jemu było dobrze. – A co z tobą? – Cieszyłam się, kiedy był szczęśliwy, ale… – Smuciłaś się, gdy był smutny? – No właśnie. – Kiedy poczułaś, że związek nie daje ci satysfakcji? – Kiedy w ostatniej chwili powiedział, że nie pójdzie ze mną na urodziny mojej najlepszej przyjaciółki. Poszłam sama i wcale się dobrze nie bawiłam.

– Co poczułaś, kiedy odmówił pójścia na urodziny przyjaciółki? – spytałam. – Że mnie nie kocha. – Dlaczego? – Bo gdyby kochał, wiedziałby, że bez niego nie umiem się dobrze bawić.

Związek Iwony prawdopodobnie był oparty na uzależnieniu, a nie na prawdziwej bliskości. Była całkowicie skupiona na partnerze. Chciała uszczęśliwić ukochaną osobę i wierzyła, że ma moc, by to zrobić. Zapomniała o sobie, ale winą za to obarczyła partnera: „On o mnie nie dba. A jak nie dba, to znaczy, że nie kocha”.

Krok 1. Robimy bilans ostatniego związku Iwony

– Powiedziałaś mu o swoich odczuciach? – spytałam. – Nie. Kiedy ludzie się kochają, nie muszą mówić o takich rzeczach. Ja zawsze wiedziałam, co dla niego jest ważne, co lubi, a co mu sprawia przykrość – odpowiedziała Iwona. – Dlaczego ty wiedziałaś, a on nie? – drążyłam. – Bo on myślał tylko o sobie, ja nie byłam dla niego ważna. – To musiało być dla ciebie przykre. Z tego, co mówisz, wiele w ten związek zainwestowałaś.
– No właśnie – przytaknęła. – Bardzo dużo dałaś, a  co dostałaś w zamian? – Prawie nic. – Wyobraź sobie, że w związku jest wszystkiego zawsze po 100 proc. Jeśli ty w 90 proc. nastawiona byłaś na dawanie, dla twojego partnera zostawało jedynie 10 proc. Czy to rozumiesz? – spytałam Iwonę. – Myślałam, że jeśli dużo dam, to tyle samo dostanę. – Tylko że nie zostawiłaś swojemu partnerowi przestrzeni do dawania.

Po zakończeniu związku często robimy bilans, podsumowanie, chcemy odkryć, dlaczego nam się nie udało. To ważny moment, bo dzięki temu uda nam się w przyszłości uniknąć podobnych błędów. – Po rozstaniu postanowiłam zadbać o siebie. Miałam dosyć mężczyzn. Zmieniłam fryzurę, zaczęłam się inaczej ubierać. Poznałam nowe przyjaciółki, też singielki tak jak ja. No i zapisałam się na różne warsztaty rozwojowe – ciągnęła swoją opowieść Iwona. – Jaki był tego cel? – Chciałam stać się sama dla siebie atrakcyjna. Chciałam też nauczyć się flirtować, byłam nawet na kursie tantry, żeby odkryć swoją kobiecość. – To było cenne doświadczenie? – Bardzo. Przede wszystkim spotkałam inne kobiety, które tak jak ja trafiały na niewłaściwych mężczyzn… – Czujesz, że poprzedni partner nie był właściwym mężczyzną, że źle wybrałaś? – spytałam. – To chyba jasne. Nie rozumiał mnie, nie kochał wystarczająco.

Samodzielnie przeprowadzony bilans po związku często sprowadza się do napiętnowania winowajcy i konkluzji: ,,Do tej pory wybierałam niewłaściwych mężczyzn”.  Tyle że za satysfakcję w związku zawsze odpowiadają obydwie strony.

Krok 2. Dookreślamy kłopot Iwony

Według zaleceń terapeutów małżeńskich po zakończonym związku potrzebujemy około dwóch lat na pobycie w pojedynkę. Celem tego okresu jest podsumowanie i zamknięcie związku, a przede wszystkim lepsze poznanie siebie. U Iwony ten czas wydłużył się do pięciu lat. – Co się zmieniło w tobie przez ten czas? – spytałam. – Jestem bardziej dojrzała, świadoma siebie, wiem, czego chcę i czego nie chcę. Zainwestowałam dużo czasu, energii i pieniędzy we własny rozwój – odpowiedziała Iwona. – Co jest więc twoim kłopotem (celowo nie używam określenia „problem”)? – Nadal jestem sama. – To źle? – Jestem szczęśliwa, ale smutno mi, kiedy wracam do pustego domu. Dość mam już wakacji z koleżankami, babskich spotkań. Tęsknię za obecnością mężczyzny. – Czy przez ten czas umawiałaś się na randki? – Tak. Kilka razy. Z chłopakami poznanymi na portalach randkowych, raz z kolegą chłopaka znajomej i raz z kimś ode mnie z pracy. – I? – Niestety, żaden z nich nie spełnił moich oczekiwań. – Chodzi więc o to, że spotykani mężczyźni nie spełniają twoich oczekiwań? – Myślisz, że są zbyt wygórowane? – spytała Iwona.
– Nie wiem, staram się dokładnie nazwać twój kłopot. Być samą można z wielu powodów. Ty jesteś sama, bo nie spotkałaś tego właściwego mężczyzny – odpowiedziałam. – Na jednym z warsztatów wypisywałyśmy cechy swojej bratniej duszy. Dzięki temu dowiedziałam się, jakiego potrzebuję partnera. Chciałabym, żeby inwestował w swój rozwój, był wegetarianinem, miał artystyczną duszę, był wyższy ode mnie. To zbyt wiele?

Zgodnie z obiegową opinią, jeśli trafiamy na „niewłaściwych” mężczyzn, to oznacza, że nie wiemy, jaki mężczyzna jest dla nas tym „najwłaściwszym”, innymi słowy – trzeba spisać listę cech potencjalnego kandydata. Czyli musimy wiedzieć, kogo szukamy. Ale czy wiemy, kto szuka?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »