„Na początku był seks” – jak to się wszystko zaczęło

123rf.com

Nowa publikacja Wydawnictwa Czarna Owca – „Na początku był seks” – jest dziełem niezwykłym. Łączy w sobie elementy wykładów naukowych z wielu dziedzin, poradnika dotyczącego związków
i wielkiego projektu zmiany mentalności okraszonych humorem i błyskotliwymi uwagami, przez co czyta się je wyjątkowo przyjemnie.

Jej autorzy to Cacilda Jethá – psychiatrka i lekarka oraz Christopher Ryan – literaturoznawca i psycholog. Oboje, żyjąc niestandardowo, jeździli po świecie i poznawali różne kultury, dzięki czemu spojrzeli na naszą zachodnią seksualność z odpowiedniego dystansu. Ich celem było pokazanie, jak wiele wysiłku ludzkość włożyła w krzewienie idei świętej heteroseksualnej monogamii do końca życia i jak bardzo ten model się nie sprawdza w dzisiejszych czasach (a może i w każdych), bo jest sprzeczny z ludzką „naturą”.

Za pomocą wielu fascynujących argumentów z dziedziny biologii, zoologii czy teorii ewolucji autorzy udowadniają, że głoszona przez autorytety religijne i naukowe (tak się składa, że to przeważnie mężczyźni) teoria o całkowitej różnicy pomiędzy seksualnością kobiet i mężczyzn to wymysł kulturowy. Darwin i jego następcy pozostawali pod wpływem XIX-wiecznych wartości i przez ich pryzmat oceniali życie człowieka prehistorycznego. Zanim jednak człowiek z łowcy zamienił się w rolnika i zaczął walczyć o ziemię i dominację, relacje między płciami nie musiały układać się hierarchicznie.

Socjobiologia do tej pory uczyła, że małżeństwo takie, jakie znamy dzisiaj od zawsze zaspokaja potrzeby kobiet i mężczyzn. Oni – z „natury” poligamiczni inwestują w partnerkę (najlepiej dziewicę), żeby być pewnym ojcostwa dzieci, gdyż zależy im na przekazaniu swoich genów. One – raczej monogamiczne i mniej zainteresowane seksem pragną dobrych warunków bytowych dla siebie i dzieci, dlatego atrakcyjni wydają się im partnerzy posiadający jakieś zasoby. Dobrem kobiet jest ciało i seksualna dostępność, które oferują w zamian za bezpieczeństwo i ochronę. Ta dość smutna wizja dziejowej prostytucji i nieprzekraczalnego konfliktu interesów (jesteśmy jakoby z Marsa i Wenus) leży u podstaw patriarchatu. Może ona mieć rację bytu tylko wtedy, gdy wmówi się ludziom, że kobiety nie mają popędu seksualnego lub nie powinny go odczuwać.

Jakkolwiek taki pomysł może się wydawać absurdalny, robiono to przez setki lat i robi się nadal. W naszej kulturze na przykład wychowuje się dzieci do „czystości”: potępia się masturbację