Czy seks w prezencie to dobry pomysł ? – porozmawiaj na czacie!


O tym, czy seks jest dobrym prezentem dla partnera, porozmawiaj na czat.onet.pl

6 grudnia o godzinie 19.00 zapraszamy na czat z psycholog Magdaleną Kołodkiewicz, autorką książki „Zupa musi być”:

Zupa pikantna

Dzisiaj Boguś pojechał w delegację do babci, a ja szykuję obiad tylko dla jego taty i same myśli kosmate mi po głowie krążą. Tylko ja i tata Bogusia, i muzyka, i świece, i kto wie, co może się zdarzyć, ach, jaka jestem podniecona, ma się rozumieć, że to wszystko wymaga odpowiedniej oprawy, wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju, normalnie nie wytrzymam tego napięcia, jeżeli się natychmiast czymś nie zajmę.

Otworzyłam lodówkę. Piersi kurczaka, pełne i bladoróżowe, zafalowały namiętnie, zgarnęłam je więc zdecydowanym ruchem razem z francuszczyzną, włoszczyzna jakoś zdecydowanie mi dziś do zupy nie pasowała.

Z dna szafy wyłowiłam szpilki, o zgrozo, krwistoczerwone, niebotyczne stiletto, które dostałam od taty Bogusia, no z całą pewnością nie do chodzenia, no nie oszukujmy się, to nie są nawet buty do stania, do siedzenia lub leżenia owszem, ewentualnie można jeszcze nimi kogoś zaciukać, profesjonalnie zasztyletować, jak sama nazwa wskazuje. Ale nie demonizujmy, nie można przecież tak łatwo się zniechęcać, jak dobrze pójdzie, to nie będę musiała w tych szczudłach zrobić ani kroku, scenariusz jest następujący: tata Bogusia wpada do domu, przyciska mnie do ściany oszalały z pożądania i na rękach niesie do sypialni, wystarczy, że postawię te lakierki zaraz przy drzwiach i tylko w nie wskoczę, kiedy zadzwoni do drzwi, żadnych tam kaskaderskich wygibasów po drodze.

Tak, koniecznie trzeba iść na całość, zdecydowałam, obierając szparagi wprawnymi, posuwistymi ruchami, od końca łykowatych trzonków aż po jędrne główki, z góry na dół i z powrotem. Tak, szparagi to bardzo dobry wybór. Szparagi i całe tony pieprzu, a do tego oczywiście białe wino. Otworzyłam butelkę i kapnęłam trochę do garnka, potem chlusnęłam sobie do kieliszka, po czym wlałam kieliszek do zupy, a sama pociągnęłam prosto z butelki.

Wysłałam wiadomość do taty Bogusia, żeby wracał jak najszybciej, i tanecznym krokiem ruszyłam przymierzać kiecki, ale nic, ale to absolutnie nic mi się nie podobało, nawet ta czarna bez pleców, na której uwiesił się ostatnio Boguś, co przedłużyło dekolt zdecydowanie za daleko, aż do kolan, no nie, naprawdę potrzebowałam mocnego akcentu, czegoś nietuzinkowego, zaskakującego, zabójczego, przecież tu chodziło o rozpalenie zmysłów nie byle kogo, tylko taty Bogusia.

Uraczyłam się kolejnym łykiem wina, otworzyłam szufladę i wyjęłam z niej opakowanie folii kuchennej, na szczęście miałam większy zapas, jak to nigdy nie wiadomo, co się może człowiekowi przydać. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zamiast jak lady Godiva nie będę raczej wyglądać jak kura na tacce w garmażu, ale folia okazała się strzałem w dziesiątkę: lepiła się do ciała idealnie, opinała na biodrach i szeleściła zmysłowo przy każdym ruchu, szuszuszuszu, a co najważniejsze, była prze-zro-czysta. Ha, ma się tę wyobraźnię, nie ma co, żeby tylko tata Bogusia nie dostał zawału, nie chciałabym przeholować.

Kiedy rozległ się dzwonek, właśnie przylepiałam przed lustrem sztuczne rzęsy. O cholera, szybki jest, pomyślałam zadowolona z efektu i w kilku susach dopadłam stojących przy drzwiach butów. No dobra, teraz pozycja, jedna ręka na framudze (bez podparcia ani rusz), druga na wypiętym biodrze, hmm, strasznie ta folia śliska, żeby mnie tylko nie upuścił po drodze do łóżka, a teraz trzy, cztery, rzęsy w ruch, robimy przeciąg. Powolnym ruchem pociągnęłam za klamkę i…

Jak by to obrazowo ująć. Listonosz był wstrząśnięty. – Omatkoboska – wystękał tylko i upuścił torbę.

Że boska, to rozumiem. Ale skąd on wiedział, że jestem matką?

Fragment książki „Zupa musi być. Opowieść dobrze przyprawiona” / Wydawnictwo Zwierciadło. Książka do kupienia w naszej księgarni.