Katarzyna Miller: Nauczmy się piti-grilić

123rf.com

Czy seriale takie jak „Seks w wielkim
mieście”, „Przyjaciele”, „Jak poznałem waszą matkę” kształtują nasze kochanie? Jaki mają wpływ na to, jak TO robimy? Czy dyktują, kiedy i z kim mamy iść do łóżka? Co zyskaliśmy
na pop-seksualności, a co możemy stracić? Czy część odpowiedzi na te pytania znajdziemy w filmie „Wstyd”
– wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Co zyskałyśmy dzięki bohaterkom „Seksu w wielkim mieście”?

Czyli czterem damom idącym jak szwadron kobiecej namiętności przez Nowy Jork i rozsiewającym wokół feromony? One przetarły kobietom nowe szlaki. Upowszechniły chodzenie do knajp grupkami i to, że można się przy tym świetnie bawić. Nawet bez podrywania mężczyzn. A im częściej dziewczyny dobrze się bawią we własnym gronie, tym lepiej ma się ich samoocena. Kiedy jednak o tym myślę, przychodzi mi do głowy polska wieś. Warszawa to przecież w większości ludzie ze wsi, ale oni nie przywożą ze sobą frywolnych przyśpiewek o wianku, który trzeba oddać albo zgubić, ani tej radości używania sobie na sianie. Przywożą jakiś rodzaj wstydu, choćby dlatego, że nie wiedzą, jak się w dużym mieście poruszać. Wielu „warszawiaków” pochodzi też z małych miasteczek, a tam to dopiero jest pruderia. No więc te nasze dziewczyny, kiedy tak idą przez Warszawę jak przez Nowy Jork, to często łączą ten swój marsz z piciem alkoholu. Coraz większych ilości. A mnie jest żal. Coraz częściej kobiety mówią mi o tym, że się rozstały z przyjaciółkami, bo te za dużo piją. Dotąd mogły im towarzyszyć, bo wypijały po piweczku i było wesoło: flirty, zabawy, tańce. A teraz jakoś tak się porobiło, że samo napicie stało się celem.

Mówiąc po ludzku: od tego „chodzenia” wpadamy w alkoholizm?

Tak, bo kobiety uzależniają się szybciej niż mężczyźni, a to z powodu mniejszej ilości tłuszczu we krwi, szybciej się też upijamy. I nie są to mizoginiczne bzdury, ale prawda.

Czy to znaczy, że seks w wielkim mieście po polsku to seks po alkoholu?

Obawiam się, że tak. Oczywiście, kobiety interesuje, czy kogoś poderwą, czy ktoś je poderwie. Ale są coraz mniej przytomne, więc już coraz mniej ważne, kto to będzie, bo alkohol zamazuje kryteria.

I rozumiem, czemu mężczyźni mówią, że są podrywani – w agresywnym stylu.

No, dotąd tylko im tak było wolno… To zależy, co komu śpiewa w głębi jego jestestwa. Gdy czujemy, że zerwaliśmy się z łańcucha, to nasze dziecko wewnętrzne chce szaleć. Jeśli było niekochane i odrzucane, to gdy straci kontrolę – łomocze innych albo łomocze i płacze na przemian, albo tylko płacze. Tylko ten, kto ma w środku kochane i akceptowane dziecko, potrafi się po prostu bawić, czyli piti-grilić… Agresywne podrywanie po pijaku może też mieć inną przyczynę. Może te młode kobiety, które – by zrobić swój seks w wielkim mieście – muszą się napić, wcale tego seksu nie chcą? Może nie chcą być tak używane przez wszystkich…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »