Nauka rozkoszy – tantra

Zamień się w dotyk

Warsztaty tantry zaczynają się zwykle od medytacji aktywnych – ruchu. Uczestnicy zakładają na oczy opaski – dzięki temu czują się swobodniej, mogą zajrzeć w siebie, poczuć energię seksualną bez obawy przed oceną innych. Bardzo cennym narzędziem jest muzyka, przy niej znacznie łatwiej jest zmniejszyć kontrolę umysłu, wejść w spontaniczny ruch – ten z ciała, nie z głowy.

– Zaczynamy od bębnów, didgeridoo, żeby połączyć się z energią ziemi, wyszaleć się, „wydziczyć” – opisuje Sonia Bednarek. – Potem przechodzimy przez kolejne czakramy. Przy drugim włączam bardziej zmysłowe utwory, przy trzecim – coś na poczucie własnej mocy. Można się wytarzać, wykrzyczeć, wypłakać, wyśmiać… Ludzie przechodzą różne stany – mogą nawet przeżyć w jednym momencie całe swoje dotychczasowe życie. Bo ciało zachowuje pamięć doświadczonych zdarzeń.

Kolejny krok to budowanie zaufania, poddawanie się własnej delikatności, przełamywanie lęku przed zranieniem. W praktyce może to oznaczać dotyk. Chociażby takie ćwiczenie: jedna osoba leży, a pozostałe dwie lub trzy dotykają jej w sposób, w jaki sobie tego życzy – oczywiście, musi im to zakomunikować.

No i się zaczyna… – Ktoś na przykład sugeruje: „dotykajcie mnie, jak chcecie, jak czujecie, będziecie wiedzieć”. I co to mówi o jego życiu? To ćwiczenie może być sprawdzianem, na ile potrafisz zasygnalizować swoje potrzeby, powiedzieć: „tutaj trochę za mocno, tu dłużej, bo bardzo mi się podoba” – opowiada Sonia Bednarek.

– Ujawniają się pewne schematy myślowe, ograniczenia. Pamiętam mężczyznę, który zaprotestował przeciwko temu ćwiczeniu – uznał, że więcej niż dwie osoby to za dużo. Dotyk kojarzył mu się wyłącznie z seksualnością, więc trzyosobowa grupka to już była dla niego perwersja. Powiedziałam mu, żeby poeksperymentował: „Możesz wybrać, gdzie chcesz być dotykany – dłonie, głowa, stopy, palec, ucho… To ty decydujesz! Poza tym zawsze możesz się wycofać”. Spróbował, czuł się cudownie. Odkrył coś nowego.

Ani kawałka ubrania?

Jest też nagość, ale to już raczej na warsztatach dla zaawansowanych. – Nawet, jeśli zdarza się nam rozbierać do naga w miejscach publicznych – w saunie, na basenie, na plaży naturystów – to jednak przebywanie nago w grupie osób, wspólny taniec, pozostają dużym wyzwaniem – zauważa Sonia Bednarek. – I nie chodzi tu bynajmniej o ekscytowanie się czyimś wyglądem… Rzecz w tym, że jakikolwiek kawałek ubrania – sportowa bielizna czy koronki – pozwala przyjąć określoną postawę, podczas gdy nagość odziera nas z wszelkich póz, masek, fasonów.

Jedno z ćwiczeń na oswajanie nagości polega na akceptacji własnego ciała, ze wszystkimi jego „defektami”. Zaczyna się od tego, że w małej grupie osób trzeba opowiedzieć o części ciała, którą trudno nam zaakceptować. Zdarza się, że jakaś wyjątkowo zgrabna dziewczyna mówi o swoich udach, że są koszmarne… Potem musi pokazać tę odrzuconą część – to, czego się wstydzi. To nie koniec! Kolejny etap to wskazanie takich atutów tej części ciała, żeby zachęcić uczestników do „zakupu”. – Nagle zaczyna odkrywać, że te nielubiane uda dają jej siłę, stabilność… Sprawdza, czy innych to przekonuje. Niektórzy mówią: „sama w to nie wierzysz, wymyśl coś lepszego” albo „ciepło, ciepło”. W pewnym momencie następuje uwolnienie – czuje swoje piękno, wolność, dzikość…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »