Nauka rozkoszy – tantra

Ponieważ wokół ciała narosło tyle barier, mitów, trzeba pracować nad nim z dużym wyczuciem. Uczestnik zawsze może powiedzieć: „nie biorę w tym udziału, to dla mnie za trudne”. Zostaje wtedy na sali, zwykle (dla komfortu pozostałych) z opaską na oczach.

Trudne słowo: „jeszcze”

Od niedawna Sonia Bednarek prowadzi też sesje tantry. Przyznaje, że na początku odzywali się do niej podejrzani ludzie. – Na szczęście od razu wyczuwam przez telefon intencje dzwoniącej osoby. Seksualność to bardzo delikatny temat i musi być zachowana czystość intencji – i po jednej, i po drugiej stronie – żeby nie doszło do nadużyć. Teraz w zasadzie nie zdarzają się już takie telefony, ludzie wiedzą, o co chodzi w tantrze, chcą się rozwijać.

Pierwsza sesja zaczyna się od rozmowy na temat tantry, po czym klient decyduje: wchodzi w to albo nie. Oczywiście, jak na każdej innej sesji terapeutycznej, obowiązuje zasada poufności. No i prawdy. – Chodzi o to, żeby komunikować na bieżąco wszystkie odczucia – wyjaśnia Sonia Bednarek. – Bo jeśli będzie działo się coś istotnego i nie zostanie to przez klienta wyrażone – utkniemy. Nawet gdyby miało chodzić o to, że mężczyzna czuje wstyd, bo się podniecił. A może się to zdarzyć choćby podczas ćwiczenia oddechowego – kontakt z energią seksualną poprzez oddech często prowadzi do takich reakcji, jest to całkiem naturalne. Potrzebna jest otwartość, gotowość do pracy, ale – jeszcze raz zaznaczam – na sesję nie przychodzi się po doświadczenia erotyczne, po satysfakcję. Najlepiej w ogóle odpuścić sobie jakiekolwiek oczekiwania – jeśli można mówić o jakimś celu w tantrze, to jest nim poszerzanie świadomości aż po poczucie połączenia ze wszystkim.

Podczas sesji jest miejsce na ruch, na oddech, są ćwiczenia związane z dotykiem, stawianiem granic, komunikacją, wyciszaniem umysłu, akceptacją swojej seksualności. – Zdarza się, że gdy pracuję z parą, ludzie będący od lat w związku mówią sobie rzeczy, których wcześniej nie mieli odwagi wypowiedzieć. Na przykład: „W seksie boję się tego i tego”. Może też być tak, że masują się na co dzień, a dopiero u mnie w gabinecie wychodzi na jaw, że dotyk mężczyzny nie sprawiał kobiecie przyjemności. Potrzebowała sesji, żeby powiedzieć: „kochanie, tak mnie dotykaj!”. Nie: „robisz to za ciężko”, bo tu nie chodzi o krytykę, tylko o zachętę: „o, właśnie tak, wspaniale!”.

To samo podczas masażu tantrycznego – Sonia Bednarek zachęca do tego, żeby zgłaszać swoje potrzeby. – Mogę się na przykład umówić z klientem, że będzie mówił tylko „tak”, „nie”, „jeszcze”. Czasem ktoś potrzebuje wziąć parę wdechów, żeby wypowiedzieć jedno słowo. Najtrudniej jest z „jeszcze”. Ludziom niełatwo przychodzi komunikowanie w takich sytuacjach – myślą, że druga osoba będzie po prostu to wiedzieć albo kiedyś się zorientuje. I uzależniają się od innych. A przecież moja przyjemność zależy tylko ode mnie!

Sonia Alicja Bednarek zwraca uwagę, że w świadomej seksualności nie ma w ogóle projekcji na partnera, przedmiotowego traktowania w rodzaju „udowodnię, jakim jestem kochankiem, czy jaka jestem zmysłowa”. Nie ma też budowania poczucia wartości w oparciu o drugą osobę. – Nie jest to seksualność szukająca rozładowania, nie ma celu, czyli dążenia do orgazmu. Nie musi być nawet penetracji. Jest za to bardzo szczera, czysta, prawdziwa, pełna miłości bliskość z drugą istotą. Jest połączenie na wielu poziomach – fizycznym, uczuciowym, mentalnym, duchowym. Jest wymiana energii poprzez oczy, które stają się wtedy magiczne – patrzycie w siebie i jest tam cały kosmos.

Sonia Alicja Bednarek trenerka tantry, prowadzi warsztaty tantry i – jako nieliczna w Polsce
– indywidualne sesje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »