Nieidealny przebłysk mocy: „Chuć czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie”

materiały prasowe

Dysputa optymistki z pesymistą. Ona mówi z entuzjazmem, że jest coraz lepiej i będzie coraz więcej zmian. On filozoficznie przeciwstawia swój pogląd, że dużo jeszcze wody wyparuje z Wisły, nim w tym kraju coś się zmieni. O czym gadają? O seksie.

materiały prasowe

Od razu wyznam, że należę do stronników Andrzeja Depko, także dlatego, iż nie zalicza się on do seksuologów, którzy nienawidzą kobiet. Nie należy także do grupy specjalistów o pokrętnej psychice i jeszcze dziwniejszej energii, którzy, gdyby nie zajęli się seksem naukowo, nie wiadomo co by wyprawiali. Ewa Wanat jest znaną i słusznie cenioną dziennikarką, której cięty język i odwaga poglądów nieustannie mi imponują. Biorę się więc za ocenianie książki ludzi, których szanuję i czytam książkę, na którą czekałam z ciekawością. Recenzowanie w takim układzie najprostsze nie jest, ale usunę napięcie od razu pisząc podsumowanie. Jak ktoś zechce, to doczyta do końca.

Książka jest świetna, mimo że czytanie pierwszej połowy czasem irytuje, czasem męczy. Książkę przeczytać należy koniecznie, po pierwsze, żeby to Ewa Wanat miała rację, że się w tym kraju coś zmienia i ludzie chcą się dowiadywać, po drugie, że naprawdę warto, bo takiej porcji wiedzy (rzeczowej i bez obciążeń ideologicznych), nie dostaniecie nigdzie indziej.

„Chuć. Normalne rozmowy o perwersyjnym seksie”, jest zapisem rozmów jakie odbyli z ludźmi z kręgu BDSM Ewa Wanat i Andrzej Depko przez pięć tygodni lata 2012.

Pierwszą część książki stanowią wywiady, druga to rozmowa pomiędzy nimi – na temat alternatywnych metod ekspresji seksualnej, zjawisk postrzeganych jako dziwne. „nienormalne”, perwersyjne.

Początek książki jest miejscami irytujący. Patrzymy na bohaterów wywiadów trochę jak na egzotyczne owady przyszpilone do kartonika. Nad nimi pochylają się dziennikarka i seksuolog, aby przez lupkę zajrzeć im w otworki. Osoby do wywiadów udało się dobrać znakomite, miedzy innymi specjalistę od Shibari, japońskiej sztuki krępowania, czy dwie silne kobiety, które przedstawiają alternatywne, nie waniliowe oblicze kobiecej seksualności. Wywiady są szczere, bezpośrednie, także językowo autentyczne, bo każda z person wnosi coś do siebie i w inny sposób opowiada o swojej historii.

Minusy ujemne

To co uwiera, to naukowe szkiełko i oko – medyczne komentarze i podsumowania, które robią z żywych ludzi eksponaty na stole do sekcji. Szczególnie w takiej książce (przeznaczonej dla czytelnika nie zaprzyjaźnionego z tematem) powinno się unikać romansowania z medycyną. Medykalizacja seksualności ma w sobie groźbę redukowania zachowań ludzkich do kategorii związanych z chorobą, patologią i leczeniem. Seks to zestaw symptomów, na które można coś znaleźć – np. pigułkę albo terapię. Medykalizacja ubije każdy humanizm, bo jej narzędziem jest precyzyjny, naukowy opis, a nie emocjonalna, empatyczna relacja. Depko stara się uniknąć pułapki normy i standardu, zawartej w systemie analizy psychologicznej. A mimo to, gdy w literackiej „obecności” bohaterów wywiadów komentowane są ich zakręty psychiczne, czytelnik ma wrażenie asystowania przy krojeniu owadów. A to ani bohaterom ani książce potrzebne nie jest. Sama z siebie mam przekonanie, że, gdyby dziennikarka i seksuolog na chwilę opuścili klatkę swojej wysokiej formy, to by się tej wtopy dało uniknąć.

Jest jeszcze jeden minus, który wydać się może nieistotny, ale mam przekonanie, że wiele, by zmienił. Książka nie ma ilustracji, choć wiem z przecieków, że były takie plany. Szkoda, że wydawnictwo przycięło na szacie graficznej, bo stosowne ilustracje/zdjęcia genialnie by wzbogaciły przekaz. Co więcej, można by oswajanym w książce tematom nadać wyraz artystyczny i pokazać, że nie są to tylko tematy z ciemnej speluny i burdelu.

Plusy dodatnie

Teraz, wykazawszy się krytyką, mogę się z przyjemnością oddać zachwalaniu książki, która jest dobrze napisana, ciekawa, wyjątkowo odważna, zawiera mnóstwo informacji, do których dokopać się naprawdę trudno, ma stosowną dawkę poczucia humoru i dystansu. W tej drugiej części, gdy Wanat i Depko rozmawiają ze sobą, obydwoje świecą naturalnym blaskiem. Widać, że dobrze im się rozmawia (jak słuchaliście ich audycji w radiu Tok fm, to sami wiecie), że Andrzej dysponuje wielką, nowoczesną wiedzą na temat ludzkiej seksualności, a Ewa jest ciekawa wszystkiego, otwarta i zadaje właściwe pytania.

Drugą część książki to mapa drogowa ludzkiego seksu, którą kreślą przed nami rozmawiający. Jest o kształtowaniu się seksualności i roli edukacji seksualnej, jest o patriarchacie, jest o schematach w myśleniu, które dziedziczymy po pokoleniach formatowanych religią. W tym wywodzie też jest sporo specjalistycznego słownictwa, co mnie nie uwiera, więc nie marudzę. Jest też próba odwrócenia zwyczajowego rozumienia słowa perwersja oraz przedefiniowania, pogłębienia powszechnego rozumienia pojęć powszechnie znanych, a nie rozumianych, jak ekshibicjonizm, zoofilie, czy przeróżne fetysze. Rozsądnie i nowocześnie potraktowano homoseksualność, wprowadzono pojęcia parafilli, które służy do naturalnego opisywania wszystkich nietypowych, ale akceptowalnych metod ludzkiej ekspresji seksualnej. I z pewnością kogoś ten zgniły libertynizm oburzy, bo podejście serwowane w „Chuci” jest powtórzę po raz trzeci – nowoczesne, co oznacza, że ma mało wspólnego z zapleśniałą pozorną przyzwoitością, a więcej z odetchnięciem pełną piersią i afirmacją seksualności.

Czytając nie da się uniknąć wrażenia, że polska „nienormatywność” jest przaśna i niewykluta. Może rację ma Andrzej Depko mówiąc o kolejnych dekadach, które nam miną w seksualnej smucie. Ja wolę zostać w obozie Ewy Wanat i wierzyć, że sami zmieniamy nasz świat i, że już jutro będzie lepiej niż dzisiaj. Jak sto tysięcy przeczyta „Chuć”, to zmiana będzie szybsza, niż myślimy.