O czym marzy dziewczyna

Półnagi dzikus z nożem w zębach wspina się po bloku do mojego okna… Przypadkowy przechodzień dosiada się do mnie na ławce w parku… Siedzę w wyzywającej pozie przy barze, a przystojny nieznajomy nie może się mi oprzeć… Każdemu zdarza się fantazjować o seksie. Również, a może przede wszystkim kobietom. Co nam to daje? – wyjaśnia Katarzyna Miller.
– Popuśćmy nieco wodze fantazji… Co by było, gdybyśmy się wszystkie przyznały do tego, że mamy marzenia erotyczne?
– Żyjemy w świecie, w którym część tego, co ludzkie, wspólne, naturalne, została zepchnięta do podziemia. Tak jest z seksem. Nie uczymy się o tym w domu ani w szkole. Wiemy, ile rzęsek ma rozwielitka, jeśli ma takowe, ale nie wiemy, co się dzieje w naszym organizmie. Nie, z czego się składa, ale np. jak i kiedy rodzi się pożądanie, co to z nami robi. Oficjalnie tematu nie ma. A jednocześnie wokół nas pełno seksu, w filmach, TV, na ulicznych plakatach. Wszyscy mamy penisy albo cipki, czujemy jakieś tęsknoty, coś nas uwodzi, zaprasza, niepokoi, drażni. Seks zdaje się czymś zupełnie innym niż reszta życia, tajemniczym, zakazanym. To znakomita pożywka dla fantazji.

– Gdybyśmy naprawdę uwolnili sferę seksu, nie mielibyśmy tak zwanych sprośnych myśli?
– Pewnie nie, bo fantazje seksualne mają różne funkcje, m.in. ubarwiają życie. Jednak są dowody, że w grupach ludzi, w których panuje wzajemna uwaga, otwarta komunikacja, jest dużo ciepłego, czułego dotyku, powoli robi się coraz mniej seksu – traci on na znaczeniu. Również marzenie o nim. Cóż, w naszej kulturze seks jest jedynym niemal obszarem, gdzie można zaznać dotyku, bliskości, pokazać swoje ciało, czyli poczuć się chcianym i przyjętym w swej nagości – prawdzie. A to jest nam ogromnie potrzebne.

– Czy wiadomo, kto częściej fantazjuje o seksie: kobiety czy mężczyźni?
– Jedyną wiedzę na ten temat mam z książek Nancy Friday wydanych w Polsce niestety tylko raz, w latach 90. Trzy książki o fantazjach kobiecych, jedna o męskich. Proporcje są nieprzypadkowe. Robimy to równie często, o ile nie częściej niż panowie. I mamy znacznie bogatsze fantazje. Męskie są proste: konkretna kobieta, akt miłosny – często seks oralny, czasem wystarczą części kobiecego ciała. A jeszcze kilkadziesiąt lat temu uważano, że kobieta nie ma potrzeb seksualnych…

– Takie ujawnienie, jakiego dokonała Friday, jest potrzebne?
– Odzew, z jakim spotkała się wśród Amerykanek prośba Nancy Friday o przysyłanie jej opisów seksfantazji, był nieprawdopodobny. Istna rewolucja. Kobiety pisały, a we wszystkich listach oprócz opisów była wdzięczność, że wreszcie mogą wyjść z cienia. Dowiedziały się, że nie są jakieś chore, „zboczone”, wynaturzone, bo myślą o seksie, lubią się podniecać. Dostały prawo bycia sobą. To wielki krok w stronę wyzwolenia. My w Polsce jeszcze w zasadzie nie zrobiłyśmy tego kroku. Moje doświadczenia z pacjentkami pokazują, że czują one coraz bardziej swoją sprawczość w życiu, ale rzadziej wobec mężczyzn, a w szczególności w seksie. Nie wiedzą, kim są, chcą lub mogą być w seksualnej relacji, na czym polega ich kobiecość. Ważne, czy on jest zadowolony, mniej ważne, czego chcę ja. Jesteśmy skłonne brać faceta z dobrodziejstwem inwentarza, nie wymagać, żeby się wziął do rzeczy i nauczył nas zaspokajać. Mamy mu to oczywiście bardzo za złe i w jakiś sposób on i tak za to zapłaci.

– Czy fantazje kobiet mają jakieś wspólne motywy?
– Fantazje się zmieniają wraz ze zmianą w świadomości kobiet. Przechodzimy od nastrojów i zarysów po coraz wyraźniejsze wizje w miarę, gdy robimy się śmielsze. Jako jednostki, ale też jako społeczność. W końcu „Seks w wielkim mieście” już widziałyśmy. Wiele kobiet dzięki temu uwierzyło w siebie i nabrało apetytu na niezależność. W książkach Nancy Friday widać wyraźnie, że zmiany w fantazjach seksualnych idą w parze ze zmianami w sposobie traktowania kobiet. Kobiety przechodzą od ja – przedmiot do ja – podmiot. Niegdyś kobieta częściej fantazjowała o kimś nieznajomym, który robił coś, czego ona pozornie nie chciała. Niby ją zmuszał, ale tak naprawdę wiedział, czego ona chce, więc ją brał, a ona niby to się broniła. W tym tkwi źródło tych absurdów, które nadal powtarzają niektórzy mężczyźni, że kobiety w głębi duszy chcą być gwałcone. Groza. Żadna kobieta nie chce być gwałcona!

– Dlaczego kobiety wyobrażają sobie sceny gwałtu?
– Podniecają nas rzeczy zakazane albo takie, które w jakiś sposób przekraczają nasze granice. Marzenie o gwałcie jest tak naprawdę marzeniem o uwolnieniu się od poczucia wstydu czy winy za to, że chcę seksu. Bo przecież niby nie chcę – jestem w porządku. To on chce, więc mnie sobie bierze. Kobieta, która przyznaje sobie prawo do seksualnych pragnień, raczej nie będzie miała takich wizji.

– O czym fantazjujemy najczęściej?
– Niektóre z naszych scenariuszy są zabawne, nawet science fiction. Jest podglądanie i bycie podglądaną, wybieraną z tłumu lub jedyną wśród wielu mężczyzn. Są np. fantazje z mundurowymi: przychodzi listonosz, hydraulik, lekarz, policjant, często ksiądz. Religia bywa częstym elementem seksualnych wizji, bo jest silnym tabu, więc przekraczanie go, nawet w wyobraźni, łączy się z napięciem, które jest częścią składową podniecenia. Mamy też fantazje z kobietami. I znowu: to wcale nie oznacza, że się jest lesbijką. Choć oczywiście można nią być. To może być droga do odkrycia tego. Mniej liczne, ale bywają, fantazje z dziećmi, ze zwierzętami. Zdarzają się fantazje związane z historycznymi wydarzeniami, bajkami. Wbrew pozorom kobiety też fantazjują o zadawaniu bólu czy używaniu mężczyzn, w rodzaju: jestem władczynią, a oni się u moich stóp wiją. Ja ich tłukę, skracam o głowę…

– Odkrycie, że podniecają mnie np. świętokradcze myśli albo zadawanie bólu, może być przerażające.
– Im większe tabu, tym wyższa atrakcyjność bodźca. Ale jeśli się ośmielisz i uznasz swoje prawo do posiadania takiej fantazji, być może ona za jakiś czas przestanie na ciebie działać. W miarę dojrzewania zmienia się repertuar fantazji. Jedne zostają, z innych po prostu wyrastamy. Kiedy jesteśmy dziewczynkami, podnieca nas na przykład tata koleżanki. A jak dorośniemy, raczej już nie, chyba że będzie to jakiś wyjątkowo udany starszy pan…

– Jakie jeszcze funkcje pełnią takie erotyczne wizje?
– Rekompensują braki, pokazują nasze potrzeby, często nieuświadomione. Jedna kobieta ma potrzebę uległości, a inna – dominacji. Choćby owa „władczyni”, która poniża mężczyzn w marzeniach, w życiu może być absolutnie podległa. Fantazje seksualne mogą się same pojawiać, a możemy je świadomie tworzyć. To mogą być obrazy, których używamy podczas seksu z partnerem, gdy mamy problemy z podnieceniem. Mogą się też pojawiać niespodziewanie jako wskazówka, że chcemy przeżyć coś seksualnego.

– Podoba mi się to, że wywołują je często sytuacje i rzeczy zupełnie nieoczekiwane.
– W muzeum w Odessie zatrzymałam się na dłużej przy obrazie śpiącej nagiej nimfy, którą z boku podglądał satyr. Moja wy-obraźnia popłynęła. I mam ten obraz do dziś „w archiwum”, czyli repertuarze fantazji. Chętnie się do tego przyznaję, bo takie kulturalne ma korzenie…

– Czy w terapeutycznej pracy pomagają wzorce fantazji seksualnych?
– Pomagałyby, ale myślę, że znaczna część terapeutów tak daleko nie sięga. Bo to wymaga zbudowania bardzo specyficznego poziomu zaufania. I brakuje języka, wszyscy mamy z tym problem. Stosunkowo rzadko rozmawia się o masturbacji, w ogóle o sfrustrowaniu seksualnym, o tym, że seks jest nijaki. Myślę oczywiście o sytuacjach, w których fantazje seksualne grają ważną rolę – kompensacyjną. To dotyczy każdego, nie tylko par. Również starszych czy samotnych osób. Bywa, że samotna osoba ma bujniejsze życie seksualne ze sobą samą niż ludzie sparowani. Fantazjowanie i masturbacja to jest też życie seksualne. Orgazm jest zawsze orgazmem, czy w samotności, czy przy kimś, czy we śnie. Fantazje pogłębiają seksualność. Mózg to organ seksualny. Jest oczywiście ciało i wagina, ale mózg musi pozwolić, by one się włączyły. Musi być odpowiednio nastawiony.

– Czy erotyczne marzenia mają jakieś złe strony?
– Wszystko może być szkodliwe, gdy się tego nadużywa. Jeśli ktoś jest tak w życiu połamany, że tylko w świecie seksualnych fantazji znajduje ulgę i prawo do bycia, to się od nich uzależni. Ponieważ rzeczywistość nigdy nie jest tak satysfakcjonująca jak fantazje. Dlatego dobrze je mieć, ale nie opłaca się im pozwolić, aby nad nami panowały. Marzenia erotyczne i doznania, jakie wywołują, potrafią znakomicie odciągać człowieka od życia. I nie tylko człowieka. Pamiętasz to doświadczenie? Szczur miał w klatce dostęp do klapeczki, którą uwalniał jedzenie. Kiedy był głodny, naciskał ją. Dali mu drugą klapeczkę, której wciśnięcie pobudzało ośrodek rozkoszy w jego mózgu, wskutek czego doznawał orgazmu. I co? Naciskał klapeczkę bez przerwy, aż zdechł.

– Fantazje nie zagrażają bliskości?
– Tylko jeśli ktoś nimi bliskość zastępuje. To się najczęściej zdarza ludziom, którzy boją się bliskości, nie umieją sobie z nią radzić. Jednak gdy z moim partnerem nie potrafię osiągnąć orgazmu, przyjemności czy nawet podniecenia i muszę sobie zawsze wyobrazić kogoś innego czy inną sytuację, to ten związek nie do końca jest związkiem seksualnym. Nie ma w nim bliskości erotycznej, choć może być inna. Zresztą wtedy najczęściej seks zanika. Natomiast na pewno nie jest tak, że samo istnienie fantazji przeszkadza w bliskości. Może być wręcz jej elementem. Fantazja seksualna jest przede wszystkim byciem ze sobą samym. A nie ma mowy o bliskości z innymi bez bycia blisko ze sobą.

Ale fantazja jest też twórcza. I tu dotykamy dość ważnego tematu. Przypuszczam, że z fantazji erotycznych powstało wiele książek czy filmów, czy dzieł sztuki, obrazów. Tak naprawdę jest to taka sama twórczość człowieka jak każda inna, dzieło ludzkiej wyobraźni.

– A odgrywanie fantazji ma sens? W Stanach bodajże był taki program telewizyjny, w którym można było zrealizować na wizji swoją fantazję seksualną.
– Słyszałam taką historię: on i ona razem odgrywali jego fantazję – on jechał samochodem i zabrał ją jako autostopowiczkę… Ona, zresztą najpierw z oporami, zaczęła grać dziewczynę, którą nie jest. I on wtedy powiedział: „To ty taka dziwka jesteś, że z obcym facetem byś się chciała pieprzyć? Odchodzę!”. I ją zostawił. To jest obrzydliwe zachowanie. Z pozycji mojego doświadczenia mogę powiedzieć, że dobrze, że poszedł, bo ten facet nie był dla niej. Ale z pozycji kogoś, kto musi to przeżyć, to jest krzywda i strata. Zawsze należy pamiętać, że fantazja seksualna to rodzaj gry, zabawy, że należy utrzymywać do niej pewien dystans.

To kwestia indywidualna. Zobacz, jak często w stałych związkach pojawiają się gierki typu: „A pani tu tak sama siedzi? Można się przysiąść?”. Flirt. Ludzie sobie urozmaicają w ten sposób życie. Jest w tym ewidentna fantazja erotyczna o poznaniu kogoś nowego. Jej odgrywanie wzbudza głównie dwa rodzaje uczuć: ciekawość i obawę; przyciąganie i niepokój. A to jest właśnie zestaw, który w dobrych proporcjach stwarza podniecenie. Można sobie odświeżać związek w ten sposób: wchodzę do sali, gdzie są też inni mężczyźni, i przyglądam się swojemu. O, jaki interesujący! „Zwróciłam na pana uwagę. Pan mi się tutaj ze wszystkich najbardziej podoba”. To zmienia perspektywę. Twój własny facet czuje się jak król życia. Odwrotnie to działa równie dobrze – namówmy więc na tę zabawę swoich panów.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »