Oblepiony miodem

Związek z kochanką wydaje się najprostszym sposobem, aby odzyskać wewnętrzny ogień. Najczęściej przykrywa rozpacz i zagubienie. Komplikuje życie, generuje jeszcze więcej cierpienia – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.
– Podwójne życie, czyli kochanka, którą się ukrywa, napięcie, żeby się nie wydało, kłamstwa, lawirowanie, wyrzuty sumienia. Wielu mężczyzn zna te męczarnie. Ale brną. Często od kochanki do kochanki.

– Kochanka to azyl, ukojenie. Bez zobowiązań, bo przecież nic formalnie nas nie łączy, wiemy, po co tu jesteśmy. Seks jest oddzielony od stresu codziennego życia, bólu głowy, płaczu dzieci. Kochanka czeka, jest święto.

– Na początku niczego nie wymaga.

– Początek jest słodki: możemy być razem w lekki sposób, dawać sobie radość i rozkosz, nic nas nie krępuje. Żadne kwestie formalne, organizacyjne, prawne, finansowe nie komplikują bycia razem. Mężczyzna deklaruje, że wprawdzie ma rodzinę, ale to nie przeszkadza, żeby było miło. Kobieta się godzi – ma kogoś, nie jest sama.

– To pierwsza faza. Nieuchronnie jednak nadchodzi druga: kochanka orientuje się, że on ma wszystko, ona niewiele. Na internetowych blogach właśnie ten czas jest opisany najobszerniej. Kochanki konfrontują się z „totalnym psychicznym dołem”, „przepaścią”, i „trzeźwieją w oczach”. „Jestem dla niego darmową d…” – pisze jedna z nich. Kobieta chce wyjść z ukrycia, przestaje godzić się na związek w czterech ścianach. Dopytuje: „co dalej?”. Chce inaczej. Chce rozmawiać, ustalać przyszłość, zasady, warunki. Niektóre orientują się, że czas leci i jak tak dalej pójdzie, nie zdążą urodzić dziecka. Bo z kim? On już ma dzieci.

– Kończy się złoty okres. W miarę jak romans się rozwija, mężczyzna – w sensie emocjonalnym – oddala się od rodziny. Coraz częściej przeżywa wewnętrzny konflikt, niepewność. Być może obiecuje kochance, że odejdzie z domu. Czuje ciężar uwikłania. Dotąd to żona była rozdrażniona, miała żale i pretensje. Teraz obie kobiety zgłaszają oczekiwania.

– Dopada nas to, przed czym uciekamy… Wygląda na to, że teraz mężczyzna ma jeszcze więcej tego, czego w swoim życiu nie chce. Bo przecież chce wolnego związku, seksu bez zobowiązań, a nie wymagań i pretensji. Czy mężczyźni wiedzą, dlaczego związek z kochanką na początku wydaje się taki atrakcyjny i pociągający?

– Kochanka to zazwyczaj kobieta młodsza, niezmęczona życiem, zdrowa, świeża, wysportowana, ma różne zainteresowania. A w stałym związku ogień przygasa. Na pierwszy rzut oka łatwiej związać się z kochanką, niż podsycać ogień w związku, który trwa. Wielu mężczyzn tak wybiera. Mam wrażenie, że nie wiedzą, na co się decydują. Wydaje im się, że są w stanie kontrolować sytuację. Jednak bliskość, intymność wymyka się kontroli, tu wszystko może się zdarzyć, trudno coś przewidzieć. Kochanka może na przykład zajść w ciążę, co dodatkowo skomplikuje sytuację. Może podjąć nieoczekiwaną decyzję, dzwonić do żony, odwiedzać mężczyznę w pracy, opowiedzieć o romansie znajomym. Gdy żona dowiaduje się o istnieniu kochanki, może być naprawdę nieprzyjemnie. Jeden z moich klientów opowiadał, że żona przyszła do jego biura i zrobiła awanturę sekretarce, z którą on miał romans. Świadkami tej niemiłej sceny byli współpracownicy i kontrahenci handlowi, którzy akurat przyjechali z całej Polski. Mężczyźni bywają zaskoczeni: „Co się porobiło! Nie tak miało być!”. Wielu żałuje, że w ogóle zdecydowali się na kochankę: „Po cholerę się wikłałem? Po co mi to było? Jak mogłem być taki głupi!”. Mitem jest czerpanie z tego zdroju za darmo.

Nieraz słyszałem skargi mężczyzn, że kobiety są takie emocjonalne, w przeciwieństwie do nich – racjonalnych, logicznych. Nie widzę takiego podziału. Mężczyźni dokonują wyborów szalonych i irracjonalnych, za które płacą bardzo wysoką cenę. Pakują się w kolejne związki, płacą alimenty na kolejne dzieci. Ich decyzje owocują cierpieniem, wewnętrznym rozdarciem, wyrzutami sumienia. Wmawiają sobie, że mają kontrolę. Nie widać tego. Raczej ulegają słabościom i frustracjom. Część z nich trafia na terapię, wielu topi ból w alkoholu.

– A jednak kolejne pokolenia mężczyzn swoją męskość utożsamiają z tym, że chcą i mogą mieć kochanki.

– Mężczyźni przekazują sobie legendy na ten temat: jak to wspaniale mieć kobietę na boku, która kocha, czeka. No więc trzeba sprawdzić. Gdy mija pierwsza faza i zaczynają się problemy, mężczyzna myśli: „no nie, tak nie może być, nie mogę się poddawać!”. Postanawia szukać dalej. Zdarza się tak, że kochanka ze zdumieniem odkrywa, że w jego życiu jest już jakaś inna. Potem kolejna i kolejna. Ale ukojenia – za którym tak gonimy – ciągle nie widać.

– „Słodki jest ten miód, lepki jest ten miód” – jak śpiewała Maryla Rodowicz.

– Coraz trudniej z oblepionymi skrzydełkami wydostać się ze słoja. Ale przekazy pokoleniowe, koleżeńskie trzymają się mocno. Jest taka przypowieść z Dalekiego Wschodu. W kraju muzułmańskim spotkało się dwóch przyjaciół. „Ile masz żon?” – pyta pierwszy. „Jedną. Ty masz więcej?” „Ja mam dwie. Wyobraź sobie podwójne szczęście!” Więc mężczyzna zachęcony przez przyjaciela poślubia drugą żonę. W noc poślubną druga żona mówi: „musisz wybrać – albo ona, albo ja!”. Skonsternowany wraca do łożnicy pierwszej żony. A tu słyszy: „Mało ci było? Chciałeś młodszą? Idź teraz do niej!”. Zbity z tropu, nie mogąc zasnąć, idzie do meczetu, żeby się pomodlić. A w meczecie spotyka przyjaciela, który namawiał go na podwójne szczęście. Żali się: „To nie tak miało być! Dlaczego mi nie powiedziałeś?”. A przyjaciel na to: „Bo tak samotnie czułem się tutaj nocami”.

– Tradycja!

– Stereotypy, którym ulegamy. Na przykład taki, że kobieta jest monogamiczna, ale mężczyzna to co innego. Wielu z nas myśli: „Jeśli decyduję się na jedną, tracę. Tyle kobiet się marnuje, a ja tu jestem uwiązany”. Inni mówią: „W rodzinie tak było. Ojciec miał kochanki, stryj, dziadek. Męska natura”.

– Patrząc na skalę zjawiska, też tak czasem myślę.

– Wielu mężczyzn wiąże się z kochankami w geście rozpaczy. Czują się tak upokorzeni i sponiewierani przez stałe partnerki, że ratują w ten sposób resztki poczucia wartości i godności. „Żona mnie pomija, umniejsza, kochanka mnie docenia, więc coś jednak musi we mnie być, nie jestem taki beznadziejny”. To także kara wymierzona stałej partnerce. Tacy mężczyźni czują się usprawiedliwieni, zrekompensowali sobie lata cierpień. Są jak nadąsani chłopcy – nie zadbali o związek, godzili się na upokorzenia, nie okazywali uczuć i potrzeb, nie stawiali granic, a teraz się obrażają. Związek z kochaną przykrywa smutek, zagubienie.

Jest taki dowcip o Billu Gatesie, który po śmierci trafia do nieba. Patrzy: chóry anielskie, nudno, monotonnie. Sprawdza w piekle, a tam stoły suto zastawione, wino, kobiety i śpiew. Święty Piotr mówi: „Zasłużyłeś się, dałeś ludzkości Windowsy. Możesz wybrać, gdzie chcesz być, w niebie czy w piekle.” Gates myśli chwilę i mówi: „chcę do piekła!”. Budzi się w kotle ze smołą. Krzyczy: „Jak to! Przecież było inaczej, miała być nieustająca rozkosz”. A głównodowodzący diabeł z błyskiem w oku: „to był tylko wygaszacz ekranu!”. Mam wrażenie, że mężczyźni tworzą sobie takie wygaszacze ekranu, odurzają się fantastycznymi wyobrażeniami, a potem lądują w piekle.

– Doświadczenie namiętności, nawet krótkotrwałe, otwiera serce, odmienia. Wszyscy znamy historie mężów, którzy po romansie wracają do domu i obdarzają nowym ciepłem i troską swoje rodziny. Kochanki uratowały niejedno małżeństwo.

– Tak bywa. Dotykamy tu delikatnej wielowymiarowej materii, tajemnicy ludzkich losów. Nasuwa się pytanie, jak czuje się kochanka. Co z nią? Czy ten romans ją także wzbogacił i otworzył? Niestety, najczęściej słyszę o kochankach traktowanych instrumentalnie. Lekarz, który ma rodzinę i dzieci, spotyka się ze studentką. Ona nie wie, kiedy on zadzwoni i powie: „właśnie mam wolną godzinę”. Więc żyje w stanie oczekiwania na sygnał, na jego gotowość. Godzi się na to, ponieważ jest emocjonalnie uzależniona, a jednocześnie jest wściekła, czuje do siebie obrzydzenie. Nie może się wyzwolić. On to widzi i syci się tym, ma poczucie władzy i kontroli. Od początku w tym związku chodzi tylko o seks. Ona wie, że on nie zrezygnuje z rodziny i z dobrej reputacji, i wie, że on nie widzi powodu, żeby cokolwiek w swoim życiu zmieniać dla niej. Mężczyzna patrzy na cierpienie kobiety, ale kontynuuje romans, ponieważ jest mu z tym wygodnie.

– Jaką cenę zapłaci kochanka? Dobre pytanie dla każdego mężczyzny.

– Czy jestem w stanie czerpać radość i przyjemność z tego związku, wiedząc, że przynamniej w połowie jestem odpowiedzialny za uwikłanie i ból kobiety? Czy godzę się na to? Są jeszcze inne pytania, które dobrze, gdybyśmy sobie zadali. Jak inaczej, może prościej, mógłbym rozwiązywać swoje problemy? Jak bym chciał, aby wyglądał mój stały związek? Jakiej jakości oczekuję od miłosnej relacji? Co mogę zrobić, żeby to osiągnąć?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »