Statua męskości

Jeśli penis, ta niewielka, tak zawodna część ciała, stanie się źródłem męskiej tożsamości, mężczyzna będzie czuł się zagrożony, sfrustrowany. Warto spojrzeć na to w inny sposób – męskość wyraża się nie tylko poprzez miłosne zespolenie z kobietą, ale w różnorodności mojego życia: poprzez działania, pasje, odwagę, stawianie czoła wyzwaniom – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.
– Jak mężczyzna odnosi się do swojego penisa? Cieszy się, że to część jego ciała obiecująca zmysłową ekstazę?

– Rozkosz, ekstaza to dla mężczyzn niełatwe tematy. Miłość jest ciepła, miękka, nawet jeśli jest ognista. To coś innego niż mocny męski głos, twarda męska pięść. Mężczyźni rzadko mówią o seksie, chyba że przy piwie, wtedy opowiadają o niezwykłych dokonaniach; jakimi są ogierami, ile razy doprowadzili kobietę do orgazmu. W gabinecie terapeuty o seksie wspominają niechętnie, a jeśli już, to w sposób zdawkowy, przedmiotowy, w trzeciej osobie: „seks był udany”, „seks mógłby być lepszy”. Tak jakby seks był obiektem na zewnątrz. Nigdy nie słyszałem, żeby mój klient mówił: „z moją partnerką kochamy się na różnych poziomach, jest nam wspaniale także w wymiarze fizycznym”.

– Wyznanie „seks był udany” sugeruje dobrze wykonane zadanie.

– Mężczyzna chce osiągać sukcesy, także w seksie, bo sukces to prestiż, władza, posiadanie. Takie podejście rodzi mnóstwo napięcia, stresu i lęku, bo co się stanie, jeśli się nie uda?

– Autorzy książek o mężczyznach zwracają uwagę na kruche męskie ego ulokowane w penisie. Stephen Arterburn w książce „Mężczyźni i ich sekrety” opisuje taką scenę. Mężczyzna wchodzi do sypialni. Kobieta jest już w łóżku. Staje nagi, czekając na pozwolenie, żeby się zbliżyć. Ona patrzy na niego od stóp do głów. On zauważa uśmieszek, kiedy jej oczy na chwilę zatrzymują się pośrodku. Czuje się, jakby był kawałkiem wołowiny na pieczeń w lodówce w sklepie spożywczym. Po chwili, która wydaje się wiecznością, z westchnieniem, które brzmi w najlepszym razie jak rezygnacja, a w najgorszym razie protekcjonalnie, ona zaprasza go, aby podszedł bliżej. On ociera pot z czoła i nieśmiało zbliża się do łóżka, ciągle niepewny, jaki będzie jego los, kiedy już tam się znajdzie. W jego głowie dudnią pytania: Czy stanę na wysokości zadania? Czy sobie poradzę? Czy jestem dość dobry?

– W kulturze, w literaturze to kobieta częściej jest postrzegana w ten sposób. To ona pyta: czy przejdę próbę i dam rozkosz mężczyźnie? Serce mi się ściska, gdy myślę o takiej asymetrii: jedno z dwojga ma wielkie zadanie do wykonania, a drugie konsumuje, jest zadowolone albo nie. Jeśli nie, wtedy wartość winowajcy dramatycznie spada.

– Gdy on patrzy na swojego penisa, który nie stanął na wysokości zadania, widzi chłopczyka ze spuszczoną głową, pisze jeden z autorów. Malutkiego, zawstydzonego. Nigdzie, w żadnej sferze życia mężczyzna nie czuje się tak zagubiony jak w tej. W pracy nosi garnitur, mundur, solidny pas z narzędziami lub inną zbroję. Jest kimś. W sypialni jest nagi, odsłonięty, bezbronny.

– Bez masek, gier, zasłon dymnych, bo trudno przywdziewać maski, gdy stoi się bez majtek. Wydaje mi się, że we współczesnym świecie częściej mamy do czynienia z mężczyznami o mocnym narcystycznym rysie. Narcystyczny mężczyzna na każdym kroku i za wszelką cenę udowadnia, jaki jest wspaniały. Dramatycznie niskie poczucie własnej wartości kompensuje pozorną pewnością siebie, kogucim stylem zachowania. Na zewnątrz to chłop na schwał, twardy facet, biegły w sztuce uwodzenia, sprawny seksualnie. Dla narcystycznego mężczyzny jego penis jest królewskim berłem, dzięki któremu zdobywa uwielbienie i podziw. Jedna kobieta nie wystarcza, jest tyle innych, które muszą potwierdzić, że jest najlepszy. Seksualne zjednoczenie nie jest ekspresją miłości, jest „braniem kobiety”. Ci mężczyźni tak mówią: „wziąłem ją”. Oni „posiadają” kobietę. A jeśli jej się to nie podoba, są inne. Kobieta ma się starać i dziękować losowi za to, jaki fantastyczny facet jej się trafił.

– Zdaje się, że my, kobiety, mamy małe szanse, aby przebić się przez ten ochronny pancerz, nauczyć mężczyznę, że najbardziej erotyczną sferą ciała jest serce.

– Mężczyzna odcięty od serca, brzucha, ciała jest niezdolny do budowania trwałych związków. Wielu z nas ma problem z nagością. A przecież nagość jest naturalna, rodzimy się nadzy. Ubrania miały nas chronić przed zimnem, wilgocią, czynnikami zewnętrznymi. Ale w pewnym momencie pojawił się wstyd. Ubranie przestało służyć celom rytualnym i utylitarnym. Jako dziecko słyszałem, że trzeba „zakrywać wstyd”. Dzieci nasiąkają tym, co słyszą od dorosłych. Zaczynają wierzyć, że nagość jest zła. Jest różnica między tym, gdy mówimy, że należy się ubierać, ponieważ tak jest, wszyscy ludzie się ubierają, a tym, gdy mówimy, że chodzić nago to wstyd. Dzieci bawią się w lekarza, chłopcy i dziewczynki sprawdzają, jak są zbudowani, czym się różnią. Ale odkrywają, że ich dziecięce zabawy dorosłych oburzają, złoszczą, a nawet przerażają. By zachować miłość rodziców, też zaczynają się bać, zawstydzone powstrzymują erotyczne impulsy. Z chłopców wyrastają mężczyźni z chronicznymi, nieuświadomionymi napięciami w mięśniach, szczególnie w dolnych częściach ciała, z ambiwalentnym stosunkiem do własnej seksualności.

– Okazuje się – jak wynika z lektur – że dla większości mężczyzn kobieta jest… niebezpieczna. Wyobrażają sobie, że w pochwie są jakieś zęby, sztylety, Bóg wie co. Jesteśmy dla mężczyzn rajem i piekłem jednocześnie. Rajem zespolenia, miękkości i ukojenia. Piekłem zatracenia, unicestwienia.

– To nie kobieta zagraża mężczyźnie. Piekłem jest lęk przed miłosnym oddaniem się, rozpuszczeniem granic ego. Ego jest kruchym psychofizycznym konstruktem opartym na maskach, pozach, wizerunku. Mężczyźni bardzo tęsknią za bliskością, a jednocześnie są przerażeni perspektywą zanikania granic. Nazywają piekłem to, co jest bramą do raju. W ekstazie miłosnej koncepcje, myśli ulegają zawieszeniu, nie ma szans, żeby myśleć analitycznie, planować, kontrolować.

– Trudno jednak przyznać się do tego lęku w sobie, łatwiej przenieść go na kobietę i uznać, że to ona jest niebezpieczna. Że zło jest na zewnątrz, w seksie, w niej.

– „Co te kobiety z nami robią?” „Wszystko przez kobiety!” „Tak by sobie człowiek normalnie, spokojnie pożył, coś by osiągnął w życiu, ale niestety!” W zachodniej kulturze pokutuje mit winy Ewy, która uwiodła Adama, a on, biedak, uległ. Przekaz religijny wskazuje na nieczystość kobiety. Jeśli kobieta jest nieczysta, a on się do niej zbliża, to czy aby się nie zbruka? Wytwarza się mechanizm ucieczki, wycofania, unikania. Potworne wewnętrzne rozdarcie. Najczęściej nieuświadomione. Penis przypomina o tym złu. Mężczyźni mówią: „uległem pokusie”, „dałem się zwieść”. To oczywiście znowu wprowadza wewnętrzne rozdarcie: „Coś mnie kusi, muszę się bronić przed tym. Jeśli się nie obronię, zostanę pokonany”. Nakaz kultury jest jednoznaczny: „masz się sprawdzić jako mężczyzna”. Więc on chce się sprawdzić. Ale napotyka kolosalne bariery w sobie. Mamy tu potężne pęknięcie w sferze religii i kultury. Nawiasem mówiąc, nigdzie w Biblii nie jest napisane, że grzech pierworodny ma coś wspólnego z seksem.

Mężczyźni doświadczają kobiecości, bliskości jako czegoś zagrażającego, diabelskiego. Paradoks polega na tym, że tkwiąc w piekle izolacji, sztywności, różnego rodzaju masek, napięć, blokad, wmawiają sobie, że są w raju: tak nam tu dobrze, taka tradycja, są nakazy, zakazy, tak ma być. Odrzucając kobiecość i kobiety, skazują siebie na cierpienie. Jaskrawym tego przykładem są fundamentaliści islamscy, którzy zakazują kobietom pokazywania twarzy. Szukają raju gdzieś wyżej, poza kobietą, związkiem, seksem, ciałem, gdzieś na zewnątrz. To jest przejaw ignorancji, zagubienia. Można w ten sposób szukać w nieskończoność. Duchowe tradycje Wschodu, tantra zwracają uwagę na to, że właśnie miłosne zespolenie jest szansą wyjścia poza ciasne granice i zanurzenie się w bezmiarze wolności i radości. Duchowość Wschodu jest zmysłowa; widać ją w ciałach, które poruszają się w sposób naturalny, z gracją.

– „Mój penis to ja, moja męskość”. Jak zawrócić z tych manowców?

– To jest dramatyczne ograniczanie siebie. Jeśli penis, ta niewielka, tak zawodna część ciała, stanie się źródłem męskiej tożsamości, mężczyzna będzie się czuł zagrożony, sfrustrowany. Warto spojrzeć na to w inny sposób – moja męskość wyraża się nie tylko poprzez miłosne zespolenie z kobietą, ale w różnorodności mojego życia: poprzez moje działania, pasje, odwagę, stawianie czoła wyzwaniom. Moja partnerka wybrała mnie z różnych powodów, nie tylko ze względu na penisa. Przecież kobieta może sobie kupić sztucznego penisa, mamy teraz takie technologie! Po co więc jej dodatek w postaci reszty mężczyzny, który sprawia tyle kłopotów, frustruje. Ona wybiera osobę…

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, coachem i psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »