Waga w(a)giny

Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.
– Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne… Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami…

– Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

– Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne.

– Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

– Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami…

– Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

– Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam…

– Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

– W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców.

– Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

– Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń…

– Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

– Jak to zrobić?

– Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

– Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”…

– O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę… ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie, www.gestalt.haller.krakow.pl

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »