Jak zimowa aura wpływa na nasz erotyzm?

fot.123rf

Dni są krótkie, słońca ubywa, rano trudno wstać. Spadek energii i pogorszenie nastroju odbija się na życiu erotycznym. Jak nie popaść w marazm i uniknąć chłodu w sypialni, radzi sex coach Marta Niedźwiecka.
Codzienne obowiązki, stres, mniejsza dawka promieni słonecznych wpływają na pogorszenie nastroju. Im dalej w zimę, tym robi się gorzej. Często jesteśmy tak zmęczeni, że tracimy ochotę na seks. Pozornie to normalny objaw – skoro nie mamy na nic siły, chęć rezygnacji z tej aktywności wydaje się naturalna. Pozornie, bo właśnie w tym momencie powinna nam się zapalić lampka ostrzegawcza.

Przy braku słońca i niewystarczającej ilości odpoczynku rezygnacja z seksu oznacza odłączenie od ostatniego źródła mocy, którym dysponujemy. Odcinamy się od bliskości fizycznej i emocjonalnej, która zasila nas i nasz związek. Osłabienie jest nieuniknione, nie tylko na poziomie psychicznym – oddalamy się od siebie, częściej się kłócimy, jesteśmy drażliwi, ale też na poziomie fizycznym – seks działa relaksująco, wzmacnia odporność organizmu, poprawia samopoczucie. Po prostu powoduje, że chce się żyć.

Pośpieszny i pełen stresów tryb życia powoduje, że jesteśmy „zamarynowani” w kortyzolu, hormonie stresu. I choć zalety jego produkcji są nie do przecenienia – powoduje mobilizację ciała wobec zagrożeń – to długotrwała ekspozycja, pozbawiona okresów regeneracji, fatalnie odbija się na samopoczuciu. Po dniu pracy ciało jest tak zmęczone, że mamy wrażenie, że nic już nie damy rady zrobić. Jeżeli nie zaczniemy radzić sobie ze stresem poprzez oddychanie, aktywności fizyczne i różne techniki relaksacji, będziemy utrzymywać organizm w stanie „przegrzania”.

Zimowy rozruch

Co się dzieje, gdy stres i przeciążenie wyczerpują nas tak mocno, że temat dbania o związek spychamy na dalszy plan? Cierpi na tym relacja, bo jednym z ważnych elementów jej zasilania jest właśnie bliskość fizyczna. W seksie – jak w żadnej innej aktywności – dochodzą do głosu nasze uczucia i oczekiwania. Zaniedbanie tej sfery w związku jest poddaniem ważnej jego części, rezygnacją z „my” na rzecz zadań i obowiązków.

Takie umniejszanie seksu przydarza się wielu parom. Warto więc zachować czujność i stworzyć własną metodę radzenia sobie z nawałem zadań, pracą, przeciążeniem. Najskuteczniejsze w tym zakresie są nie rewolucje, wywracające życie do góry nogami, ale metoda małych kroków. Małych, lecz nieustannych i systematycznych. Porzucając przekonania oparte na idealizmie lub egoizmie – „seks musi być romantyczny i spontaniczny, inaczej się nie liczy”, „moje treningi są ważniejsze niż twoja potrzeba dotyku” – można stworzyć wspólną ścieżkę troszczenia się o relację, seks i odpoczynek. I wtedy niegroźna będzie nawet długa, mroźna zima.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »