Jakie korzyści daje masaż tantryczny?

123rf.com

Ludzie najczęściej przychodzą z ciekawości. Inni chcą coś uzdrowić, niekoniecznie związanego ze sferą seksualności. Jeszcze inni – po prostu się zrelaksować. Owszem, czasem czują opór, nic dziwnego, w końcu podczas masażu tantrycznego masowany i masujący są kompletnie nadzy. Wbrew pozorom wcale nie chodzi tu o seks, raczej o… modlitwę.

Zaczęło się od pytania: czy się odważę? Taką wątpliwość zgłosiłam redakcji. W odpowiedzi usłyszałam, że mogę o tym właśnie napisać – o rozterkach, wątpliwościach. Może to pomoże komuś, kto też się waha, zastanawia… Zamierzałam obserwować wewnętrzny sprzeciw, opisywać, jak się zmienia, tymczasem okazało się, że go nie ma. Wystarczyło zadzwonić, ustalić termin. Podjąć decyzję „wchodzę w to”. I już. Nie będzie to więc tekst o pokonywaniu oporów przed masażem tantrycznym. Ale o samym masażu – jak najbardziej!

Jak to wygląda?

Rozbieram się, Luna proponuje, żebym jeszcze została w pareo. Stoję przed nią z zamkniętymi oczyma – uczy mnie, jak prowadzić oddech podczas masażu (to pomoże przyjąć go głębiej, rozprowadzić energię po ciele). Potem dotyka naoliwionymi dłońmi mojego czoła, gardła, serca, brzucha, podbrzusza. Wreszcie mogę otworzyć oczy, spojrzeć na stojącą przede mną kobietę. Jest naga i za chwilę poprowadzi mnie nieznaną drogą ku samej sobie. Zdejmuję pareo, kładę się na macie, w otoczeniu świec i gobelinów. Chwilę później po moich plecach spływają pierwsze krople ciepłego oleju. Luna jest cały czas bardzo blisko. Kiedy siada między moimi nogami, a jej brzuch opiera się o mój, mam ochotę spojrzeć w tę stronę – w końcu to dość niecodzienny widok. Nie robię tego – może okaże się krępujące, zaburzy rytm masażu… Ale kiedy cały ceremoniał dobiega końca, zupełnie naturalne wydaje się pozostanie na macie. Nie zdarzyło mi się jeszcze przeprowadzać wywiadu nago. Cóż, zawsze jest ten pierwszy raz. Wstaję tylko po dyktafon.

Duchowość, cielesność i praca z cieniem

Barbara Mierzewicz (Luna to jedno z jej duchowych imion), założycielka tantrycznej świątyni Kala Luna Temple w Warszawie, twierdzi, że jako jedyna w Polsce wykonuje prawdziwy masaż tantryczny. Inne to zazwyczaj masaże erotyczne robione pod szyldem tantry. A rdzenna tantra to nie erotyka, seks. Bliżej jej raczej do religii. – Tantra indyjska, z której czerpię, oparta jest na trzech filarach – mówi Luna. – Jest duchowość: dla Hindusów był to sposób, żeby być blisko bogów. Jest cielesność, postrzegana jako sacrum: każdy dotyk ciała, swojego czy czyjegoś – bliskość, emocjonalność, dbanie o siebie – to były święte praktyki. Trzecim filarem była praca z cieniem, z tabu, integrowanie wszystkich części siebie. Dawało to poczucie głębokiej mocy wewnętrznej, spójności i wolności. Tantra jest więc ścieżką do swojego wnętrza. Odważną, ponieważ spotykamy tam wszystko – również to, co niekoniecznie nam się podoba.

Masaż tantryczny to spotkanie ze sobą – przychodzisz, żeby poczuć i przyjąć siebie na różnych poziomach. – Ja jestem przewodnikiem w tym doświadczeniu, ale niczego nikomu nie daję, nawet nie nazwałabym tego wymianą – zastrzega Luna. – Po prostu tworzę przestrzeń, pozwalam, by pewne rzeczy się działy.

Nigdy nie zaczyna od ciała, bo ciało musi być gotowe. Podobnie jak umysł. – Na początku siedzimy, rozmawiamy chwilę, żeby dana osoba oswoiła się ze mną, zadała pytania. Zawsze mówię: „Nie oczekuj niczego, po prostu bądź. Przyjdzie to, co ma przyjść, co masz poczuć. Chyba że czegoś nie chcesz, wtedy mów!”. Chodzi o to, żeby nie tworzyć żadnych wyobrażeń. Nastawiać się na spokój, relaks i pełnię, a nie na ukierunkowaną przyjemność, orgazm. Dostaniesz to, co da ci ciało, to, co ci jest najbardziej potrzebne. Wystarczy to przyjąć. Dzięki temu poczujesz głębokie zestrojenie – ze sobą, z życiem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »