Kariera a miłość

fot.123rf

Wielu kobietom odnoszącym sukcesy w życiu zawodowym nie układa się życie prywatne. Siła i decyzyjność, które w pracy są ich mocną stroną, w związku generują tylko ból. O tym, jak przestać podchodzić zadaniowo do miłości, z psychoterapeutą Michałem Dudą rozmawia Aleksandra Nowakowska.
Czy wszystkie kobiety sukcesu mają pecha do mężczyzn? Te, z którymi rozmawiam, żalą się, że są albo słabi, albo je odrzucają. A najczęściej i jedno, i drugie.

Mówimy o pewnym rodzaju silnych kobiet, które mają duże problemy ze stworzeniem relacji. Ich siła jest głównie społeczna, wykorzystywana do funkcjonowania w świecie, ale nie jest siłą psychologiczną potrzebną do tworzenia relacji. Kobiety te wewnętrznie czują się słabe, odrzucone, potrzebujące. I z tego powodu trudno im otwarcie wchodzić w relacje. Często stosują w nich metody, które działają w pracy. One zarządzają relacjami.

W jaki sposób?

Egzekwują różnego rodzaju prawa i obowiązki z pozycji asertywności, która znajduje zastosowanie na przykład w korporacjach. Czyli: stałe monitorowanie, intensywna kontrola, domaganie się uwagi i zaangażowania, oczekiwanie określonych zachowań. Z jednej strony chcą być dostrzegane przez partnera i zrozumiane także w swoich słabościach, a z drugiej – używają do tego siły. To podwójny komunikat, na który nie wiadomo, jak reagować. I nie chodzi tu o kierowanie oczekiwań, domaganie się czegoś w związku. Mamy przecież prawo do swoich pragnień i potrzeb. To kwestia sposobu, w jaki to się robi. Na pewno nie powinien on polegać na wchodzeniu w rolę znaną z pracy. Ludzie nie są w związku po to, żeby wypełniać zadania wyznaczone na dzisiejszy dzień. Nie na tym polega relacja między dwoma kochającymi się osobami.

Często tzw. kobiety sukcesu mają wysokie mniemanie o sobie i na temat tego, z kim chciałyby być, a kończą w relacjach, które są przeciwieństwem ich planów. Po części wynika to z tego, że one same sobie wszystko organizują. A facet, którego da się zorganizować, nie jest tym, o co im chodzi. To jest raczej facet, którym się będzie trzeba zajmować, którego być może trzeba będzie utrzymywać, którego można sobie kupić.

Przez jakiś czas ta strategia jednak działa.

Tak, ale one liczą, że przyniesie konkretny rezultat. Że zainwestowana energia sprawi, że on się w końcu zacznie jakoś inaczej zachowywać. Natomiast mężczyzna będzie korzystał z dobrodziejstw tak długo, jak się da, i raczej nie odwzajemni się spełnieniem jej życzeń. Tylko koszty będą coraz wyższe.

Kobiety, które znam, twierdzą, że marzą o silnym mężczyźnie.

A on zwykle ma jakiś walor – albo jest ładny, ma jakiś talent, coś potrafi. Ale na ogół jest zainteresowany sobą, nie ma specjalnie ochoty, żeby angażować się w tę relację. Najczęściej słabo radzi sobie w świecie, dlatego też odpowiada mu ta znajomość. W tym przypadku kobieta zapewnia mu wiele, a on zaczyna się przyzwyczajać i chce coraz więcej. Nie jest to dobry sposób na „wychowanie sobie mężczyzny”. Jednak silne kobiety nie są zwykle w stanie przestać dawać, zarządzać, organizować. One w ten sposób kontrolują i robią to jakby z automatu. A jednocześnie czują się porzucone, niedostrzeżone, bo dla nich nikt się nie stara. Naprawdę jest to kłopot. Niezwykle trudno jest przekonać je do zmiany stylu bycia w relacji, ponieważ ta metoda osiągania sukcesów bardzo często gra ważną rolę w ich życiu. One potrzebują mieć kontrolę.